Professor University of Bialystok, Department of International Policy and Security, International Security Lab; Institute of History PAS Warsaw

Bialystok, Poland
Joined September 2010
Daniel Boćkowski retweeted
🇺🇸🇺🇦🇷🇺 Une analyse particulièrement intéressante d'Andrew C. McCarthy dans le très conservateur National Review. Sa thèse ? La politique de Trump envers la Russie et l'Ukraine n'est pas incohérente. Elle répond à une logique profondément personnelle : Trump apprécie Poutine et déteste Zelensky. McCarthy évoque notamment le narcissisme du président et sa tendance à confondre ses propres intérêts avec ceux des États-Unis. Il revient sur le Russiagate, cette affaire d'ingérences russes dans la présidentielle de 2016 et de soupçons de collusion entre Moscou et l'équipe Trump. Si l'ingérence russe a été établie, l'enquête Mueller n'a pas démontré de complot entre la campagne Trump et le Kremlin. Mais Trump considère cette affaire comme une persécution qu'il aurait subie avec Poutine. Il voit ainsi dans le dirigeant russe un compagnon d'infortune, plutôt que le chef d'un régime qui a cherché à déstabiliser la démocratie américaine. À l'inverse, Zelensky reste associé dans son esprit à l'impeachment de 2019, puis à sa défaite de 2020. Des rancœurs qui, selon McCarthy, expliquent une partie de son attitude envers Kyiv. Difficile de ne pas penser aux confidences de Susie Wiles à Vanity Fair en décembre dernier, notamment lorsqu'elle évoquait la manière dont Trump saisit les occasions de se venger. Et c'est tout l'intérêt de cette analyse : derrière les revirements apparents, McCarthy identifie une constante. Les relations personnelles, les ressentiments et les règlements de comptes pèsent sur les choix diplomatiques de Trump, parfois au détriment des intérêts stratégiques américains. 👇👇 nationalreview.com/2026/10/t…
7
95
2
308
12,305
Daniel Boćkowski retweeted
Kontrowersje wokół drona na Litwie (i w Polsce) 19 października (poniedziałek): Premier Litwy Mindaugas Sinkevičius wprost stwierdził: „Nie ma wątpliwości, że dron wleciał (...) z kierunku Polski”. Do samego zdarzenia doszło w niedzielę rano, 18 października 2026 roku. Litewskie systemy radiolokacyjne wykryły obiekt poruszający się nad Polską (ok. 30–40 km od granicy) o godzinie 4:47 czasu polskiego, a granicę z Litwą przekroczył on o 6:02 czasu litewskiego (5:02 w Polsce). Dron ostatecznie spadł i eksplodował w rejonie poswolskim na północy Litwy, uszkadzając samochód cywilny. W odpowiedzi na to zagrożenie poderwano wówczas myśliwce NATO z misji Baltic Air Policing. Jak oficjalnie potwierdziły obie strony, był to uzbrojony dron ukraiński. Strona ukraińska oficjalnie przeprosiła Litwę za ten incydent. Wyjaśniono, że maszyna brała udział w operacji wymierzonej w cele wojskowe na terytorium Rosji (w rejonie Petersburga), jednak w wyniku działań rosyjskiej walki elektronicznej (WRE) zboczyła z kursu i uległa awarii. Po śledztwie Polska oficjalnie potwierdziła, że dron przeleciał z Ukrainy przez Polskę. Na pewno był to dron, który był słyszany w rejonie Włodawy. Czy obiekt, który był słyszany w rejonie Lublina to był ten sam, tego do końca nie wiadomo, ale dziwne jest jednak to, że obecności aparatu nie odnotowano pomiędzy Włodawą a Suwałkami, po prostu nie ma żadnej relacji z innych miejsc. Trasa przelotu drona nie jest dokładnie znana. Możliwe, że leciał naprzemiennie nad Polską i Białorusią. Mógł też bardzo nisko lecieć korytarzem między pasem radarów przy granicy, a pasem radarów bliżej Wisły, wykorzystując martwe strefy wykrycia. Ale od Włodawy do rejonu granicy pod Suwałkami jest jakieś 310 km, ktoś musiałby odnotować odgłosy nisko lecącego drona. Są sygnały od ludzi są tylko z rejonu samej Włodawy (Okuniew) oraz okolic Lublina (Zalew Zemborzycki i Lublin) i okolice Łęcznej (30 km od Lublina). Ale nie ma żadnych info od ludzi z okolic Radzynia Podlaskiego, Międzyrzeca - Łukowa/Siedlec, Łosic, Sokołowa Podlaski - Siemiatycz, Ciechanowca - Bielska Podlaskiego, Białegostoku, Zambrowa, Ełku, Augustowa czy Suwałk. Czy cały czas leciał przez Polskę, czy raczej wlatywał w międzyczasie nad Białoruś? W każdym razie Polska zareagowała prawidłowo, premier oświadczył „Polska nie zezwala na prowadzenie operacji na swoim terytorium czy nad nim bez wyraźnej zgody państwa polskiego. I to się nie zmieni, niezależnie od tego, kto te operacje miałby przeprowadzać”. To słuszne stanowisko i należy pod tym względem postawić sprawę jasno. Jeśli jednak zagrożona Ukraina jest już tak zdesperowana, że ryzykując ograniczenie pomocy doprowadza do starć z Polską, Rumunią, Państwa Bałtyckimi, to znaczy, że sytuacja Kijowa jest bardzo zła. A to dla nas nic dobrego. Bo jeśli Ukraina upadnie, to rosyjska machina imperialna potoczy się dalej. Czyli sytuację można uznać za CZĘŚCIOWO wyjaśnioną. To nie są już podejrzenia związane z trzema możliwościami, o których pisałem od początku, czyli dron rosyjski atakujący Ukrainę (widziany był tylko na południu Polski), dron ukraiński jaki się rozbił na Litwie czy inna opcja, na przykład niezdyscyplinowany pilot na ULM/motolotni lub działalność przemytników (co też brano pod uwagę). Mamy teraz oficjalne i jednoznaczne wyjaśnienie. Dlatego można śmiało je podawać jako wersję oficjalną. Dlaczego częściowo? Bo nadal czekamy na info, jaką trasą leciał ów dron. Czy przeleciał 350 km nad Polską, czy sporą część trasy odbył jednak nad Białorusią, wlatując do Polski tylko w kilku miejscach (Włodawa, okolice Suwałk)? A może też doleciał do Lublina i to był jednak on, a nie coś innego całkiem przypadkowo? Żadna z tych możliwości nadal nie jest wykluczona. Ciekawe, czy się dowiemy, bo sprawa jest intrygująca. Rosyjska obrona powietrzna jest coraz silniejsza i Ukraina ma coraz większe trudności z atakowaniem obiektów w Rosji. Ostatnie zmasowane naloty na rejon Moskwy niemal w całości zostały odparte, Rosja w rejonie Moskwy zestrzeliwuje obecnie do 95 % wszystkich atakujących dronów, trafiają pojedyncze, a szkody niestety, nie są wielkie. Ta sytuacja trwa od lata tego roku, bo w czerwcu w kompromitujący dla Rosji sposób, poważnie uszkodzono moskiewską rafinerię ropy naftowej na Kapotni. Podobnie silna jest obrona przeciwlotnicza w rejonie Petersburga. Dlatego od maja ukraińskie drony atakujące Petersburg puszczano przez Białoruś, a niekiedy przelatywały one nad Łotwą i Estonią by niekiedy wyjść na Petersburg od południowego zachodu lub nawet przez Zatokę Fińską. Oczywiście zgody na to nie było i oba państwa ostro zaprotestowały. Ukraina wykazuje objawy desperacji. Państwo to walczy o przetrwanie i naprawdę sytuacja staje się coraz cięższa. Rosjanie nie odpuszczają, nie mają zamiaru przestać, bo wiedzą, że Ukraina to tylko etap. Jej złamanie i włączenie do swojej strefy władzy otworzy drogę dla realizacji dalszych planów: podporządkowania sobie Państw Bałtyckich, a następnie Polskę i inne kraje europejskie. Rosja tego nie ukrywa. 5 czerwca 2026 r. w porcie w Konstancy doszło do potężnego wybuchu zaledwie ok. 500 m od terminalu naftowego. Niewiele brakowało, a doszłoby do katastrofy na dużą skalę. Ukraińskie władze bardzo szybko przyznały się, że to była ich bezzałogowa mała jednostka pływająca typu Sea Baby, która (według ich oficjalnej wersji) wyrwała się spod kontroli i zdryfowała do portu. W porcie doszło do eksplozji, ofiar w ludziach ani dużych szkód materialnych nie ma, Ukraina zaś przeprosiła i wspomniano coś o pokryciu kosztów. Bo koszty, choćby w postaci ewakuacji około 1000 osób z pobliskich plaż i użycia służb państwowych, były. Później się jednak okazało, że to nie wszystko. W Konstancy przebywał bowiem tankowiec tzw. rosyjskiej floty cieni, „Safeena Elona” pływający pod banderą Wysp Marshalla. Co robił w Konstancy można się tylko domyślać. Choć Rumunia posiada całkiem spore złoża ropy naftowej, to jednak krajowe wydobycie pokrywa zaledwie około 24–30% zapotrzebowania na surową ropę, resztę trzeba sprowadzać. A to dlatego, że złoża się po prostu wyczerpują, były eksploatowane od wielu lat. Sprowadzanie ropy naftowej z Rosji, przy bliskości terminala naftowego w Noworosyjsku, nie jest trudne ani nawet bardzo kosztowne. Po całym incydencie „Safeena Elona” wyszedł z Konstancy i skierował się prosto na wschód, przepływając na południe od okupowanego Krymu, by później skierować się do Noworosyjska. Na Morzu Śródziemnym statki rosyjskiej floty cieni nie są bezpieczne. Zaledwie poprzedniej nocy ukraińskie drony latające zaatakowały pięć rosyjskich statków na Morzu Azowskim i na południe od niego. Dwa statki zaatakowane na otwartych wodach miały poważne kłopoty. Mały drobnicowiec „Natra” płynący pod banderą Belize płynący z Bartin w Turcji został trafiony przez cztery drony, w tym jedno trafienie w mostek kapitański. Na jego pokładzie zginął kapitan i trzeci oficer, obaj Azerowie. Statek został unieruchomiony i musiał zostać odholowany do Noworosyjska. Jak się okazało, dron morski który wpłynął do portu w Konstancy (tak, wpłynął a nie zdryfował) był liderem grupy uderzeniowej, która zapolowała na statek „Safeena Elona”. Był wyposażony w terminal Starlink i układy łączności do sterowania trzema innymi łodziami bezzałogowymi Sea Baby, które czekały na wodach międzynarodowych. Wspomniany lider miał statek śledzić i za jego pośrednictwem miały zostać naprowadzone na cel pozostałe trzy łodzie uderzeniowe. Jednakże manewrując w porcie, operator popełnił błąd. Przypuszczalnie na skutek błędu GPS, co się czasem zdarza, wykonał zakręt około 20 m przed końcem falochronu i wszedł na zagrodę chroniącą przed ewentualnymi wyciekami ropy naftowej. Kiedy się okazało, że łodzi wypełnionej sporym ładunkiem wybuchowym nie da się wyplątać, Ukraińcy zdecydowali się powiadomić Rumunów. W reakcji oni ewakuowali zagrożonych z niebezpiecznej strefy, a kiedy wszystko zostało przygotowane, ukraiński operator dokonał kontrolowanego zdalnego samozniszczenia. Wraz z dronem w porcie, samozniszczeniu uległy także trzy pozostałe dyżurujące w morzu, a według niepotwierdzonych doniesień jeden z tych trzech w chwili detonacji znajdował się na wodach terytorialnych Rumunii, pozostałe dwa były na wodach międzynarodowych. Okazuje się, że to nie pierwszy taki dość kontrowersyjny przypadek. 11 maja 2026 r. w pobliżu Wyspy Lefkada na Morzu Jońskim, greccy rybacy znaleźli ukraiński dron morski, w wersji bojowej z głowicą bojową zawierającą ok. 100 kg materiału wybuchowego. Ukraińcy używają bazy Misrata w Libii do własnych działań na Morzu Śródziemnym. Są to tereny kontrolowane przez rebeliantów, z którymi walczą rosyjscy najemnicy wspierający rząd w Trypolisie. Po tym incydencie władze Grecji wystosowały oficjalny protest a grecki minister obrony Nikolaos Dendias publicznie stwierdził że mógł mieć on bardzo tragiczne skutki, gdyby dryfujący bez kontroli dron morski uderzył w statek wycieczkowy. Minister dodał „Ukraina jest nam winna wielkie przeprosiny”, na co Kijów zareagował wyraźnymi przeprosinami. Jak na razie, przez niemal pół roku, faktycznie podobnych incydentów w tym rejonie już nie odnotowano. Oczywiście najwięcej naruszeń terytorium Rumunii ma na koncie Rosja, według oficjalnych danych rumuńskiego MON, rosyjskie drony bojowe typu Shahed naruszyły przestrzeń powietrzną Rumunii już co najmniej 33 razy, to jednak i Ukraińcom się to zdarzało. W lipcu 2025 r. cztery ukraińskie myśliwce na krótki czas manewrując w celu zniszczenia rosyjskich środków napadu powietrznego wleciały nad teren Rumunii na niewielką odległość. Było to pierwsze naruszenie od 24 lutego 2022 r., kiedy to ukraiński Su-27 został zmuszony do lądowania w Rumunii. Jeśli chodzi o Łotwę i Estonię to też odnotowano kilka naruszeń przestrzeni powietrznej przez ukraińskie drony atakujące Ust Ługę i okolice Sankt Petersburga. Jeden dron został zestrzelony, a 7 maja 2026 r. kolejny dron ukraiński wleciał nad Łotwę i uderzył w pusty zbiornik na ropę naftową. Wydarzenie to wywołało wewnętrzny kryzys polityczny. Premier Evika Siliņa odwołała ministra obrony, co poskutkowało rozpadem i upadkiem łotewskiej koalicji rządzącej. W Rumunii reakcja władz była dość spokojna i oficjalnie przyjęto oficjalne wyjaśnienie strony ukraińskiej, które nie było do końca prawdziwe. Prezydent Rumunii Nicușor Dan natychmiast wydał oświadczenie, w którym zapewnił, że „sytuacja jest w pełni opanowana”. Podkreślił sprawność działania podległych mu służb wywiadowczych (SRI) oraz straży przybrzeżnej, które zdołały zabezpieczyć i odizolować teren przed wybuchem. Minister obrony Radu Miriuță potwierdził, że to właśnie dzięki natychmiastowemu sygnałowi z Kijowa o utracie kontroli nad dronami rumuńskie służby zdołały na czas ewakuować cywilów. Widać wyraźnie, że Rumunia nie chce zaogniać sytuacji, bowiem żadnemu państwu NATO nie zależy na upadku Ukrainy (czym zaowocowało by na przykład wstrzymanie pomocy wojskowej). Jednak w rumuńskiej infosferze wrze, ludzie domagają się nawet zerwania stosunków dyplomatycznych z Ukrainą. Niestety takie incydenty mogą zadziałać na korzyść Moskwy. Ukraina jest najwyraźniej zdesperowana, zwłaszcza że największy cios w plecy Ukrainie zdają się obecnie wbijać Amerykanie. Ale przy okazji obserwujemy bardzo ciekawą rzecz. Rosjanie zmieniają kierunek swoich narracji. Teraz pierwszy i najważniejszy przekaz to „państwo nie jest suwerenne”, a drugi „sojusznicy są niepewni i niewiarygodni”. Oba te przekazy zmierzają do izolowania państwa na arenie międzynarodowej, rozbijania jego instytucji państwowej i paraliżowania jego funkcjonowania. Skutkiem tego ma być również przerwanie pomocy wojskowej i finansowej dla Ukrainy, bowiem przekazywanie takiej pomocy to przecież „brak suwerenności” – władze państwa realizują interesy obcych państw (Ukrainy), a nie interesy własnych obywateli. Przekaz „Ukraińcy są twoim wrogiem” spadł teraz na dalszy plan. Po pierwsze trafił do zbyt małej (choć znaczącej trzeba przyznać) części społeczeństwa. A w tej do której trafił, wywołał zbyt intensywny efekt. Zaczęły się napady na obywateli Ukrainy, rękoczyny i stosunkowo słaba kontrolowana eskalacja, która łatwo mogła się całkowicie wymknąć spod kontroli. Kontroli ze strony rosyjskich dezinformatorów i manipulantów, bowiem taka eskalacja mogła się przerodzić w rozruchy, na które musiałyby ostro i kompleksowo zareagować służby państwa, opanowując sytuację i wypracowując mechanizmy przeciwdziałania. A to poważnie utrudniłoby rosyjską wojnę informacyjną w przyszłości. Ten przekaz jeszcze oczywiście wróci, ale w odpowiednim do tego momencie, kiedy to Polska będzie już na celowniku Rosji, bezpośrednio. Dlatego na razie ten kierunek uległ złagodzeniu. Mało tego, Rosja nie wskakuje już na oczywiste pojawiające się okazje takie jak możliwy rzeczywisty przelot ukraińskiego drona bojowego nad Polską, tego który rozbił się na Litwie. Jeszcze pół roku temu rozpętałaby się internetowa burza: Ukraina wykorzystuje państwa jej sprzyjające, bez ich zgody używa sobie ich przestrzeni powietrznej by atakować Rosję! A może za zgodą? Oczywiście takie wątki pojawiły się w sieci, ale jakby nieśmiało, nie ma zalewu, nie ma wielkiej dyskusji, nie ma tzw. gównoburzy. Nie ma jakiejś wielkiej fali dezinformacji ze strony Rosji. A rosyjska dezinformacja często wykorzystuje prawdziwe wydarzenia i incydenty by dokonać tzw. amplifikacji, czyli rozpowszechnienia danej informacji z odpowiednimi agresywnymi komentarzami, a także z dodatkowymi informacjami będącymi już fejkami. Ale fejki doklejone do prawdy sprzedają się o wiele lepiej, bo ciężko je obalić. Zamiast tego przekaz ruszył w zupełnie innym kierunku: nie wiadomo co to za dron, ale wojsko sobie nie radzi. Nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa przestrzeni powietrznej, instytucje państwa nie działają! I tak dalej w tym kierunku. A jak zawsze podkreślam: INFORMACJE OFICJALNE. Jak widzicie, nawet jak prawda jest niewygodna, to jest ogłaszana. Pewnych rzeczy się przed obywatelami nie ukrywa. Twa bowiem zażarta wojna informacyjna. Na dezinformacje najlepszą bronią jest prawdziwa informacja. Cieszy, że polskie państwo (całe, ze strony rządowej i ze strony prezydenckiej) to rozumie. Zachowuje spokój, a wiarygodna informacja w końcu jest. Cieszę się więc, że i ja mogłem sprawę opisać w zgodzie z OFICJALNYMI ustaleniami. Na zdjęciu - dron rozbity na Litwie Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
9
16
2
168
10,588
Daniel Boćkowski retweeted
Specjalny wysłannik prezydenta Trumpa mówi sojusznikom z Zatoki Perskiej, że USA nie mogą zagwarantować im bezpieczeństwa na zawsze - WSJ Wiadomość z konferencji bezpieczeństwa w Dosze pojawia się w momencie, gdy sojusznicy obawiają się, że Stany Zjednoczone pozostawią ich samym sobie po wojnie z Iranem. Regionalni urzędnicy ds. bezpieczeństwa otrzymali niepokojący sygnał od Amerykanów, gdy zebrali się w stolicy Kataru i przygotowywali się na potencjalną nową rundę eskalacji między USA i Iranem: muszą wziąć główną odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo na siebie. Tom Barrack , ambasador USA w Turcji i specjalny wysłannik prezydenta Trumpa do Syrii i Iraku, powiedział, że wielkie umowy, które przez dziesięciolecia stanowiły podstawę globalnego bezpieczeństwa, przechodzą obecnie znaczącą transformację, a kraje Bliskiego Wschodu i innych miejsc powinny skupić się na zabezpieczaniu swoich interesów poprzez partnerstwa regionalne. „Ameryka, będąca gwarantem bezpieczeństwa dla świata przez ostatnie 80 lat, już nie istnieje” – powiedział Barrack na Global Security Forum w Dosze , corocznym szczycie, na którym spotykają się czołowi urzędnicy ds. bezpieczeństwa i eksperci z całego świata. „To, co dzieje się w tej administracji, to nie porzucenie. To sygnał do reorganizacji”. „A to przesłanie jest jak wychowywanie nastolatka. To nie jest łatwe” – powiedział. Porozumienia zawarte po II wojnie światowej – w zasadzie układ wzajemny, w którym Stany Zjednoczone zapewniały bezpieczeństwo w zamian za ropę – nie odpowiadają już imperatywom Waszyngtonu, powiedział Barrack. Amerykanie nie chcą poświęcać życia dla Bliskiego Wschodu, a państwa Zatoki Perskiej wiedzą, że Stany Zjednoczone nie są w stanie zagwarantować im bezpieczeństwa, dodał. Stwierdził, że region słusznie skłania się ku mniejszym i bardziej zróżnicowanym sojuszom, takim jak nowy pakt obronny między Arabią Saudyjską, Pakistanem i Turcją. Przyznał jednak, że transformacja będzie niepewna. Przedstawiciele administracji Trumpa wygłosili podobne apele o samowystarczalność na spotkaniach poświęconych bezpieczeństwu w Europie i Azji . Państwa Zatoki Perskiej próbowały, ale bezskutecznie, odwieść Trumpa od wojny z Iranem. Przesłanie Baracka dociera do nich, gdy obawiają się, że USA wycofają się z konfliktu, pozostawiając je samym sobie z rozwścieczonym i na nowo agresywnym wrogiem. Wielu kwestionuje, czy mogą polegać na USA jako partnerze, mimo że zdają sobie sprawę, że nie ma dobrych alternatyw dla ich technologii wojskowej i wsparcia. Barrack powiedział, że wojna rozpoczęta przez USA i Izrael pod koniec lutego przyniosła nieoczekiwane konsekwencje, porównując Bliski Wschód do kostki Rubika, gdzie jeden ruch może zmienić cały obraz. Dodał, że są lekcje do wyciągnięcia i ograniczenia amerykańskiej potęgi. „Za każdym razem, gdy próbujemy interweniować i zmienić liderów państw lub reżimy, wydaje się, że jest to błąd” – powiedział, wskazując na Irak, Libię i Afganistan. Amerykańskie administracje od dawna miały nadzieję na oderwanie kraju od Bliskiego Wschodu, ale bezskutecznie. Nawet teraz administracja Trumpa wysyła sprzeczne sygnały. W zeszłym roku Stany Zjednoczone dodały Arabię ​​Saudyjską do grona głównych sojuszników spoza NATO, na liście znajdują się również sąsiedzi z Zatoki Perskiej: Katar, Bahrajn i Kuwejt. Trump kontynuuje również rozbudowę sił wokół Iranu. Wojsko sprowadza trzecią grupę uderzeniową lotniskowca i dodatkową jednostkę ekspedycyjną piechoty morskiej, a także uzupełnia zapasy sił na wypadek konieczności wznowienia walk. „Nie odejdziemy” – powiedział Barrack. Zarówno Trump, jak i irańscy urzędnicy zasygnalizowali, że przygotowują się na ewentualne wznowienie działań wojennych na dużą skalę po trwającym wiele miesięcy impasie w dyplomacji. Stany Zjednoczone nasiliły presję ekonomiczną na reżim, ale jak dotąd nie przyniosło to przełomu, a regionalni sojusznicy przygotowują się na ewentualność kolejnej rundy walk, która mogłaby potencjalnie uderzyć w wrażliwą infrastrukturę energetyczną. Kraje Zatoki Perskiej z niepokojem patrzą na Arabię ​​Saudyjską, gdzie ataki rakietowe i dronowe przeprowadzane przez wspieranych przez Iran bojowników Huti uszkodziły obiekty energetyczne i międzynarodowe lotnisko w stolicy, Rijadzie. Arabia Saudyjska zaapelowała do Stanów Zjednoczonych o interwencję militarną, ale Trump ograniczył wsparcie dla sojusznika do dostarczania informacji wywiadowczych. Szkody wyrządzone przez ataki Hutich spotęgowały obawy o zdolność regionu do odparcia kolejnych ataków rakietowych i dronów po tym, jak wcześniej w wojnie zniszczyli obronę przeciwlotniczą. Barbara Leaf, główna wysłanniczka na Bliski Wschód w administracji byłego prezydenta Joe Bidena , powiedziała, że ​​regionalni sojusznicy już odchodzą od zależności od ochrony ze strony USA, ale ograniczenie zaangażowania w regionie przez Amerykę ma swoje granice. „Myślę, że już robią wiele logicznych rzeczy – dywersyfikują partnerstwa w dziedzinie bezpieczeństwa i zasoby sprzętu obronnego” – powiedziała, przemawiając również w Dosze. „Myślę, że po prostu jeszcze nie widzieliśmy, dokąd ostatecznie to doprowadzi, a co za tym idzie, jak ci regionalni partnerzy będą najlepiej przygotowani do obrony, ale potrzebują dużych partnerów, takich jak Stany Zjednoczone”. Ali Vaez , analityk ds. Iranu w International Crisis Group, powiedział, że region otrzymuje różne komunikaty od różnych amerykańskich urzędników, co szkodzi wiarygodności Ameryki i sprawia, że ​​kraje zabezpieczają się przed konsekwencjami działań Waszyngtonu. „Ostatecznie Stany Zjednoczone nadal będą miały duży wpływ i będą angażować się w obronę regionu, ale okazało się, że ich zaangażowanie jest niewystarczające” – powiedział. Źródło: The Wall Street Journal
2
5
12
1,241
Daniel Boćkowski retweeted
Trumpin ja Zelenskyin välien kiristyessä kannattaa katsoa hieman julkisten riitojen taakse. Oslossa käydään parhaillaan neuvotteluja, joiden merkitys ulottuu huomattavasti Ukrainaa laajemmalle. Panokset ovat poikkeuksellisen korkeat myös Euroopalle ja Suomelle. Mistä siellä oikeastaan keskustellaan? Tietojen mukaan amerikkalaiset, ukrainalaiset ja eurooppalaiset ovat valmistelleet kahta rinnakkaista kokonaisuutta. Ensimmäinen koskee Ukrainan tulevaisuutta, turvallisuustakuita, EU-integraatiota ja jälleenrakennusta. Toisessa hahmotellaan sodan päättämisen ehtoja, Venäjän ja Euroopan tulevaa turvallisuusjärjestystä sekä mahdollisuuksia sodanjälkeiseen taloudelliseen yhteistyöhön. Kyse ei siis ole vain tulitauosta tai rintamalinjoista. Neuvotteluissa voidaan joutua ratkaisemaan, millaiset takeet Ukraina saa uutta hyökkäystä vastaan, mitä Venäjältä edellytetään ja millaisille periaatteille Euroopan turvallisuus tulevaisuudessa rakennetaan. Trumpille nopea sopimus ja energian hinnan lasku olisivat myös sisäpoliittisesti arvokkaita saavutuksia lähestyvien välivaalien alla, mutta Euroopan turvallisuutta ei voida rakentaa Yhdysvaltojen vaalikalenterin ehdoilla. Juuri tässä Euroopan on pystyttävä asettamaan omat vaatimuksensa pöytään. Miten mahdollinen tulitauko turvataan? Mitä tapahtuu, jos Venäjä rikkoo sopimuksen? Kuka takaa Ukrainan turvallisuuden ja millä voimavaroilla? Millä ehdoilla Venäjän pakotteita voitaisiin joskus purkaa? Entä hyväksytäänkö ajatus siitä, että sotilaallisella voimalla voidaan saavuttaa pysyviä alueellisia ja poliittisia etuja? Euroopalla on tässä myös todellisia vaikutuskeinoja. Se rahoittaa Ukrainan puolustusta, päättää omista Venäjä-pakotteistaan ja joutuu kantamaan suuren osan mahdollisen rauhan turvallisuusvastuista. Siksi Euroopan ei pidä vain yrittää torjua huonoa sopimusta, vaan tuoda neuvotteluihin omat tavoitteensa ja keinot niiden toteuttamiseksi. Tässä tilanteessa nostaisin esiin myös presidentti Stubbin toiminnan. On nimittäin varsin huomionarvoista, että Ukraina on pyytänyt nimenomaan Suomea ja Norjaa järjestämään näitä keskusteluja. Stubb ja Norjan pääministeri Støre ovat onnistuneet rakentamaan toimivat yhteydet sekä Ukrainaan että Trumpin hallintoon. Nyt mukana ovat myös Witkoff ja Kushner, joiden on määrä jatkaa keskusteluja Venäjän kanssa. Paljon tästä diplomatiasta tapahtuu julkisuuden ulkopuolella, mikä on varmasti viisasta. Emme tiedä, kuinka paljon Suomi pystyy lopulta vaikuttamaan lopputulokseen, mutta jo se, että olemme mukana näissä keskusteluissa ja pystymme välittämään Euroopan turvallisuushuolia suoraan Trumpin lähipiirille, on merkittävä asia. Pidän tätä Stubbin erityisenä ansiona. Juuri tällaisessa tilanteessa toimivien henkilösuhteiden ja luottamuksen arvo näkyy konkreettisesti. Sitä pitää osata arvostaa yli puoluerajojen. Suomen näkökulmasta kysymys ei ole vain siitä, millaisen rauhan Ukraina saa. Kysymys on myös siitä, millaisen Venäjän kanssa me joudumme elämään tulevina vuosikymmeninä. Siksi meillä on näissä neuvotteluissa paljon enemmän pelissä kuin ehkä ensisilmäyksellä ymmärrämme.
65
216
11
1,577
125,108
Daniel Boćkowski retweeted
OSLO, PETERSBURG I RUCHOME PIASKI POD KIJOWEM W Oslo Zełenski siedzi z Witkoffem, Europejczykami i NATO nad kolejną wersją „planu pokojowego". W tym samym czasie w Gabinecie Owalnym Donald Trump, człowiek, który według własnych wyliczeń zakończył już osiem wojen, tłumaczy, że Ukraina „musi chcieć" skończyć tę wojnę, a problemem jest „ogromna nienawiść" między Putinem a Zełenskim. W tej optyce agresor i napadnięty to po prostu dwóch panów, którzy się nie lubią. Sprawdźmy, co dziś usłyszeliśmy. ▪️ „Rosja to wielka machina, która nieustannie posuwa się naprzód" Dane ISW z 16 października: bilans netto Rosjan od stycznia do końca września to ok. 144,5 km². Od 1 września mają stratę netto ok. 122 km². Na początku października tracili średnio ok. 7 km² dziennie. Putin w tym czasie ogłosił zdobycie 6500 km² i 310 miejscowości, a Gierasimow „zameldował" o zajęciu Dobropola. Rozjazd jest mniej więcej 45-krotny. „Tydzień po tygodniu zajmują coraz więcej"? Ktoś faktycznie zajmuje. Niekoniecznie Rosjanie. ▪️ Tysiąc czołgów, „bardzo głupi generał" i ruchome piaski Tę opowieść Trump powtarza od 2025 roku i za każdym razem dokłada efektów specjalnych. Dziś była „idealna betonowa autostrada", 48 mil na godzinę, ulewa dziesięciolecia i ruchome piaski. Tymczasem Rosjanie właśnie drogami jechali. Kilkudziesięciokilometrowa kolumna pod Kijowem stała na szosie, co widać na zdjęciach satelitarnych Maxar. Rob Lee z Foreign Policy Research Institute mówi wprost: plan inwazji zakładał jak najszybszy marsz drogami i to na drogach Rosjanie ponieśli ciężkie straty. Błoto w dolinie Irpienia było, ale nie z ulewy. Ukraińcy sami zalali dolinę, puszczając wodę przez tamę w Kozarowyczach. Do tego 48 mil na godzinę to ok. 77 km/h, a T-72 po szosie katalogowo wyciąga ok. 60. Kolumna bez paliwa jedzie zero. „Wątpię, czy ten generał jeszcze żyje" to jedyne zdanie tej historii, które broni się statystycznie. ▪️ „Dałem im Javeliny" „Dałem", czyli sprzedałem. Pod koniec 2017 r. administracja Trumpa zgodziła się na sprzedaż. W 2019 r. zamroziła ok. 391 mln dol. pomocy wojskowej, a w rozmowie z Zełenskim poprosiła o „przysługę" w sprawie Bidenów. Skończyło się pierwszym impeachmentem. W wersji z Gabinetu Owalnego zostało z tego jedno słowo: „dałem". ▪️ „Daliśmy Ukrainie 350 mld dolarów" Według Kiel Institute USA przekazały ok. 115 mld euro, czyli 120–135 mld dol., zależnie od kursu. Kongres uchwalił ok. 175 mld, ale ta kwota obejmuje też m. in. wojska USA w Europie i pomoc dla innych państw regionu. 350 mld nie ma w żadnej tabeli. Podobnie jak 50 mln poległych obywateli ZSRR: szacunki mówią o ok. 27 mln, w tym 8–10 mln Ukraińców. W Gabinecie Owalnym najwyraźniej obowiązuje stały kurs: rzeczywistość razy dwa, czasem razy trzy. „A w zamian dostaliśmy wysokie ceny diesla". Diesel w USA (6,28 dol. za galon 8 października) podrożał o 70% od 28 lutego, czyli od dnia, w którym USA i Izrael zaczęły wojnę z Iranem. Winny, wiadomo, Zełenski. ▪️ „Europa ma tego dość" Europa przeznaczyła na Ukrainę od 2022 do lutego 2026 r. ponad 200 mld euro, w samym 2025 r. ok. 73 mld. Nowa pomoc z USA od powrotu Trumpa praktycznie stanęła. Europa płaci, Ameryka narzeka. ▪️ Diesel, rafinerie i tydzień ciszy Kalendarz wygląda tak: Wrzesień: Trump podpisuje ustawę sankcyjną wymierzoną w rosyjskie dochody z energii. 9 października: ogłasza „porozumienie" z Putinem, a Departament Skarbu wydaje licencję na rosyjski diesel do 7 kwietnia 2027 r. 11 października: „rozejm energetyczny", który Rosja łamie niemal od razu. Według Zełenskiego Amerykanie uprzedzali, że przykręcą kurek z danymi wywiadowczymi, jeśli Ukraina nie przestanie bić w rosyjską ropę i gaz. Przez tydzień Kijów nie dostawał ostrzeżeń przed balistyką. Marco Rubio nazywa zarzuty, że Waszyngton naraża Ukraińców, „skandalicznymi". Dziś system znów działa. Wybory do Kongresu odbędą się 3 listopada. Zbieżność dat jest oczywiście przypadkowa. ▪️ Uwaga na nagłówki Zełenski nie obiecał przywrócenia Starlinka w 48 godzin. Umówił się z Rubio na ponowny kontakt w ciągu 48 godzin i wtedy ma być wiadomo, co ze Starlinkiem i rakietami do Patriotów. Reszta to ofiara tłumaczenia symultanicznego i redakcyjnego pośpiechu. ▪️ Petersburg, czyli punkt odbioru Witkoff jedzie jutro do Petersburga z ustaleniami z Oslo. Jared Kushner do Oslo podobno nie dotarł, bo grypa. W Petersburgu zapewne będzie już w doskonałej formie. W tle jest Stephen Hubbard, emerytowany nauczyciel z Michigan. Rosjanie zatrzymali go w Iziumie w 2022 r., a w 2024 r. skazali na 6 lat i 10 miesięcy za „najemnictwo". Trump: „Trzymajcie się mnie… Zapamiętajcie to pytanie na kilka dni". Hipoteza robocza, nie ustalenie: Kreml wypuści Hubbarda wtedy, gdy zdjęcie z odzyskanym obywatelem najbardziej przyda się w kampanii, czyli na dwa tygodnie przed wyborami. Precedensy są: Marc Fogel (luty 2025) i Robert Gilman (sierpień 2026). Nie wiemy, co jest w rachunku: diesel, rafinerie czy coś, czego jeszcze nie widać. Wiemy, że rachunek będzie. Uwolniony zakładnik to nie gest dobrej woli, tylko faktura. Zanim powtórzycie liczbę z konferencji w Białym Domu, sprawdźcie ją. Dziś niemal każda wymagała korekty. Rosyjska machina rzeczywiście posuwa się naprzód. Tylko nie pod Dobropolem, lecz w Gabinecie Owalnym. @ZelenskyyUa @POTUS @realDonaldTrump @SEPeaceMissions @SteveWitkoff @jaredkushner @KremlinRussia @KremlinRussia_E @SecRubio @TheStudyofWar @RALee85 @KielInstitute @alexstubb #Ukraina #USA #Rosja
11
1
41
2,028
Daniel Boćkowski retweeted
Polecam ciekawą lekturę, do której dodaję swój komentarz. ToV nie jest doktryną. Jest logiką myślenia dowódcy naczelnego implementowaną w całą działalność operacyjną podległych mu sił. W Wa-wie SACEUR zaprezentował jej jawną wersję co skutkuje pewnymi niedopowiedzeniami. (I)
2
10
3
93
9,245
Daniel Boćkowski retweeted
Ogłoszona niedawno teoria zwycięstwa NATO nie spełnia swojej podstawowej roli jaką jest zniechęcenie Federacji Rosyjskiej do ataku na wschodnią flankę. Wystąpienie gen. Alexusa Grynkewicha na warszawskim Warsaw Security Forum przeszło bez większego echa. Przykryte innymi wydarzeniami w polityce międzynarodowej, nie wywarło aż takiego wrażenia, jakie w innych okolicznościach wywołać powinny deklaracje głównodowodzącego sił NATO sygnalizujące gotowość do konfrontacji zbrojnej z Federacją Rosyjską. Grynkewich, będący jednocześnie dowódcą wojsk amerykańskich w Europie, przedstawił aktualnie obowiązującą teorię zwycięstwa w hipotetycznej sytuacji ataku sił rosyjskich na wschodnią flankę. Jak podkreślał, oparto ją na przyjętych w lipcu 2026 planach operacyjnych, które zostały już przećwiczone i gotowe są do wprowadzenia w każdej chwili. Strategia ta składa się z trzech etapów. Po pierwsze, wysoka świadomość sytuacyjna pozwoli na powstrzymanie ataku z chwilą jego rozpoczęcia, jeszcze na granicy państw sojuszu. Umożliwią to rozbudowane systemy rozpoznania. Szybka i zdecydowana reakcja ma powstrzymać przeciwnika przed zajęciem choćby skrawka terytorium wschodniej flanki. Nawet jeśli uda mu się wkroczyć w głąb atakowanego państwa, nie będzie w stanie utrzymać pozycji. W drugim etapie, jeśli przeciwnik pomimo zadanych strat, zdecyduje się kontynuować atak, wielodomenowe uderzenie z wykorzystaniem sensorów i systemów autonomicznych przytłoczy siły przeznaczone do drugiego uderzenia. Jeśli agresja będzie kontynuowana, siły NATO przejdą do trzeciej fazy, podczas której zniszczone zostanie całe zaplecze operacji, wliczając w to składy, lotniska, logistykę, centra dowodzenia i infrastrukturę. Generał wyjaśniał, że do osiągnięcia celu użyta zostanie broń precyzyjna, pociski rakietowe, lotnictwo, marynarka, narzędzia cybernetyczne i domena kosmiczna. W późniejszych pytaniach prowadzącej konferencję prof. Katarzyny Pisarskiej, gen. Grynkewich uspokajał, że siły sojuszu są w stanie pełnej gotowości do stawienia czoła wyzwaniu. Spokojnie, mamy to pod kontrolą – zapewniał, w odpowiedzi na pytanie czy sytuacja na wschodniej flance i rosyjska retoryka powinny nam spędzać sen z powiek (w oryginalne: „We`ve got this”). Pewność siebie najważniejszego amerykańskiego oficera w Europie wydawała się szczera. Grynkewich sprawiał wrażenie człowieka kompetentnego, gotowego do walki i lojalnego wobec sojuszników. Dlaczego więc mam w stosunku do jego wystąpienia mieszane uczucia? Pewnie nie ja jeden. Przede wszystkim, generał sam osłabiał moc własnych deklaracji na każdym kroku podkreślając defensywny charakter Sojuszu. Zaznaczył, że w konfrontacji NATO zamierza działać symetrycznie w stosunku do przeciwnika, bez eskalowania horyzontalnego (obszarowego), a celem jest wyłącznie skuteczna obrona, a nie strategiczna porażka przeciwnika. Taka argumentacja ma sens, jeśli starcie jest nieuniknione, a naszym zamiarem jest utrzymanie go w akceptowalnych ramach. Jednakże Grynkewich już na wstępie zaznaczył, że nie uważa perspektywy wojny z Rosją ani za bliską, ani pewną. Niestety, ale w obecnym kontekście międzynarodowym, zapewnienie agresora o ograniczeniu szkód jakie poniesie w razie ataku jest kontrproduktywne. Klasyczne ujęcie starcia prezentowane przez Grynkewich, niekoniecznie odnosi się do scenariusza, który zakładać będzie prowadzenie operacji z użyciem obywateli atakowanego państwa, występujących w roli prześladowanych protestujących lub quasi samoobrony. W ten sposób dojdzie do zajęcia budynków i infrastruktury z dala od granicy, wgłębi terytorium. Niszczycielskie ataki lotnicze nie będą w tym ujęciu rozwiązaniem, a atrybucja pozostanie rozmyta. Co więcej, przeciwnik może się ograniczyć do masowych ataków dronami. Czy to oznaczać będzie reakcję natowskiego lotnictwa, które zbombarduje miejsca startów i fabryki zbrojeniowe Federacji Rosyjskiej? Tego się nie dowiedzieliśmy. Pomijając powyższy dylemat, teoria zwycięstwa Grynkewych odnosi się w zasadzie jedynie do działań operacyjnych. Jest pod tym względem poprawna, ale nie można zakładać, że akurat na takim działaniu zależeć będzie przeciwnikowi. Gdyby Rosja zdecydowała się zaatakować wschodnią flankę, jej celem nie byłoby terytorium, a konkretne rozwiązania polityczne. Wymuszenie nowej strefy wpływów, doprowadzenie do rozpadu sojuszu, rozpoczęcie negocjacji z całym Zachodem na temat nowego układu powojennego, w którym Rosjanie uzyskaliby określone koncesje. Wrócili do handlu międzynarodowego, uzyskali zniesienie sankcji itp. Oczywiście jakimś elementem układu byłby także los Ukrainy. Aby osiągnąć te cele, Kreml wcale nie musi uzyskać bezpośredniego zwycięstwa w tak zawężonej konfrontacji zbrojnej. Przeciwnie, nawet jeśli ostatecznie straci wszystkie siły przewidziane do operacji, wystarczy aby w jej trakcie zadał bolesne straty państwom sojuszniczym. Na tyle dotkliwe aby zarysować perspektywę wojny na wyniszczenie, prowadzonej poprzez ataki na ludność i infrastrukturę cywilną. Każdy, kto obserwuje rosyjsko-ukraińską wojnę wie, że utrata 100 tys. żołnierzy nie będzie dla Putina żadnym problemem. Tego samego nie można jednak powiedzieć o państwach Zachodu. Szczególnie wtedy, gdy w poszczególnych państwach władzę obejmą siły polityczne o prorosyjskich zapatrywaniach. O ile więc obecne na wschodniej flance siły sojusznicze mogą reagować automatycznie, o tyle większe zaangażowanie zależeć będzie od woli politycznej. Poza tym, łatwo przewidzieć, że za każdym razem gdy atakowany będzie teren Federacji Rosyjskiej, usłyszymy groźby o możliwej odpowiedzi atomowej. Doktrynalnie będzie ona dopuszczalna i to wywrze określone wrażenie na zachodnich politykach zniechęcając ich do eskalacji, za to zachęcając do zakończenia starcia przy pierwszej nadarzającej się okazji. Dlatego przekonany jestem, że przedstawiona przez gen. Grynkewicha strategia jest ułomna i niepełna. Nie tylko nie odstraszy Rosji, a wręcz może utwierdzać Putina w przekonaniu, że w określonych warunkach umożliwi realizację dalekosiężnej strategii Kremla. Jak więc złamać ten schemat, ograniczając do minimum ryzyko eskalacji i neutralizując rosyjskie argumentum ad atomum? Odpowiedzią jest Ukraina. Punktem ciężkości tego starcia nie powinno być terytorium NATO, a Ukrainy. W chwili, gdy stopa rosyjskiego żołnierza przekroczy granicę wschodniej flanki, siły sojusznicze powinny natychmiast dołączyć do wojny w obronie Ukrainy, anihilując w bombardowaniach rosyjskie pozycje i zaplecze w obrębie jej uznanych międzynarodowo granic administracyjnych. Nie będzie to bowiem nowy konflikt, a poszerzenie już istniejącego i to przez samą Rosję. To jest perspektywa jaką należy narzucić. Takie rozwiązanie jest szczególnie korzystne, ponieważ tak naprawdę nie wymaga dyslokacji większych sił na terytorium Ukrainy, bądź ich zaangażowania w bezpośrednie walki na linii frontu. Przewaga sojuszniczego lotnictwa dałaby panowanie w powietrzu, umożliwiając licznej przecież ukraińskiej armii przejście do kontrofensywy, która zrolowałaby cały front od Charkowa po Chersoń. Wystarczy do tego osłona lotnisk, zabezpieczenie logistyczne i techniczne. Mało tego, nawet przyjmując bałamutną argumentację Kremla o „rosyjskości” okupowanych obwodów, które administracyjnie wcielono w skład FR, to ukraińscy, a nie natowscy żołnierze zajęliby się ich wyzwalaniem. To znacznie osłabia rosyjską pozycję w straszeniu atomowym. Niestety, gen. Grynkewich przedstawił Rosji ograniczone pole konfrontacji, czyniąc reakcję sojuszników łatwą do przewidzenia. Co więcej, postawa jaką w ostatnich tygodniach przyjął Donald Trump, całkowicie niweczy efekt, który nawet tak zachowawcza teoria zwycięstwa mogłaby wywołać. Jeśli Biały Dom wstrzymuje ustawę sankcyjną Lindseya Grahama, zawiera porozumienie znoszące ograniczenia w eksporcie rosyjskiego oleju napędowego, a wreszcie aktywnie sabotuje ukraiński wysiłek wojennych próbując zmusić Kijów do kapitulacji, to czego więcej mógłby chcieć Putin? Jeśli Rosja nie zaatakuje wschodniej flanki, to właśnie dlatego, że Trump daje jej wszystko, co potrzebuje, ratując od upadku. Ale to już opowieść na zupełnie inną okazję.
9
22
4
145
17,944
Daniel Boćkowski retweeted
W negocjacjach w Oslo nastąpił konkretny postęp na linii Ukraina – kraje europejskie – administracja USA. 1. Wypracowano wspólny pakiet propozycji. Strona ukraińska uzgodniła z premierem Norwegii Jonasem Gahrem Støre, prezydentem Finlandii Alexandrem Stubbem oraz przedstawicielami USA ramy porozumienia pokojowego. Ustalono spójne stanowisko, które nie jest jednostronnym ustępstwem, lecz skoordynowanym planem Zachodu i Kijowa. 2. Odbudowano kluczowe wsparcie techniczno-wywiadowcze ze strony USA. Jako bezpośredni efekt rozmów towarzyszących: Wznowiono transfer danych wywiadowczych z USA: Dotyczy to kluczowych informacji o startach rosyjskich rakiet balistycznych, co bezpośrednio podnosi skuteczność baterii Patriot i obrony przeciwlotniczej. Odblokowanie sieci Starlink: Ustalono rozwiązanie problemów z działaniem terminali w strefie przyfrontowej w ciągu 48 godzin. Gwarancje w stylu art. 5: Wysłannicy Donalda Trumpa zadeklarowali gotowość zaoferowania Ukrainie twardych gwarancji bezpieczeństwa na poziomie zbliżonym do mechanizmu kolektywnej obrony NATO. 3. Zarysowano format trójstronnego szczytu Podczas rozmów omówiono scenariusz bezpośredniego szczytu na najwyższym szczeblu z udziałem trzech liderów: Zełenski – Trump – Putin. Specjalny wysłannik prezydenta USA, Steve Witkoff, zabrał ustalenia z Oslo bezpośrednio do Petersburga, by sprawdzić, czy Kreml w ogóle dopuszcza rozmowy w takim formacie, czy pozostanie przy żądaniach kapitulacyjnych. Dopiero po tej wizycie okaże się, czy doszło do realnego przełomu dyplomatycznego, czy sprawa utknie w martwym punkcie.
23
26
1
248
25,077
Daniel Boćkowski retweeted
Najzabawniejsze w tej wypowiedzi Trumpa jest to że jest w niej ziarnko prawdy. Chodzi oczywiście o błyskawiczne dotarcie czołówek pod Hostomel (z sukcesem zajęty i utrzymany przez Specnaz* aż do dotarcia czołówek 35 Armii) a potem próba odcięcia Kijowa od zachodu z dość ciężkimi walkami o przecięcie drogi Kijów -Żytomierz. Trump coś tam kiedyś usłyszał, dodał od siebie i wyszło to co wyszło. Oczywiście rosyjski plan w 2022 nie był wykonalny ponieważ nie doszło do najważniejszego planowanego elementu: zamachu stanu oraz/i zabicia lub ucieczki Zełeńskiego i Szefa SG. Operacja która miała być wspomaganym z zewnątrz zamachem stanu lub dekapitacją państwa (coś ale Sztorm 333) stała się wojną - koszmarem dla SZ FR do której Rosjanie absolutnie nie byli przygotowani. Kolejne dwa miesiące to była próba odcięcia Kijowa od zachodu i wschodu i próba negocjacji z pozycji siły lub zmuszenia władzy Ukrainy do ucieczki. Nic z tego nie wyszło dzięki męstwu żołnierzy SZU, nieudolności SZ FR które miały za mało sił i...dzięki pomocy zachodu a zwłaszcza Polski. To co w 2022 wyglądało na monstrualną głupotę Rosjan - z uderzeniem bardzo małymi siłami na Czernichów a potem obejście Czernichowa i rajd na Browary przez 36 Armię oraz najpierw zdobycie Hostomelu a potem przecięcie trasy Kijów -Żytomierz - było tak naprawdę realizacją dwóch planów. Pierwotny zdezaktualizował się w 12h po rozpoczęciu agresji, wtórny - półtora miesiąca później. *31. Samodzielna Gwardyjska Brygada Desantowo-Szturmowa (Uljanowsk) 45. Samodzielna Gwardyjska Brygada Specjalnego Przeznaczenia WDW (Kubinka) ps. tak, na przestrzeni lat moja ocena operacji zajcia Hostomela ewoluowała z "haha wedewe z nieba priviet i lokalni ochorniarze wystrzelali ich" do: sprawnie przeprowadzona operacja która w warunkach wysokiego ryzyka osiągnęła cel pierwotny. Tyle tylko że w momencie zajęcia Hostomela już nie wystąpiły przesłanki do jego wykorzystania wg najbardziej prawdopodobnego pierwotnego planu a i tak do 25 lutego utrzymały lotnisko. Tj do czasu nadejścia czołówek. Przy czym ja wcale nie jestem pewien prawdziwości narracji UA o tym że 24 odbito lotnisko do którego 25 dotarły czołówki 35A.
72
41
3
883
193,510
Daniel Boćkowski retweeted
Taka ciekawostka rosyjskiej filozofii wojny Jest mało prawdopodobne, by Sojusz dał się zaskoczyć. NATO ma tak wspaniałe rozpoznanie, satelitarne, radiowe, wywiadowcze, że każda koncentracja rosyjskich wojsk na granicy zostanie natychmiast wykryta. Będziemy wiedzieć gdzie i jakie są jednostki rozmieszczone, jakie mają uzbrojenie, ilu żołnierzy, no w ogóle wszystko co chcemy. Zwłaszcza, że Rosjanie wcale tego nie maskują. Oczywiście, ale co z tego? Co mamy z tą informacją zrobić? No jak to co, trzeba natychmiast rozmieścić wojska na pozycjach obronnych, rozpocząć budowę fortyfikacji z przygotowanych materiałów przez odpowiednio wyszkolone jednostki inżynieryjne, itd. Zintensyfikować rozpoznanie. Tymczasem Rosjanie zwożą na granicę coraz więcej sił, ale nic się nie dzieje, poza różnymi prowokacjami, dywersją, cyberatakami, zakłócaniem GPS, itd. Ale to się już działo wcześniej, już w czasie tzw. pokoju. Po czym nagle się wycofują, napięcie słabnie. Wszyscy się rozchodzą. Właśnie tak było jesienią 2018 r. Doszło do tego, że w związku z tym w listopadzie prezydent Petr Poroszenko wprowadził w Ukrainie 30-dniowy stan wojenny w obwodach graniczących z Rosją i Naddniestrzem. Ukraińskie władze publicznie ostrzegały wtedy przed ryzykiem rychłej inwazji lądowej ze strony Kremla. Ale nic się nie stało. Dlaczego Rosja nie miałaby tego powtórzyć tak ze dwa razy? Załóżmy, że jest ta trzecia koncentracja, już ta właściwa. I co, znów wyrzucamy wojska w pole? Ściągamy sojuszników? A jak długo mogą te wojska przebywać na pozycjach? Miesiąc? Dwa? A może dziesięć? Przecież Rosjanie gromadzili siły do inwazji na Ukrainę od wiosny 2021 r. Naprawdę już nikt nie wierzył w inwazję. Czy tak samo będzie w naszym przypadku? Czy sojusznicze wojska po pół roku nie zaczną wracać do siebie? A wtedy Rosjanie zaatakują, jak 24 lutego 2022 r. I czy to naprawdę nas nie zaskoczy? Od razu sobie powiedzmy, że zbrojny atak na nas jest ODLEGŁY. Ludzie nie potrafią zinterpretować ostrzeżeń które są im przekazywane, a komunikacja rządowa leży i kwiczy. Tymczasem wcale nie chodzi o jakąkolwiek napaść na nas jeszcze przed końcem roku. Chodzi o MOŻLIWOŚĆ skokowego wzrostu oddziaływania hybrydowego, masowy atak informacyjny, ale też o wywoływanie zamieszek, niepokojów społecznych, ataków hybrydowych, nasilenia się dywersji, cyberataków, itp. To wszystko może wprowadzić w państwie spore zamieszanie, ale na pewno nie będzie to zbrojne wtargnięcie do nas. Najpierw musi upaść Ukraina (a jest niestety w desperackim już położeniu, stąd próby odwoływania się do radykalnych tradycji niestety jako ostatniej deski ratunku wobec słabnącej niestety woli walki, wyczerpanie daje znać o sobie), a następne w kolejce będą Państwa Bałtyckie, ale też nie od razu. Najpierw Rosja zrobi tam sieczkę działaniami informacyjnymi i hybrydowymi, doprowadzi do ciężkiego zamieszania, ideałem byłoby wyprowadzenie ze struktur Zachodu przed atakiem, by nie było formalnych podstaw do pomocy. Wtedy nawet jak zagrożony Zachód na pomoc się zdecyduje, może być za późno. Dlatego jedyne, czego można się spodziewać, to rozchwiania sytuacji w Polsce, a nie żadnej wojny w tradycyjnym rozumieniu. Ale możliwa jest fala intensywniejszych aktów dywersji, przemocy, różnych tajemniczych awarii, itp. Na zdjęciu z 2010 r. (sprzed ery dronów) grupa rozpoznawcza WP. Jeśli nie damy się omotać rosyjskiej wojnie informacyjnej, to staniemy do walki w obronie kraju. Wbrew tym, którzy za rubelki nawołują, że nie ma czego bronić. Fot. Michał Fiszer Moi drodzy, jeśli Wam się podoba, i jeśli mam swój czas poświęcać, jeśli chcecie coś poczytać, to poproszę o kawkę, to tylko 10 czy 20 zł. Pozdrawiam wszystkim i dziękuję mocno tym, co kawki kupują. buycoffee.to/dafiszer
26
69
5
559
49,359
Daniel Boćkowski retweeted
Wojna dronów coraz mocniej przenosi się do oprogramowania kontrolerów lotu. A my wciąż zbyt często dyskutujemy o samym sprzęcie. Przeanalizowałem ponad 10000 wpisów i komentarzy z 107 kanałów oraz grup technicznych Telegrama, obejmujących okres od stycznia do października 2026 roku. Materiały pochodzą przede wszystkim z rosyjskich i ukraińskich środowisk zajmujących się elektroniką UAV. Wnioski są bardzo interesujące. Rosjanie intensywnie rozwijają własne odmiany firmware dla kontrolerów lotu. TBF 8.2.3, G13 czy zmodyfikowane wersje INAV to już nie tylko alternatywa dla standardowego Betaflight. W opisywanych rozwiązaniach pojawiają się: - Obsługa dwóch niezależnych torów sterowania CRSF i rozbudowane mechanizmy zarządzania łącznością. - Funkcje Anti-Spoof, filtrowanie nieprawidłowych sygnałów i zmodyfikowane zachowanie w stanach awaryjnych. - Integracja nawigacji optycznej, LIDAR i estymacji położenia w celu ograniczania zależności od GNSS. - Rozszerzone sterowanie VTX, OSD oraz integracja z dodatkowymi modułami elektroniki. - Własne narzędzia do seryjnego programowania kontrolerów STM32 i AT32. Równolegle rozwijane są konstrukcje na H743, bardziej rozbudowane układy czujników oraz architektury, w których kontroler lotu współpracuje z osobnym komputerem pokładowym. Nie wszystkie deklarowane funkcje zostały niezależnie zweryfikowane. Część rozwiązań jest jeszcze na etapie eksperymentów. Ale kierunek rozwoju jest wyraźny. Dziś o możliwościach drona nie decyduje wyłącznie to, czy ma F405, F722 czy H743. Coraz częściej decyduje to, co ten procesor wykonuje i z jakimi systemami potrafi współpracować. To zasadnicza zmiana w podejściu do projektowania elektroniki UAV. Przewagi technologicznej nie zbudujemy samym montażem kolejnych kontrolerów z gotowych komponentów. Potrzebujemy własnych kompetencji w zakresie firmware, algorytmów sterowania, integracji sensorów i architektury avioniki. Bo na współczesnym polu walki nie wystarczy mieć drona. Trzeba jeszcze nadążać za tempem zmian jego oprogramowania.
20
132
13
804
34,384
Daniel Boćkowski retweeted
Spotkanie Witkoff-Putin - co wiadomo: 1. Zamrożenie linii frontu (Wariant Koreański) Oficjalnie: Obie strony mają dążyć do wstrzymania ognia. Nieoficjalnie: Plan zakłada natychmiastowe zamrożenie konfliktu na obecnej linii styczności wojsk. Zdobycze terytorialne Rosji (ok. 20% terytorium Ukrainy, w tym Krym, Donbas i część południa) pozostaną pod faktyczną kontrolą Moskwy. Ukraina nie będzie zmuszana do ich formalnego, konstytucyjnego zrzeczenia się, ale w praktyce temat ich zbrojnego odbicia zostaje całkowicie zamknięty. 2. Strefa zdemilitaryzowana i wojska europejskie Nieoficjalnie: Wzdłuż nowej granicy ma powstać szeroka na kilkadziesiąt do kilkuset kilometrów strefa zdemilitaryzowana. Otoczenie Trumpa jasno zakomunikowało Putinowi (i sojusznikom), że amerykańscy żołnierze nie będą w niej stacjonować, ani za nią płacić. Cały ciężar zabezpieczenia tej strefy i wysłania tam wojsk rozjemczych ma spaść na państwa europejskie. 3. Status Ukrainy w NATO Nieoficjalnie: To największe ustępstwo wobec Kremla. Zespół Trumpa jest gotowy zagwarantować Putinowi moratorium na wejście Ukrainy do Sojuszu Północnoatlantyckiego na okres od 10 do 20 lat. W zamian za rezygnację z parasola NATO, Zachód ma kontynuować zbrojenie Ukrainy (aby odstraszać rosję przed kolejnym atakiem), jednak Waszyngton chce, by to Europa pokrywała rachunki za ten sprzęt. 4. Kwestia sankcji i rynków surowcowych Ekipie Trumpa zależy przede wszystkim na stabilizacji światowych rynków ropy i gazu, co ma obniżyć ceny paliw w USA. Istnieje również kalkulacja, że ułożenie relacji z Moskwą pozwoli Waszyngtonowi skupić się na głównym rywalu gospodarczym - Chinach, a także wywrzeć większą presję na Iran.
532
356
82
2,327
934,265
Daniel Boćkowski retweeted
1/2 Źródło: 🇺🇦 wywiad wojskowy Zapasy rakiet i dronów Rosji: - 700 pocisków balistycznych - kilka tysięcy pocisków manewrujących - ponad 6000 dronów uderzeniowych - Iskander-M: ok. 115 pocisków; produkcja 65/m-c - Kalibr 450 szt.; produkcja ok. 29/m-c - Ch-101: produkcja 80/m-c
10
14
174
33,212
Daniel Boćkowski retweeted
„Wirtualnie niezwyciężeni”. Amerykańska iluzja potęgi i lekcja dla Polski W najnowszym „Foreign Affairs” ukazał się tekst, który powinien być lekturą obowiązkową dla każdego, kto myśli o bezpieczeństwie. Emerytowany admirał William H. McRaven (ten od akcji na bin Ladena, 37 lat w US Navy, były dowódca USSOCOM) bezlitośnie punktuje strategię USA. I nie chodzi tylko o Iran. Chodzi o chorobę, na którą Ameryka choruje od dziesięcioleci. McRaven pisze o „deluzji siły”. To przekonanie, że przewaga technologiczna, drony, AI i potężne lotnictwo rozwiążą każdy problem. Autor przypomina Wietnam: wygrywaliśmy bitwy a przegraliśmy wojnę. I wojnę w Zatoce w '91: idealna, bo mieliśmy moralne prawo, jasne cele i koalicję. A potem? Irak, Afganistan, Iran – tam wiara we własną niezwyciężoność zniszczyła strategiczne myślenie. Cele zmieniały się z dnia na dzień, a w Iranie USA uderzyły bez sojuszników, ignorując geografię (Cieśnina Ormuz) i wolę walki wroga. Autor wymienia 6 ograniczeń potęgi USA, których nie przeskoczy żadna armia: 1. Niepewność moralna (trudno o sojuszników, gdy powody są wątpliwe). 2. Geografia (wciąż rządzi wojną). 3. Wola wroga (każdy atakowany naród staje się "śpiącym olbrzymem"). 4. Strach przed wojskami lądowymi ("boots on the ground"). 5. Czas (amerykańska demokracja szybko traci cierpliwość). 6. Jakość przywództwa (upolitycznienie armii i czystki kadrowe niszczą szczerą radę wojskowych). Dlaczego będzie tylko gorzej? McRaven ostrzega, że personalizacja władzy (lojalność ważniejsza niż kompetencje) i nowe technologie (złudzenie pełnej kontroli nad polem bitwy) sprawiają, że USA wpadną w kolejne pułapki. A co z tego wynika dla Polski? 🇵🇱 Tekst McRavena to zimny prysznic. USA to nasz kluczowy sojusznik (art. 5 NATO), ale nie możemy ślepo zakładać, że Waszyngton zawsze postawi nasze interesy na pierwszym miejscu. Przykład z tekstu? Gdy USA potrzebowały pomocy w Iranie, sojusznicy (w tym europejscy) odmówili. Amerykańska uwaga i zasoby coraz częściej kierują się w stronę Pacyfiku, a ich wewnętrzna polityka bywa nieprzewidywalna. Do tego dochodzi świeży przykład z ostatnich tygodni: Trump dogadał się z Putinem w sprawie wznowienia dostaw rosyjskiego diesla na rynek amerykański i światowy. Oficjalnie chodziło o obniżenie cen paliw przed wyborami. Dla amerykańskiego wyborcy liczy się cena na stacji. Dla Polski, która od początku wojny mocno angażuje się w sankcje i wsparcie Ukrainy, to sygnał, że gdy w grę wchodzą amerykańskie interesy wewnętrzne, presja na Rosję może zostać poluzowana. To nie jest jeszcze zerwanie sojuszu, ale pokazuje, że amerykańska kalkulacja bywa inna niż nasza. Wniosek dla Warszawy jest prosty: musimy być gotowi do gry na wielu fortepianach jednocześnie. Zamiast czekać na ruch Waszyngtonu, Polska powinna aktywnie budować nowy regionalizm – sojusze z państwami o podobnej percepcji zagrożeń (Ukraina, kraje bałtyckie, państwa nordyckie). Twórzmy wspólnotę interesów bezpieczeństwa, opartą na realnych zdolnościach obronnych, a nie tylko na papierowych gwarancjach. Sojusznik jest niezbędny, ale własna siła i regionalna sieć powiązań to jedyne prawdziwe ubezpieczenie. Link do pełnego artykułu wrzucam w odpowiedzi. 👇
38
189
16
696
45,711
Daniel Boćkowski retweeted
🇺🇦 Ein russischer Militärsatellit hängt jetzt dreist auf 26 Metern neben dem Satelliten, der der Ukraine Bilder liefert. Als bedrohlich gilt eine Annäherung im Orbit schon ab einem Kilometer. Kosmos-2612 erreichte diesen Abstand zu ICEYE-X36 heute laut berechneten Bahndaten, bei einer Relativgeschwindigkeit von null. Beide fliegen im Gleichtakt nebeneinander her. ICEYE ist eine finnische Firma, ihr Satellit macht Radarbilder auch durch Wolken und bei Nacht und beliefert seit 2022 die ukrainische Armee. Ende September begann Kosmos-2612 eine Serie von Manövern. Am 12. Oktober änderte er seine Geschwindigkeit um 27,9 Meter pro Sekunde und kam so auf die Höhe des ICEYE-Satelliten. Er gehört zu fünf russischen Satelliten, die im April starteten und im Mai ihre Bahn schon einmal auf diesen Satelliten ausgerichtet hatten. Als Zufall lässt sich das kaum noch verkaufen. Das Washingtoner Institut CSIS warnte am 15. Oktober, dass Kosmos-2612 den Satelliten bedrohen könnte, und ordnet das in Moskaus Grauzonen-Politik gegen die USA und Europa ein. Der Raumfahrtanalyst Georgi Trischkin sieht darin den Versuch, den Betreiber zu Ausweichmanövern zu zwingen, die Treibstoff und Lebensdauer kosten. Quellen: Orbital Radar (19.10.), The Moscow Times (19.10.), Meduza (Mai)
36
497
29
1,351
79,399
Daniel Boćkowski retweeted
AKTUALIZACJA Mamy większy problem, niż się wydawało. Strona litewska twierdzi, że ma dowody na to, że dron wleciał z polskiego kierunku, a pierwsze wykrycie nastąpiło około 30–40 km od granicy. Jednocześnie Ukraina przeprosiła za incydent i twierdzi, że dron zboczył z trasy- 1/4
Litewski Minister Obrony Robertas Kaunas w wypowiedzi dla mediów: Wstępnie ustalono, że obiekt wszedł w przestrzeń powietrzną Litwy z terytorium Polski. Skontaktowałem się już z Polskim Ministrem Obrony i poprosiłem o współpracę w celu wspólnego zbadania tego incydentu. 1/3
15
13
2
209
65,479
Daniel Boćkowski retweeted
Rosja buduje potężny radar w obwodzie królewieckim. Nowa instalacja pozwoli obserwować znaczną część Europy. Rosja rozbudowuje infrastrukturę rozpoznawczą w obwodzie królewieckim, zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od polskiej granicy. 1/19
53
192
17
539
77,258
Daniel Boćkowski retweeted
„Według śledztwa Reutersa SpaceX, na polecenie Elona Muska, lokalnie wyłączył dostęp do Starlinka podczas ukraińskiej kontrofensywy w obwodzie chersońskim we wrześniu 2022 r., utrudniając działania ukraińskich oddziałów. Musk publicznie zaprzeczał, by podejmował takie działania. We wrześniu 2023 r. miliarder przyznał, że odmówił zgody na użycie technologii Starlink do planowanego przez Kijów uderzenia morskiego na rosyjską flotę w Sewastopolu.” Łączność satelitarna wspiera komunikację między oddziałami i wykorzystanie dronów. Zależność od jej dostawcy rodzi pytanie o to, kto ostatecznie wyznacza granice działania sił zbrojnych. Jak ograniczać takie ryzyko i jakie wnioski płyną z ukraińskich doświadczeń dla Polski? 📖 Przeczytaj artykuł Marka Stefana: 🔗ukladsil.pl/debata-strategic… Daj innym powód do przemyśleń. Podaj US dalej! #UkładSił #Ukraina #Starlink #SpaceX #ElonMusk #ŁącznośćSatelitarna #Technologie #Bezpieczeństwo
5
12
1,119
Daniel Boćkowski retweeted
W Teksasie powstał nieformalny front ratowania obozu MAGA. Elon Musk pompuje setki milionów dolarów, a rosyjskie służby odpalają armię botów przeciwko temu samemu kandydatowi Demokratów. Fakty ze śledztwa Bloomberga (operacja „Matrioszka”): *Rosyjska machina dezinformacji porzuciła dawną taktykę polaryzacji obu stron dziś atakuje WYŁĄCZNIE Demokratów (w 20 z 35 wyścigów do Senatu i 29 z 36 na gubernatorów), by chronić prorosyjski kurs Białego Domu. *Głównym celem jest m. in. James Talarico w Teksasie (ten sam, przeciwko któremu Musk wyłożył właśnie 168 mln $ na ratowanie Kena Paxtona) oraz Jon Ossoff w Georgii – kluczowe stany, gdzie Republikanie tracą grunt pod nogami. Rosyjskie deepfake’i z podrobionym logo ABC News oskarżają go o opłacanie modelek OnlyFans z publicznych środków. Analitycy (Antibot4Navalny, Graphika) obnażyli mechanizm działania rosyjskich agentów. Konto z 35 followersami wrzuca fejka, w 20 minut rosyjskie boty nabijają 50-200 tys. „pustych” wyświetleń przy 1 retweecie, po czym wykres umiera. Kreml doskonale wie, że utrata Kongresu przez Republikanów to koniec bezkarnego znoszenia sankcji na rosyjski diesel i początek komisji śledczych. Dlatego moskiewskie trolle pracują od poniedziałku do piątku na pełny etat w obronie większości dla Trumpa.
To, co dzieje się przed listopadowymi midterms w partii republikańskiej, to totalny haos i gigantyczne rekordy przepalonych pieniędzy. To ile wydaje pieniędzy republikański Super PAC (Senate Leadership Fund) to jest kosmos. Texas PAC (powiązany z liderem większości Johnem Thune’em) wyłożył już ponad 100 milionów dolarów, a łączne wydatki na ratowanie Kena Paxtona przed Jamesem Talarico mają sięgnąć 200 milionów dolarów. W stanie, który jeszcze dwa lata temu uchodził za żelazny bastion GOP wygrany przez Trumpa o 14 punktów. W Karolinie Północnej prognozy sięgają łączne 1 miliarda dolarów na pojedynczy fotel senatorski. Komitet MAGA No Going Back PAC wydał we wrześniu 9,8 miliona dolarów na same SMS-y i ulotki pocztowe w Karolinie Północnej. Senate Leadership Fund wpompował 32 miliony dolarów w promowanie Michaela Whatleya. Gdy wewnętrzne sondaże pokazały, że Whatley i tak przegrywa z Royem Cooperem 39% do 51%, partia po prostu skasowała rezerwacje reklamowe, spisała 32 miliony na straty i przerzuciła 9,8 miliona dolarów na ratowanie Kansas... Karolina Północna nie miała demokratycznego senatora od 2008 roku.🤡
12
531
16
1,553
29,977