Polska
Joined February 2014
Druga i trzecia straż to godziny zmęczenia, kiedy najłatwiej stracić nadzieję. Są w życiu takie noce, gdy człowiekowi wydaje się, że Bóg zapomniał drogę do jego domu. A jednak Ewangelia przypomina nam, że szczęśliwy nie jest ten, kto nigdy się nie zmęczył, ale ten, kto mimo zmęczenia nie zgasił światła. Bóg może przyjść późno, ale nigdy nie przychodzi za późno. +++ Ewangelia na 20.10.2026 r. (Wtorek): „Jezus powiedział do swoich uczniów: «Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie».” (Łk 12,35-38)
10
51
471
Pieniądze mogą zabezpieczyć starość, ale nie mogą zagwarantować jutra. Największą pomyłką człowieka jest traktowanie tego, co posiada, jakby posiadał również czas. Bogacz nie był głupcem dlatego, że miał dużo, ale dlatego, że myślał, iż „dużo” znaczy „na zawsze”. +++ Ewangelia na 19.10.2026 r. (Poniedziałek): „Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: «Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem». Lecz On mu odpowiedział: «Człowieku, któż Mnie ustanowił nad wami sędzią albo rozjemcą?» Powiedział też do nich: «Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś ma wszystkiego w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia». I opowiedział im przypowieść: «Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał w sobie: „Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów”. I rzekł: „Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe moje zboże i dobra. I powiem sobie: Masz wielkie dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!” Lecz Bóg rzekł do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, co przygotowałeś?” Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty u Boga».” (Łk 12,13-21)
1
11
2
47
483
Są słowa, których wielkość poznaje się dopiero wtedy, gdy człowiek, który je wypowiedział, już nigdy nie wraca do domu. 19 października 1984 roku ksiądz Jerzy Popiełuszko powiedział: „Obowiązkiem chrześcijanina jest stać przy prawdzie, choćby miała ona wiele kosztować. Bo za prawdę się płaci, tylko plewy nie kosztują. Za pszeniczne ziarno prawdy trzeba czasami zapłacić”. A zaraz potem dodał: „Chrześcijanin musi pamiętać, że bać się trzeba tylko zdrady Chrystusa za parę srebrników jałowego spokoju”. Tego wieczoru ludzie słuchali jego słów, nie wiedząc, że słuchają ostatniego publicznego świadectwa człowieka, który za kilka godzin sam stanie się odpowiedzią na wszystko, co powiedział. Nie wiedzieli, że głos, który przed chwilą przypominał o cenie prawdy, zostanie brutalnie uciszony. Że usta, które wzywały do miłości, zamilkną na zawsze. Ksiądz Jerzy nie szukał śmierci. Chciał żyć, modlić się, służyć ludziom, wracać do tych, którzy na niego czekali. Miał zaledwie trzydzieści siedem lat. Przed sobą tyle niedokończonych rozmów, niewypowiedzianych modlitw, dobra, które chciał jeszcze uczynić. A jednak rozumiał, że nie można ocalić własnego życia, jeśli po drodze pozwoli się umrzeć własnemu sumieniu. Kilka godzin później była ciemna droga, zatrzymany samochód, brutalne ciosy i przerażająca samotność człowieka wydanego w ręce oprawców. Były skrępowane ręce, cierpienie i zimna woda Wisły, która miała na zawsze ukryć jego ciało. Jak straszliwie musiała wyglądać tamta noc! A jednak jeszcze straszniejsze od ludzkiego okrucieństwa jest to, że człowiek potrafi tak bardzo znienawidzić prawdę, iż postanawia zabić tego, kto ją wypowiada. Ci, którzy związali mu ręce, sami byli związani nienawiścią. Ten, którego pozbawili wolności, pozostał człowiekiem wolnym. Ksiądz Jerzy uczył, że zło trzeba zwyciężać dobrem. Nie głosił prawdy po to, aby upokarzać ludzi, lecz aby ocalić ich człowieczeństwo. Nie wzywał do zemsty na prześladowcach, lecz do przezwyciężania nienawiści. Wiedział, że prawda bez miłości może stać się kamieniem rzuconym w drugiego człowieka, a miłość bez prawdy może stać się tchórzliwą zgodą na zło. Dlatego nie wybrał ani wygodnego milczenia, ani nienawiści. Pozostał wierny prawdzie i miłości. Oprawcy mogli odebrać mu oddech, ale nie mogli sprawić, aby przestało oddychać dobro, któremu poświęcił życie. Chcieli utopić jednego człowieka, a nie zauważyli, że wrzucają w ziemię historii ziarno, z którego wyrośnie świadectwo silniejsze niż ich przemoc. Błogosławiony ksiądz Jerzy nie pozostawił nam wezwania do pięknej śmierci, lecz do uczciwego życia. Do odwagi mówienia prawdy bez pogardy. Do miłości, która nie kapituluje przed złem. Do wierności, której nie można kupić obietnicą spokojnego życia. Największym oskarżeniem naszego chrześcijaństwa jest to, że z czcią pochylamy głowy przed człowiekiem, który oddał życie za prawdę i miłość, a tak często nie chcemy dla nich oddać własnej pychy, wygody i urazy. Ostatecznie nie chodzi o to, czy mielibyśmy odwagę umrzeć jak ksiądz Jerzy. Chodzi o to, czy mamy odwagę żyć tak, jak on żył: mówić prawdę nawet wtedy, gdy boli, i kochać nawet wtedy, gdy miłość kosztuje.
5
50
5
155
2,211
Człowiek jest szczególną istotą, którą można się z jednej strony zachwycić, a z drugiej zaniepokoić. Nauczył się latać szybciej niż ptaki, widzieć dalej niż orły i rozmawiać z kimś na drugim końcu świata. Nie nauczył się tylko jednej, znacznie prostszej rzeczy - kochać człowieka, który mieszka za ścianą. Potrafi przesłać wiadomość za ocean w ułamku sekundy, ale przez całe lata nie potrafi powiedzieć własnemu sąsiadowi: „przepraszam”. Zbudował maszyny, które niemal wszystko potrafią obliczyć, z wyjątkiem wartości ludzkiego życia. Przyzwyczailiśmy się nazywać postępem wszystko, co pozwala nam robić rzeczy szybciej, łatwiej i skuteczniej. Tymczasem szybkość nie jest cnotą, skuteczność nie jest dobrocią, a nowoczesność nie jest mądrością. Nóż chirurgiczny i nóż mordercy mogą być wykonane z tej samej stali. O ich moralnej wartości nie rozstrzyga doskonałość ostrza, lecz serce człowieka, który trzyma je w dłoni. Podobnie technologia nie czyni nas ani świętymi, ani potworami. Ona jedynie sprawia, że nasze dobro i nasze zło mogą sięgać coraz dalej. Dawniej człowiek potrzebował wielu lat, aby zniszczyć całe miasto. Dziś może dokonać tego w kilka chwil, a przecież jego nienawiść nie stała się przez to ani trochę nowocześniejsza. Pozostała tą samą starą nienawiścią, którą Kain żywił do Abla. Zmieniło się jedynie narzędzie. Największym złudzeniem współczesności jest przekonanie, że skoro uczyniliśmy świat wygodniejszym, uczyniliśmy go również lepszym. Mamy coraz doskonalsze sposoby komunikacji, a coraz trudniej przychodzi nam prawdziwa rozmowa. Gromadzimy nieprzebrane ilości informacji, a coraz trudniej nam odróżnić prawdę od kłamstwa. Umiemy przedłużać życie, ale często nie wiemy, czym je wypełnić. Nasze urządzenia stają się coraz inteligentniejsze, podczas gdy my coraz chętniej pozwalamy im myśleć za siebie. Człowiek, który marzył o panowaniu nad światem, zaczyna przegrywać walkę z dziełami własnych rąk i umysłu. Podbił przestrzeń kosmiczną, lecz nadal pozostaje bezradny wobec własnej pychy. Odkrył tajemnice atomu, ale nie odkrył jeszcze, jak przebaczyć wrogowi. Wymyślił sztuczną inteligencję, zanim nauczył się mądrze korzystać z własnej. Nie znaczy to oczywiście, że postęp jest złem. Byłoby absurdem potępiać medycynę, która ratuje dzieci, albo wynalazki, które przynoszą ulgę cierpiącym. Problem zaczyna się wtedy, gdy z postępu czynimy religię, a z możliwości technicznych najwyższe kryterium dobra. Wówczas przestajemy pytać, dokąd zmierzamy, zachwyceni tym, jak szybko potrafimy się poruszać. A przecież człowiek biegnący z ogromną prędkością w niewłaściwym kierunku nie zbliża się do celu. Oddala się od niego skuteczniej niż ktokolwiek przed nim. Chrześcijaństwo od dwóch tysięcy lat przypomina światu prawdę, która dla nowoczesnego człowieka brzmi niemal obraźliwie, że największym problemem ludzkości nie jest brak odpowiednich narzędzi, ale nieuporządkowane ludzkie serce. Chrystus nie przyszedł na świat, aby udoskonalić nasze maszyny, lecz aby przemienić nas samych. Bo można stworzyć raj pełen technologicznych cudów i zamienić go w piekło, jeśli zabraknie w nim miłości. Dlatego nie pytajmy jedynie, jak będzie wyglądał świat za sto lat. Zapytajmy, jaki będzie człowiek, który w tym świecie zamieszka. Czy będzie bardziej sprawiedliwy, miłosierny, zdolny do poświęcenia? Czy będzie umiał powstrzymać swoją siłę wtedy, gdy jej użycie oznaczałoby krzywdę słabszego? Bo największym osiągnięciem cywilizacji nie będzie dzień, w którym maszyny nauczą się wszystkiego, co potrafi człowiek. Będzie nim dzień, w którym człowiek nauczy się wreszcie tego, czego od wieków domaga się od niego sumienie. Niebezpieczeństwo nie polega na tym, że nasze wynalazki stają się coraz potężniejsze. Polega na tym, że ich twórca wciąż potrafi być moralnie mały. I jeśli nie zrozumiemy tej różnicy, pewnego dnia możemy odkryć, że zbudowaliśmy cywilizację zdolną do wszystkiego, oprócz ocalenia samego człowieka.
2
11
47
693
Nie wiem, czy największym dramatem współczesnego Kościoła są puste ławki. Coraz częściej zastanawiam się, czy nie jest nim raczej pustka w sercach tych, którzy w tych ławkach wciąż siedzą. Bo można odejść od Kościoła, nie wychodząc z niego ani na krok. Można przez całe życie uczestniczyć we Mszy Świętej, znać wszystkie modlitwy, przestrzegać religijnych zwyczajów, a jednak nigdy naprawdę nie spotkać Boga. Można odziedziczyć wiarę po rodzicach tak samo, jak dziedziczy się rodzinne nazwisko albo stary zegar, który od dawna nie chodzi, lecz wciąż wisi na ścianie. Człowiek, który odchodzi, przynajmniej zauważył, że stoi przed jakimiś drzwiami. Ten zaś, który pozostaje wyłącznie z przyzwyczajenia, może nawet nie wiedzieć, że za nimi jest Ktoś, kto na niego czeka. Nie twierdzę, że odchodzący są lepsi od pozostających. Twierdzę jedynie, że obecność w kościele nie jest jeszcze dowodem obecności Boga w ludzkim życiu. Chrześcijaństwo nie narodziło się przecież po to, aby zapełniać budynki, ale po to, aby przemieniać serca. Najbardziej niepokoi mnie więc nie niewiara tych, którzy otwarcie mówią, że nie wierzą, lecz obojętność tych, którzy bez najmniejszego wahania nazywają siebie wierzącymi. Niewierzący przynajmniej stawia pytania, z którymi można się zmierzyć. Obojętny nie potrzebuje odpowiedzi, ponieważ dawno przestało go cokolwiek obchodzić. Bóg nie jest dla niego ani wielką miłością, ani wielkim problemem. Jest po prostu jednym z elementów wyposażenia życia, obok rodzinnych uroczystości, świątecznych tradycji i niedzielnych obowiązków. A przecież Chrystus nie umarł na krzyżu po to, abyśmy mieli piękne zwyczaje. Nie zmartwychwstał po to, abyśmy mogli spokojnie zachowywać religijne pozory. Ewangelia jest zbyt ważna, aby uczynić z niej niewinną dekorację codzienności. Jeśli traktujemy ją poważnie, musi czasem zakwestionować nasze wybory, naruszyć święty spokój, odebrać wygodne usprawiedliwienia. Tymczasem zdarza się, że bronimy Kościoła z wielką zaciekłością, a z zadziwiającą łatwością odmawiamy przebaczenia, pogardzamy drugim człowiekiem, usprawiedliwiamy własną nieuczciwość. Potrafimy oburzać się na tych, którzy odchodzą od wiary, nie zauważając, jak daleko sami odeszliśmy od Ewangelii. Wtedy pojawia się pytanie wyjątkowo bolesne: czy ludzie odrzucają dziś Chrystusa, czy raczej Jego obraz, który zobaczyli w nas? Nie chodzi oczywiście o to, aby oskarżać tych, którzy pozostali wierni Kościołowi. Przeciwnie, chodzi o to, abyśmy zrozumieli, jak wielka spoczywa na nas odpowiedzialność. Bo jeśli chrześcijaństwo jest prawdą, nie może być tylko dodatkiem do życia. Jeśli Bóg rzeczywiście stał się człowiekiem, to nie wydarzyło się nic ważniejszego w całej historii świata. A jeśli Chrystus naprawdę zmartwychwstał, to nie wolno nam żyć tak, jakby nadal leżał w grobie. Kościół nie odzyska wiarygodności samym przekonywaniem odchodzących, że powinni wrócić. Odzyska ją wtedy, gdy ci, którzy pozostali, zaczną żyć w taki sposób, że inni zapragną zapytać, skąd bierze się ich nadzieja, miłość i odwaga. Być może największym problemem Kościoła nie jest dziś to, że zbyt wielu ludzi przestało w niego wierzyć, ale to, że zbyt wielu z nas przyzwyczaiło się do wiary, która niczego już od nas nie wymaga. Zanim zapytamy, dlaczego oni odeszli, powinniśmy odważyć się na pytanie znacznie trudniejsze: czy my, którzy zostaliśmy, naprawdę idziemy za Chrystusem?
20
48
1
181
4,390
Cezar miał swój wizerunek na pieniądzach. Bóg wybrał ludzką twarz. Dlatego wartość człowieka nie zależy od tego, ile posiada, kim jest ani co osiągnął. Nawet najbardziej zapomniany człowiek nosi w sobie obraz Kogoś, kto nigdy o nim nie zapomniał. +++ Ewangelia na 18.10.2026 r. (Niedziela): „Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Jezusa w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby mu powiedzieli: «Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?» Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: «Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!» Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: «Czyj jest ten obraz i napis?» Odpowiedzieli: «Cezara». Wówczas rzekł do nich: «Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga».” (Mt 22,15-21)
2
13
2
47
542
Łatwo wyznawać wiarę w kościele, gdzie wszyscy mówią „Amen”. Znacznie trudniej pozostać wiernym Ewangelii przy stole, przy którym ktoś wyśmiewa Boga, albo w towarzystwie, gdzie uczciwość uchodzi za naiwność. Zaparcie się Chrystusa nie zawsze wymaga wielkich słów. Czasem wystarczy małe milczenie, w którym bardziej zależy nam na ludzkiej akceptacji niż na prawdzie. Nie chodzi jednak o to, żeby o Bogu mówić zawsze i wszędzie. Chodzi o to, żeby nigdy nie trzeba było udawać, że Go nie znamy. +++ Ewangelia na 17.10.2026 r. (Sobota): „Jezus powiedział do swoich uczniów: «Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych; a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych. Każdemu, kto powie jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie odpuszczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie odpuszczone. Kiedy was ciągać będą po synagogach, urzędach i władzach, nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić, bo Duch Święty pouczy was w tej właśnie godzinie, co należy powiedzieć».” (Łk 12,8-12)
2
16
1
64
813
Jezus mówi, że nic ukrytego nie pozostanie ukryte. To przerażająca wiadomość tylko dla tego, kto zbudował swoje życie na udawaniu. Dla człowieka prawego, niesłusznie osądzonego, niezrozumianego, zapomnianego jest to jedna z najpiękniejszych obietnic Ewangelii. Kiedyś okaże się nie tylko to, co zrobiliśmy źle, ale również całe dobro, którego nikt nie zauważył. +++ Ewangelia na 16.10.2026 r. (Piątek): „Kiedy ogromne tłumy zebrały się koło Jezusa, tak że jedni cisnęli się na drugich, zaczął mówić najpierw do swoich uczniów: «Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a co w izbie szeptaliście do ucha, głoszone będzie na dachach. A mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic już więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie! Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli».” (Łk 12,1-7)
2
17
2
82
1,239
Faryzeusze nie pytali Jezusa, aby zrozumieć. Pytali, aby Go pochwycić na słowie. Człowiek potrafi zadawać Bogu tysiące pytań, byle tylko nie usłyszeć Jego odpowiedzi. Czasem nie szukamy prawdy, lecz argumentu, który pozwoli nam pozostać takimi, jakimi jesteśmy. Wtedy nawet najpiękniejsza rozmowa o Bogu staje się sposobem na niesłuchanie Boga. +++ Ewangelia na 15.10.2026 r. (Czwartek): „Jezus powiedział do faryzeuszów i do uczonych w Prawie: «Biada wam, ponieważ budujecie grobowce prorokom, a wasi ojcowie ich zamordowali. Zatem dajecie świadectwo i przytakujecie uczynkom waszych ojców, gdyż oni ich pomordowali, a wy im wznosicie grobowce. Dlatego też powiedziała Mądrość Boża: Poślę do nich proroków i apostołów, a niektórych z nich zabiją i prześladować będą. Tak na to plemię spadnie kara za krew wszystkich proroków, która została przelana od stworzenia świata, od krwi Abla aż do krwi Zachariasza, który zginął między ołtarzem a przybytkiem. Tak, mówię wam, zażąda się zdania z niej sprawy od tego plemienia. Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; sami nie weszliście, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli». Gdy wyszedł stamtąd, uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli gwałtownie nastawać na Niego i wypytywać Go o wiele rzeczy. Czyhali przy tym, żeby Go pochwycić na jakimś słowie.” (Łk 11,47-54)
13
1
49
613
Jezus wypowiada swoje „biada” nie dlatego, że przestał kochać faryzeuszy, ale właśnie dlatego, że jeszcze nie przestał. Obojętność milczy, gdy człowiek idzie ku przepaści. Miłość czasem musi skarcić. Właśnie dlatego najbardziej powinniśmy się bać nie Boga, który nas upomina, ale chwili, w której przestaniemy chcieć Go słuchać. +++ Ewangelia na 14.10.2026 r. (Środa): „Jezus powiedział: «Biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiej jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie pomijać. Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku. Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą». Wtedy odezwał się do Niego jeden z uczonych w Prawie: «Nauczycielu, słowami tymi także nam ubliżasz». On odparł: «I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo nakładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami nawet jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie».” (Łk 11,42-46)
1
10
44
545
Wnętrza nie da się poprawić makijażem ani dobrze dobranym słowem. Bóg widzi nas także wtedy, gdy przestajemy grać przed światem. +++ Ewangelia na 13.10.2026 r. (Wtorek): „Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem. Na to Pan rzekł do niego: «Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste».” (Łk 11,37-41)
1
15
1
63
708
Herezja dobrych uczynków, czyli jak zostać zbawionym bez Boga Istnieje pewna herezja, która jest szczególnie niebezpieczna, ponieważ wygląda niemal jak cnota. Polega na przekonaniu, że wystarczy być dobrym człowiekiem, aby dostać się do nieba. Nie trzeba się modlić, korzystać z sakramentów ani specjalnie przejmować się życiem z Bogiem. Wystarczy nikogo nie krzywdzić, czasem komuś pomóc, być uczciwym i przyzwoicie przeżyć swoje życie. Trudno się z tym spierać, bo przecież trudno mieć coś przeciwko dobrym ludziom. Kłopot w tym, że chrześcijaństwo nie powstało po to, aby przekonać złych ludzi do bycia trochę lepszymi. Powstało dlatego, że nawet dobrzy ludzie potrzebują Zbawiciela. Gdyby do nieba można było dostać się za dobre zachowanie, Chrystus nie musiałby umierać na krzyżu. Wystarczyłoby, żeby wygłosił kilka pięknych kazań o uczciwości, pomocy ubogim i szacunku dla bliźnich, a potem spokojnie wrócił do Ojca. Tymczasem On nie przyszedł tylko po to, by powiedzieć nam, jak mamy żyć. Przyszedł, aby dać nam życie, którego sami nie jesteśmy w stanie sobie dać. I właśnie tutaj kryje się największe nieporozumienie. Człowiek zaczyna wierzyć, że jeśli zrobi wystarczająco dużo dobrego, Bóg nie będzie mu już do niczego potrzebny. Zachowuje wszystkie chrześcijańskie obowiązki wobec bliźniego, ale pozbywa się samego Chrystusa. To trochę tak, jakby ktoś z wielkim zapałem przygotowywał dom na przyjęcie gościa, a gdy ten wreszcie zapuka do drzwi, odpowiedział, że nie ma już potrzeby wchodzić, bo wszystko zostało pięknie posprzątane. Nie znaczy to oczywiście, że dobre uczynki są nieważne. Przeciwnie, są tak ważne, że Chrystus uczynił z miłości bliźniego jeden ze znaków naszej miłości do Boga. Ale istnieje ogromna różnica między czynieniem dobra dlatego, że żyjemy Bogiem, a czynieniem dobra po to, żeby już Boga nie potrzebować. Jabłoń nie żyje dzięki temu, że rodzi jabłka. Rodzi jabłka dlatego, że żyje. Gdyby uschniętemu drzewu przywiązać do gałęzi sto pięknych owoców, nie stałoby się przez to ani odrobinę bardziej żywe. Podobnie jest z człowiekiem. Można mieć ręce pełne dobrych uczynków, a serce zamknięte na Bożą łaskę. Można pomagać biednym, odwiedzać chorych, wspierać potrzebujących i jednocześnie uważać, że modlitwa, spowiedź czy Eucharystia są właściwie niepotrzebne. A przecież Bóg nie daje nam sakramentów dlatego, że lubi religijne ceremonie. Daje je, ponieważ chce dawać nam samego siebie. Chrześcijaństwo nie polega na tym, że człowiek od czasu do czasu robi coś dobrego dla Boga, ale na tym, że pozwala Bogu czynić dobro w sobie i przez siebie. W tym właśnie tkwi różnica między świętym a człowiekiem przekonanym o własnej doskonałości. Święty może zrobić tysiąc dobrych rzeczy i nadal wiedzieć, że bez Boga jest ubogi. Człowiek pyszny zrobi jedną i już uważa, że niebo jest mu coś winne. Pierwszy dziękuje za łaskę. Drugi wystawia rachunek. Pierwszy chce kochać Boga. Drugi chce, żeby Bóg docenił jego osiągnięcia. I chyba nie ma większego nieszczęścia w życiu religijnym niż chwila, w której człowiek zaczyna traktować Boga jak urzędnika mającego obowiązek zatwierdzić jego dobre sprawowanie. 1/2
20
158
2
608
17,749
2/2 Najbardziej zdumiewające w chrześcijaństwie jest bowiem to, że Bóg nie chce być naszym dłużnikiem, lecz naszym Ojcem. Nie chce tylko oglądać naszych zasług, ale chce dzielić z nami swoje życie. A my często zachowujemy się jak dzieci, które zamiast usiąść z ojcem przy stole, stoją przed nim z listą wykonanych obowiązków i domagają się zapłaty. Oczywiście, dobrze jest posprzątać pokój, pomóc sąsiadowi i nakarmić głodnego. Ale byłoby smutne, gdyby dziecko przez całe życie robiło wszystko, czego pragnie ojciec, a nigdy nie zapragnęło być blisko niego. Właśnie dlatego życie łaską, modlitwa i sakramenty nie są dodatkiem do dobrego życia. Są jego sercem. Nie można przecież dojść do Boga, uznając po drodze, że Bóg jest nam niepotrzebny. Nie można też zasłużyć na miłość w taki sposób, aby już nigdy nie trzeba było jej przyjmować. Dobre uczynki są koniecznym owocem miłości, ale nie mogą zastąpić samej miłości. Bóg nie jest nagrodą rzeczową za nasze osiągnięcia. Jest Kimś, kto pierwszy nas pokochał i nieustannie zaprasza, abyśmy odpowiedzieli na Jego miłość. Dlatego największym błędem nie jest wcale to, że człowiek robi zbyt mało dobrego. Jest nim przekonanie, że może zrobić tak wiele, iż przestanie potrzebować Zbawiciela. Bo ostatecznie niebo nie jest miejscem, w którym dobrzy ludzie odbierają zapłatę za swoje uczynki. Jest miejscem, w którym człowiek żyje z Bogiem. I byłoby największym paradoksem, gdyby ktoś przez całe życie starał się dostać do nieba, a jednocześnie robił wszystko, żeby już tutaj nie mieć nic wspólnego z jego Gospodarzem.
5
31
167
1,453
Królowa chciała słuchać. Niniwa chciała się zmienić. Tłum chciał zobaczyć znak. To trzy różne postawy wobec Boga. Najmniej owocna jest ta, która chce przeżycia, ale nie chce przemiany. +++ Ewangelia na 12.10.2026 r. (Poniedziałek): „Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: «To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz stał się znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz».” (Łk 11,29-32)
9
1
29
447
Człowiek bez stroju weselnego wszedł na ucztę, ale jakby nic się nie wydarzyło. Można wejść do pięknego kościoła, do sympatycznej wspólnoty, nawet do przyzwoitej modlitwy i pozostać w środku ubranym w stare, brudne życie. +++ Ewangelia na 11.10.2026 r. (Niedziela): „Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych».” (Mt 22,1-14)
1
9
1
29
608
Kobieta patrzy na Maryję i widzi szczęście bycia blisko Jezusa. Jezus pokazuje, że ta bliskość nie jest zamknięta w jednym domu w Nazarecie. Każdy może otworzyć słowu Boga drzwi, których nikt inny za niego nie otworzy. +++ Ewangelia na 10.10.2026 r. (Sobota): „Gdy Jezus mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: «Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś». Lecz On rzekł: «Tak, błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i go przestrzegają».” (Łk 11,27-28)
8
21
340