Ale jak jeszcze "dodatkowo"?
Składka "na NFZ", na prywatne gabinety za bilety, prywatnie za poprawki oraz "kontrole" po leczeniu "na NFZ" i niekończące się "monitorowanie" bo może wymagać leczenia "na NFZ"? Już wszystkie dodatkowe oplaty są. Pozytywnych efektów nie ma.
Jeśli niezbędny byłby radiolog to ściągnąć radiologa lub jeśli to kozliwe przewieźć pacjenta do ośrodka z kompetentnym zapleczem kadrowym i sprzętowym.
Btw Bez sensu jest walka o liczbę lekarzy i szpitali. Bo ostatecznie liczy się szpital w którym akurat jest 1-2 mądrych lekarzy
Z tym "niezbędni są" przesadzam ofc. Lekarz pediatra jest niezbedny. Bo tu nie chodzi o stawianie jednoznacznej diagnozy palpacyjnym badaniem brzucha czy czegokolwiek. Chodzi o przyznanie, że nie ma warunków do lub zdolności do rozpoznania/dgn różnicowej.
Jak rozumiem pan anestezjolog był tam "nowy." Akurat miał wolną fakturę i przybył, i akurat pierwszy raz w trakcie pracy anestezjologa zauwazyl, że nie ma odpowiednich warunków i sprzętu? Bo nie zapytal przed uzgodnieniem warunkow wystawiania faktur. No ok. Nie jest dobrze.
Tak wygląda "wolny rynek" świadczeń zdrowotnych modo PL. Pierdyliard specjalizacji "wyspecjalizowanych "do badań kontrolnych" zdrowych ludzi oraz do "profilaktyki", która- pomimo zasadności tam gdzie jest zasadna-nie zastąpi pomocy w stanach zagrożenia życia
3,5 l. dziecko "tracące przytomność"- przyczyna może być w brzuchu, głowie, klatce gdziekolwiek. Oprócz sepsy.
Więc oprócz pediatry (sic!) niezbędni są co najmniej: radiolg do USG, CT, RM całego ciała, neurolog, kardiolog, chirurg ogólny i naczyniowy. Wszyscy ze spec "dziecięc
Zgoda 1-3, ale 4. Akurat "rynkowe mechanizmy" modo jdg/b2b Polska, wyglądają tak, że nie ma odpowiedzialnych za proces, za skutek. Są "firmy jdg" obecne na dyżurze czy innej formie objawienia obecności i jako takie są odpowiedzialne za siebie. Za swój spokój i efekt finansowy
Ten rodzaj opinii opartych o wlasne doświadczenia są emocjonalnie wstrząsający.
Postrzeganie innej tragedii przez pryzmat wlasnych doświadczeń. Można to lekceważyć, zaprzeczać. Bo przecież nie mają nic wspólnego, są absolutnie indywidualne i prosimy nie uogólniać. Ale.
I nie mogę zatrzeć świadomości, że niedrożność jelit była rozpoznawana w czasach bez USG, CT itp. I ludzie byli leczeni i zdrowieli. Poza tym, że ileus może towarzyszyć/być przyczyną sepsy lub jej skutkiem, ale akurat meningokokowa ma dość charakterystyczny obraz sekcyjny
3 uwagi do tej bulwersującej tragedii
1. Podobno polski system dyżurowy gwarantuje wspaniałą opiekę, bo na każdym oddziale siedzi (albo leży) specjalista. Tutaj troszkę słabo to wyszło. Co to za specjalista, który nie potrafi wykonać podstawowego USG brzucha i wykorzystać go do oceny własnego pacjenta? Przecież to są jaja. Tłumaczenie, że nie wykonano USG, bo nie było radiologa, pokazuje dokładnie to, o czym mówię od dawna: uzależnienie podstawowej diagnostyki ultrasonograficznej od obecności radiologa jest postsowiecką patologią organizacyjną. Klinicysta powinien umieć posługiwać się USG w zakresie swojej pracy. Brak tej umiejętności, połączony z brakiem skutecznego sposobu uzyskania pilnego badania, to blamaż. Sama obecność specjalisty na oddziale niczego nie gwarantuje, jeśli za tytułem nie idą konkretne umiejętności i decyzje.
2. Jeżeli tłumaczenie pani profesor, konsultant w dziedzinie chirurgii dziecięcej, brzmi: „nie było chirurgii dziecięcej, więc i tak nie dałoby się pomóc”, to jest to postsowieckie myślenie w pełnej krasie. Brak odpowiedniego szyldu nad oddziałem nie zwalnia z rozpoznania zagrożenia, rozpoczęcia leczenia i zorganizowania pomocy.
3. „If all you have is a hammer, everything looks like a nail”. Jeśli masz tylko młotek, wszystko wygląda jak gwóźdź. Co jest koronną dyscypliną pediatrów? Szczepienia. Potem wszędzie dopatrują się groźnych, choć rzadkich chorób zakaźnych. Do tego biegunki przy nietolerancjach pokarmowych, pierwsze manifestacje cukrzycy: akurat rozpoznanie hiperglikemii nie wymaga diagnostycznej wirtuozerii. A gdzie myślenie o podstawowych przyczynach chirurgicznych? Gdzie w diagnostyce różnicowej niedrożność jelit?
Jak powinno to wyglądać w sprawnie działającym szpitalu, choćby w Niemczech? Lekarz na izbie przyjęć rozpoznaje, że z dzieckiem dzieje się coś niepokojącego. Rozpoczyna diagnostykę. Jeżeli sam nie potrafi wykonać lub zinterpretować USG, wzywa odpowiednio przygotowanego kolegę, tutaj na przykład pediatrę albo zwykłego chirurga ogólnego (żadnego "dziecięcego)" będącego w szpitalu lub, jeśli rzecz wydarza się po normalnych godzinach pracy (np. 17-7:30), dyżurującego pod telefonem i po to przyjeżdżającego właśnie do szpitala
W razie wskazań wykonuje się kolejne badania i następnie zapada decyzja o operacji na miejscu, jeśli są odpowiednie kompetencje i warunki, albo o natychmiastowym przekazaniu dziecka do właściwego ośrodka. W wypadku niedrożności, to każdy szpital powiatowy może to operować. Wystarczy chirurgia i anestezjologia.
Ten przypadek woła o pomstę do nieba. Błędy ludzkie zdarzają się wszędzie, również w systemie, w którym pracuję. Ale tłumaczenia, że nie było radiologa, nie było oddziału, nie było odpowiedniej specjalizacji i dlatego nic nie można było zrobić są po prostu bulwersujące.
Justyna Piątkowska retweeted
3 uwagi do tej bulwersującej tragedii
1. Podobno polski system dyżurowy gwarantuje wspaniałą opiekę, bo na każdym oddziale siedzi (albo leży) specjalista. Tutaj troszkę słabo to wyszło. Co to za specjalista, który nie potrafi wykonać podstawowego USG brzucha i wykorzystać go do oceny własnego pacjenta? Przecież to są jaja. Tłumaczenie, że nie wykonano USG, bo nie było radiologa, pokazuje dokładnie to, o czym mówię od dawna: uzależnienie podstawowej diagnostyki ultrasonograficznej od obecności radiologa jest postsowiecką patologią organizacyjną. Klinicysta powinien umieć posługiwać się USG w zakresie swojej pracy. Brak tej umiejętności, połączony z brakiem skutecznego sposobu uzyskania pilnego badania, to blamaż. Sama obecność specjalisty na oddziale niczego nie gwarantuje, jeśli za tytułem nie idą konkretne umiejętności i decyzje.
2. Jeżeli tłumaczenie pani profesor, konsultant w dziedzinie chirurgii dziecięcej, brzmi: „nie było chirurgii dziecięcej, więc i tak nie dałoby się pomóc”, to jest to postsowieckie myślenie w pełnej krasie. Brak odpowiedniego szyldu nad oddziałem nie zwalnia z rozpoznania zagrożenia, rozpoczęcia leczenia i zorganizowania pomocy.
3. „If all you have is a hammer, everything looks like a nail”. Jeśli masz tylko młotek, wszystko wygląda jak gwóźdź. Co jest koronną dyscypliną pediatrów? Szczepienia. Potem wszędzie dopatrują się groźnych, choć rzadkich chorób zakaźnych. Do tego biegunki przy nietolerancjach pokarmowych, pierwsze manifestacje cukrzycy: akurat rozpoznanie hiperglikemii nie wymaga diagnostycznej wirtuozerii. A gdzie myślenie o podstawowych przyczynach chirurgicznych? Gdzie w diagnostyce różnicowej niedrożność jelit?
Jak powinno to wyglądać w sprawnie działającym szpitalu, choćby w Niemczech? Lekarz na izbie przyjęć rozpoznaje, że z dzieckiem dzieje się coś niepokojącego. Rozpoczyna diagnostykę. Jeżeli sam nie potrafi wykonać lub zinterpretować USG, wzywa odpowiednio przygotowanego kolegę, tutaj na przykład pediatrę albo zwykłego chirurga ogólnego (żadnego "dziecięcego)" będącego w szpitalu lub, jeśli rzecz wydarza się po normalnych godzinach pracy (np. 17-7:30), dyżurującego pod telefonem i po to przyjeżdżającego właśnie do szpitala
W razie wskazań wykonuje się kolejne badania i następnie zapada decyzja o operacji na miejscu, jeśli są odpowiednie kompetencje i warunki, albo o natychmiastowym przekazaniu dziecka do właściwego ośrodka. W wypadku niedrożności, to każdy szpital powiatowy może to operować. Wystarczy chirurgia i anestezjologia.
Ten przypadek woła o pomstę do nieba. Błędy ludzkie zdarzają się wszędzie, również w systemie, w którym pracuję. Ale tłumaczenia, że nie było radiologa, nie było oddziału, nie było odpowiedniej specjalizacji i dlatego nic nie można było zrobić są po prostu bulwersujące.
Tragiczna śmierć 3,5-letniego Kacpra po błędnej diagnozie. "Tato, przytul mnie" brnw.ch/21x6kUk
Justyna Piątkowska retweeted
En 1985, una banda escocesa se negó a grabar esta canción porque les parecía un descarte genérico de Hollywood. Tuvieron que rogarles para que entraran al estudio. Lo que hicieron ese día, casi por obligación, se convirtió en el himno definitivo de una generación...
🫠

















