@k_serpees

Germanista niemieckiego pochodzenia. Polityka międzynarodowa i Niemcy. „Miej odwagę posługiwać się swym własnym rozumem.” Stronnictwo Pruskie.

Graudenz, Polen
Joined April 2015
1. SPIS TREŚCI #serpees_niemcy Już się parę nitek zebrało i jeden artykuł. Kolejny artykuł powstaje i kolejne nitki na bieżąco, więc postanowiłem zrobić spis treści, bo nawet wpisując hasztag z wyskakiwaniem wszystkich treści różnie bywa. Opis z numerami i linkami. ZAPRASZAM!
6
6
1
63
🇩🇪🇵🇱Parę punktów ode mnie do tego materiału: Po pierwsze jest to absolutne kłamstwo w odniesieniu do niemieckiej edukacji. Lata 1933–1945 są jednymi z najważniejszych tematów w niemieckich szkołach. Jest też sporo starożytności, jak dobrze pamiętam. Znacznie mniej jest natomiast historii Niemiec czy Europy sprzed XX wieku (skąd takie odpowiedzi tych dziewczyn, o tym za chwilę). Mało tego - II WŚ i Holocaust to wręcz kamienie węgielne RFN. Święta bazują na tym, a o tych kwestiach mówi się nieustannie, w kontekście dosłownie każdego tematu, tak że aż zacytuję klasyka z powojennego Breslau: „rzygać się chce do wiadra”. Ktokolwiek mówi, że Niemcy nie dyskutują o wojnie, nazizmie, poczuciu winy, odpowiedzialności (jakkolwiek je rozumieć) po prostu kłamie. Po drugie skąd takie reakcje? Jak było w szkole? Przyczyn jest parę: - Jest faktem, że wątek samej Polski w omawianiu lat 1933–1945 jest diabelnie zmarginalizowany, potraktowany jak po prostu okupacja jakich wiele, a także terytorium rozgrywania się Holocaustu. Dla Polski, której okupacja była znacznie brutalniejsza niż w innych krajach (a biorąc pod uwagę okupację pod administracją cywilną, a nie wojskową, może nawet najbrutalniejsza), jest to mocno krzywdzące. Wiele dyskusji o zbrodniach na Wschodzie zaczyna się od zbrodni po ataku Niemiec na ZSRR. - W dyskusjach o II WŚ w Niemczech dominują trzy rzeczy: dojście nazistów do władzy (przyczyny, wnioski itd.), arcyzbrodnia dla Niemców, czyli Holocaust, a następnie RFN jako lekcja po nazizmie i budowanie demokracji. Przebieg wojny, a już zwłaszcza okupacje poszczególnych krajów, są na dalszym planie. Dla Niemca okupacja danego kraju europejskiego wygląda jak w wielu filmach na Zachodzie: generalnie normalne życie, ale pod niemiecką administracją. Istnieje tam jakiś ruch oporu i jeśli ktoś w nim działa, ma problem, ale jeśli nie, to nie. Nie ma tu porównania z Polską. Moim zdaniem nawet „Pianista”, kręcony przez Polaka, przekłamał polską rzeczywistość, ale to temat na inny wpis. - Młodzież w Niemczech generalnie bardzo słabo zna historię - zarówno własną, jak i innych krajów. Zresztą w przypadku sporej liczby młodych ludzi w Polsce może nie być lepiej... Po trzecie trzy klasyki: - „Niemcy mówią «naziści», bo chcą zdjąć z siebie odpowiedzialność, bo to naziści, a nie Niemcy”. Nie. Każdy, dosłownie każdy, wie, że to Niemcy byli nazistami, którzy przejęli władzę w 1933 roku, ale ludzie, rozmawiając o tym, nie identyfikują się z nimi, więc nikt nie powie: „Jak to, my, Niemcy, zdobyliśmy Paryż?”. Brzmi to kontrowersyjnie w Niemczech bardzo. - „Widziałem ankietę, z której wynika, że ogromna większość Niemców uważa, że ich dziadek nie popełniał zbrodni. Jak to?!”. Jest to prozaiczne - nikt nie chce widzieć w swoim dziadku zbrodniarza, zwłaszcza że częstokroć nawet jak ten dziadek miał coś na sumieniu, to wnuczkom średnio się tym chwalił. Często był to temat tabu, innym razem wspomnienia dotyczyły działań wojennych. - "A reparacji czemu nie chcą płacić?" Bo jakkolwiek nie chcą identyfikować się z nazizmem, to nie chcą też brać odpowiedzialności za działania, na które nie mieli wpływu. Dochodzą do tego również ziemie jakie Polska otrzymała, które NIE były formą reparacji, ale liczy się fakt ich utraty przez Niemcy na rzecz Polski. A także fakt, że Niemcy są głównym płatnikiem budżetu UE, a Polska biorcą. P.S. Powyższy post jest próbą przybliżenia niemieckiego stanowiska. Nie muszą mi Państwo tłumaczyć, że my w Polsce patrzymy inaczej. Ja to wiem... ;-)
Miny tych młodych Niemek po tym jak usłyszały, że z rąk Niemców zginęło ponad 5 milionów Polaków w czasie II WŚ jest bezcenna i mówi wszystko xD Nie minęło 100 lat, a edukacja niemiecka całkowicie wypleniła z świadomości publicznej lata 1939-1945. Dramat.
19
7
63
3,769
Bardzo dobra diagnoza i piszę to bez krzty ironii. Rządy tak zwanej "skrajnej prawicy" w wielu krajach europejskich pokazały i nadal pokazują, że po pierwsze niewiele się zmienia, po drugie zaś - że nie jest to żadna skrajna prawica. Ich faktyczna zasługa polega jednak na tym, że w pewnych kwestiach (np. migracji) wskazali na realny problem, potrafili przekonać do tego ludzi i co najważniejsze, stanowią zaporę przed - tylko i aż retorycznym - powrotem do tego, co przez lata dominowało w całym spektrum politycznym. To ważne na początku, ale tylko na początku. Problem polega na tym, że rozwiązać tych problemów nie potrafią zaproponować ani oni, ani stary establishment. I z tego powodu mam taką obawę, o czym wspomniała dziś u mnie pod postem Pani @annadomagalczyk. Jeśli problemy będą nadal narastać, a rozwiązań wciąż nie będzie (zamiast nich pozostanie jedynie retoryka), to do władzy dojdą prawdziwi naziści i faszyści. Dosłownie prawdziwi - nie zaś żyjący w homozwiązkach z partnerką ze Sri Lanki, których wzorem jest Thatcher. Dojdą do władzy bynajmniej nie dlatego, że w końcu będą potrafili rozwiązać problemy, ale dlatego, że ludzie, zdesperowani, nie będą już wiedzieli, na kogo głosować…
Spoiler: Le Pen dojdzie do władzy, nie zrobi większości tego czego oczekiwał jej elektorat i zaraz wyrośnie jakiś Zemmour albo francuski Braun. We Włoszech już rośnie niejaki Vannacci, u nas tym samym były Konfederacje wobec PiSu.
19
16
2
186
14,078
Połonczyłem kropki, włonczyłem myślenie i może być znacznie gożej. To sięga głębiej. Rosja może penetrować całe systemy polityczne i odpowiednio zarządzać chaosem. Np. jedna partia sterowana przez Moskwę mówi, że jest za mały dostęp do edukacji i denerwuje młodzież. Potem druga partia (też sterowana przez Moskwę) buntuje młodzież i zachęca ją do wyjścia na ulice, zaś trzecia partia (również sterowana przez Moskwę) mówi, że młodzież jest głupia, czym tylko radykalizuje protestujących. Nasz spór PO z PiS też wydaje mi się sterowany przez Moskwę. Ale żeby tego było jeszcze mało, Moskwa, zgodnie z myślą Lenina o tworzeniu opozycji, którą można kontrolować (zamiast dopuszczenia do tego, by sama się stworzyła), stworzyła Konfederację, a potem doprowadziła do jej podziału. Rewolta Morawieckiego w PiS? Też Moskwa. Ale najlepsza była operacja „Prezydent”, którą Moskwa przygotowywała od lat: „Weźcie no tego historyka Nawrockiego i każcie mu pisać o dominacji radzieckiej nad PRL i o tym, żeby te pomniki burzyć... My go potem cyk na listę poszukiwanych, a potem myk na prezydenta Polski”.
czarne piątki wśród polskiej młodzieży. zamieszki we Francji, gdzie również pojawia się młodzież. czy to jest diabelski plan Rosji, by dzieciakami siać chaos, czyli zapowiadane ataki na ten sezon?
17
5
82
4,553
🇲🇫Przeglądam sobie zamieszki we Francji, zwane przez niektórych, dla zmylenia przeciwnika (czyli narodu) demonstracjami i mam dwa przemyślenia. Po pierwsze chyba największym symbolem jest demolka sklepu Francuzki, która próbuje przekonywać bandytów, żeby ją zostawili w spokoju, bo w zasadzie ich popiera. Bandyci oczywiście nie wykazali zrozumienia, gdyż wbrew rojeniom części ludzi nie mają z nimi tego samego interesu społecznego - troski o najuboższych, sprawiedliwości społecznej itp. Nie o to tu chodzi. Generalnie w ogóle ciężko nazwać tych "demonstrantów" częścią społeczeństwa. Po drugie komentarze. I to chyba ważniejsze - obserwuję je z niezmienną radością, ponieważ widzę powolne, ale jednak postępujące przesuwanie się okna Overtona. Jeszcze 20 lat temu komentarze wskazujące nawet nie na porażkę imigracji na Zachodzie (co dziś w zasadzie już jest oczywistością, powtarzaną przez wszystkich), ale choćby na to, że ma ona jakiekolwiek wady, uchodziły za ekstremizm i rasizm. W przypływach największej głupoty za neonazim wręcz. W zasadzie z miejsca definiowały człowieka jako skrajną prawicę (poza pewnymi wyjątkami jak duńska socjaldemokracja). Dziś jest diametralnie inaczej - krytyczne komentarze widzę zarówno po stronie lewicowej, jak i liberalnej. Komentarze stawiające dobrze znane chochoły pod tytułem „pokojowe demonstracje nic nie dają” albo „chodzi o dobro edukacji, a biali też czasem demolują” wciąż się zdarzają, ale coraz rzadziej... Komentarzy fanatycznie wręcz broniących bandytów prawie już nie ma, choć oczywiście i takie się zdarzają. Niektórzy koledzy z prawej strony - mam wrażenie - śnią o triumfie, w którym, wygrywając wybory i wykorzystując przy okazji obrazki takie jak te z Francji, śmieją się w twarz lewicy i liberałom, krzycząc: „Mieliśmy rację!”. Ale to nic nie daje, bo nawet po wygraniu wyborów większość nadal myśli inaczej, a w końcu przyjdzie przegrana - tak jak to bywa w demokracjach. I kółko się domyka bez większej zmiany. Tu chodzi o to, by to, co wczoraj było skrajnie prawicowe, dziś uchodziło za „niby masz rację, ale...”, a jutro stało się absolutną normą. Tu chodzi o to, by człowiek, który wczoraj bał się czegoś powiedzieć publicznie, bo to trochę dziwne, trochę wstyd, niby coś tam jest racji, ale ale ale...jutro przekonywał, że zawsze tak myślał. Dlatego tak naprawdę znacznie mniejsze znaczenie ma to, czy tu i tam wygrywa „skrajna prawica”. Nie na tym polega wygrana. Ten proces ma zachodzić i zachodzi w sercach i umysłach ludzi - ogółu, normików, ludzi nie interesujących się polityką. Nie u własnego elektoratu. Wolno i ogromnym kosztem, ale zachodzi. I to jest małe światełko w tunelu.
29
72
5
708
92,128
🇺🇸🇷🇺Drodzy Państwo - to jeden z moich ulubionych tematów: Amerykanie nie rozumieją Rosji - my im wytłumaczymy. Co prawda zbudowali najsilniejsze pod wieloma względami imperium świata, wygrali dwie wojny światowe (wygrali na serio, a jak niektórzy "przetrwali") i zimną wojnę z samą Moskwą, mają jedne z najpotężniejszych służb na świecie i ciągłość państwową sięgającą już setek lat (to bardzo istotne, a o tym, jak katastrofalne mogą być skutki jej złamania, wiedzą najlepiej np. Niemcy), ale nic nie kumają... I na nic te budżety (tajne, ale szacowane) sięgające dziesiątek miliardów dolarów. My na Twitterze za darmo mamy lepszy wgląd. A teraz już trochę poważniej: Podstawowym błędem, jaki popełniają polscy eksperci i publicyści w ocenie obecnej sytuacji (a co za tym idzie, w twierdzeniu, że „Amerykanie nie rozumieją Rosji”), jest zakładanie, że Amerykanie mają takie cele, jakie my chcielibyśmy, żeby mieli, czyli... pokonanie Rosji i taki sam punkt wyjścia, jaki my mamy. I tak próbujemy tłumaczyć, jak w cytowanym poście, że gdyby Amerykanie postąpili w określony sposób, mocniej uderzyliby w Rosję, nie rozumiejąc, że nie chodzi o to, by Rosję zbyt mocno uderzać. Przepychanka ma się toczyć na ustalonym poziomie, tak by zbyt mocno nie uderzać w siebie nawzajem, a starcie przenosić między państwa satelickie. Moskwa i Waszyngton mają od czasów zimnej wojny uruchomione tylne kanały komunikacji, które pozwalają utrzymywać ich przepychanki na odpowiednim poziomie, a dla nas bajki o imperium zła... Kto zarzuca Amerykanom przekładanie własnych wartości na państwa trzecie (co już samo w sobie jest piramidalną bzdurą, bo Amerykanie nawet w publicystyce tego nie robią, która zresztą stoi na znacznie wyższym poziomie niż nasz bełkot o starciu dobra ze złem i pisaniu „Rosja” małą literą), sam uwierzył w propagandę na temat konfliktu na Ukrainie. My niezmiennie jesteśmy zderzakiem, który próbuje tłumaczyć producentom, że trzeba tu inaczej myśleć, bo my się porysujemy w razie czego, nie rozumiejąc, że w tych wyścigach Rosji z USA właśnie po to jesteśmy... by się porysować. Kierowca ma wyjść cało, a nim jest potęga i wpływy USA. Polska? To jest poświęcenie, na które jestem gotów. Założę się, że w momencie jakiegoś konfliktu Polski z Rosją pojawi się masa tekstów pod tytułem: „Gdyby Amerykanie zrobili to i tamto, już byśmy wygrali, ale nie rozumieją...”, bez zrozumienia, że nie chodzi o to, by wygrać szybko, ale by wygrać przy jak najmniejszym nakładzie sił USA, a jak największym Polski i innych zderzaków.
unavailable
50
39
12
277
31,710
No one will ever, ale Ukraina dość mocno próbowała. Biorąc pod uwagę symboliczną politykę Ukrainy wobec nas, a także fakt, że w polityce realnej Kijów traktuje priorytetowo Waszyngton, Berlin czy Paryż, a nie Warszawę (to nie zarzut, a stwierdzenie faktu), takie umizgi są po prostu zbędne. Nawet jeśli ktoś w pełni popiera obecną, wschodnią politykę rządu, to czas najwyższy wyjść już z tej euforii wiosny 2022 roku.
We are not just neighbors. We are friends who can count on each other in difficult times. And no one will ever change that.
28
14
219
10,454
To jest niestety sprowadzenie sprawy do absurdu i postawienie chochoła, by go triumfalnie obalić. Po pierwsze nikt nie mówi, że Amerykanie stawiają bazę tylko po to, by uciec. Wskazuje się na to, że do użycia wojska z takiej bazy i ogólnie musi zostać wydana zgoda i że jest to decyzja polityczna. Można takie wojsko również zatrzymać z tryiumfalnym hasłem, że Polacy bronią się doskonale Po drugie nikt nie mówi, że co mądrzejszy polityk powinien przekonać Amerykanów, żeby stali na Bugu, bo to w ich interesie. Dokładnie na odwrót - wskazuje się, że niekoniecznie leży to w ich interesie. W ich interesie jest utrzymanie strefy wpływów jak najmniejszym kosztem. Im więcej Polska weźmie na siebie, tym lepiej... Po trzecie przyjmijmy prostą zasadę: zamiast popadać w skrajności pod tytułem „baza nic nie da, i tak uciekną” oraz „baza załatwia wszystko, baza = bezpieczeństwo”, pytajmy po prostu, co to za baza, jakie będą jej zadania, jaki konkretnie będzie jej wpływ na bezpieczeństwo Polski w razie W i jakie znaczenie ma fakt, że znajduje się w Polsce. Bo jeśli ma zajmować się dowodzeniem, analizą danych czy czymkolwiek podobnym, to zasadniczo nie ma różnicy, gdzie się znajduje. A jeśli nie ma różnicy, to może niech Duńczycy za nią zapłacą, skoro może stać u nich. Po czwarte poza pytaniami o to, czym ta baza będzie, po doświadczeniach z tarczą antyrakietową i innymi Fortami Trump zdajmy sobie też sprawę, że Amerykanie mogą wykorzystywać samą retorykę jako kartę przetargową wobec nas. Wystarczy bowiem, że powiedzą „będziecie mieli bazę, ale w zamian zgodzicie się na to i tamto”, a sporej części społeczeństwa i elit to wystarczy. Do czego ta baza ma służyć i czy w ogóle ma to znaczenie, przestaje wówczas mieć znaczenie.
Było nawet gorzej. Po co nam tarcza antyrakietowa, przecież Rosjanie wezmą ją na cel w pierwszej kolejności, a to wręcz pogorszy nasze bezpieczeństwo... Dziś z jednej strony baza jest niepotrzebna, a do tego jeszcze trzeba płacić, a przecież Amerykanie sami powinni nam finansować to, że ich żołnierze ryzykują własną skórą. Z drugiej, oczywiście lokalizacja w zachodniej Polsce świadczy, że Amerykanie rozstawią się tam tylko i wyłącznie w celu ucieczki. Bo, gdyby mieli zamiar nam pomagać w obronie, to przecież na ochotnika stanęliby na Bugu... W zasadzie, to co mądrzejszy polityk to powinien łatwo przekonać Amerykanów, że to jest nawet w ich interesie! Stanąć na Bugu i jeszcze nam płacić za dostęp do wodopoju dla koni! Jeśli tego nie ma, to zdrada stanu! A później niesie się ta głupota po pustych głowach niczym echo.
1
5
32
1,598
🇺🇸🇵🇱W nowym programie „Wieczór u Rymanowskiego” panowie @krzysztofbosak, @BartosiakJacek i Zbigniew Parafianowicz bardzo słusznie wskazali, że zanim zaczniemy ekscytować się nową bazą, nie mówiąc już o płaceniu za nią, wypadałoby konkretnie wiedzieć, do czego będzie służyć. Mam wrażenie, że większość ludzi, słysząc „baza USA”, oczami wyobraźni widzi już skoszarowanych żołnierzy pod bronią, gotowych do działania, gdy tylko wydarzy się coś złego. Tymczasem baza amerykańska może oznaczać centrum logistyczne, centrum dowodzenia bądź całą masę innych rzeczy, w przypadku których średnio robi nam różnicę w przypadku najgorszego, czy znajdują się w Polsce, Niemczech, czy np. w Norwegii (nie mówię o różnicy w prestiżu "jest u nas, a nie u Niemca!") Warto dodać, że Amerykanie wcześniej wstrzymali planowane rotacje żołnierzy do Polski (czasowo), później poinformowano o jej wznowieniu, a obecnie znów mówi się o zwiększeniu liczby żołnierzy. Amerykanie - o czym panowie również mówili w programie - lubią grać retoryką, bo wiedzą, że u nas samymi słowami można sporo ugrać. W przeciwieństwie do obywateli innych krajów Polacy nie tylko nie chcą wycofania wojsk amerykańskich, ale wręcz modlą się o ich jak największą liczbę. U nas wystarczy powiedzieć "będzie baza, a Polska najważniejsza i najodważniejsza!" Tak więc może zanim ogłosimy, że „jesteśmy gotowi zapłacić, bo bezpieczeństwo kosztuje”, ustalmy najpierw konkretnie, co to ma być za baza. O tym, że nawet 50 tysięcy skoszarowanych, gotowych w każdej chwili do walki żołnierzy musi najpierw dostać rozkaz prezydenta USA (czyli musi być decyzja polityczna), by walczyć (a może dostać również taki, że mają czekać, bo Polacy bronią się tak wybitnie, że pozostaje tylko patrzeć i podziwiać), nawet nie wspominam bo to przecież uderza w jedność NATO... Swoją drogą, mam taką radę: jeśli mają Państwo kredyt hipoteczny, proszę spróbować codziennie spacerować z żoną i dziećmi przed siedzibą banku, powtarzając, że nie trzeba płacić rat. Może uda się w ten sposób uderzyć w jedność umowy i nie będzie trzeba płacić…? Już widzę prezesa oddziału, jak krzyczy z okna: „Proszę w tej chwili przestać uderzać w umowę!”
🇵🇱🇺🇸 ❗️ @magdasobkowiak potwierdziła, że to Polska zapłaci za stałą amerykańską bazę w Polsce. - Bezpieczeństwo kosztuje. Jesteśmy gotowi za tę bazę zapłacić - stwierdziła w @RMF24pl, odnosząc się do wtorkowej wypowiedzi Donalda Trumpa na ten temat. Źródło: @BiznesINTERIAPL
6
2
47
5,987
To zjawisko, o którym tutaj piszę, dotyczy dziś całego Zachodu. Wszystkich, którzy myślą, że dotyczy to Polski, niezmiennie zachęcam do obejrzenia debat i programów TVP z wczesnych lat 90 (są na YouTube) na czele ze „Sto pytań do”. Naprawdę potrafiliśmy inaczej rozmawiać. Polecam zwłaszcza odcinek z Jerzym Urbanem - dodajmy, kręcony w czasach przełomu, gdy Urban nie był wesołym dziadkiem z YouTuba, ale Goebbelsem stanu wojennego. Nawet wtedy z nim potrafiono rozmawiać, a co jeszcze ciekawsze, potrafiono go na początku programu w normalny sposób przedstawić, nie zaś tak, jak robi się to dziś - diabelnie tendencyjnie i z góry postawioną tezą.
To jest absolutny standard rozmów… chciałbym napisać, że na X, ale coraz bardziej współczesnego świata. Dotyczy to i telewizji, często prasy, a nawet debat uniwersyteckich. Krytykujesz UE? Na pewno chcesz dla niej źle. Krytykujesz politykę wobec Ukrainy? Na pewno działasz na rzecz Rosji. Wojna z Chinami nie leży w interesie żadnego z państw europejskich? Mówisz w interesie Chin. Krytyka przestała być postrzegana jako coś dobrego i koniecznego. Pan @marcingielzak użył gdzieś pięknego i smutnego porównania, że współczesna dyskusja przypomina Mszę Świętą, a sam język nie służy wypowiadaniu myśli i argumentów, lecz chóralnym śpiewom. Ktoś rzuca temat nie z nadzieją na rozmowę kontrargumenty, wymianę, ale jak ksiądz: „Pokój z wami!”. I kto nie odpowiada „I z duchem twoim!”, tylko pyta, jaki pokój i czy na dobrych warunkach, ten jest wręcz wariatem albo zdrajcą. I na Mszy, która jest rytuałem religijnym, to oczywiscie normalne. W dyskusji - nie. Często czytam pod moimi wpisami: „Tego wariata XXX Pan cytuje?”. I za XXX wstaw kogoś, kto ma inne zdanie. Tylko z kim mamy rozmawiać? Z tymi, którzy się z nami zgadzają?
8
9
64
4,229
To jest absolutny standard rozmów… chciałbym napisać, że na X, ale coraz bardziej współczesnego świata. Dotyczy to i telewizji, często prasy, a nawet debat uniwersyteckich. Krytykujesz UE? Na pewno chcesz dla niej źle. Krytykujesz politykę wobec Ukrainy? Na pewno działasz na rzecz Rosji. Wojna z Chinami nie leży w interesie żadnego z państw europejskich? Mówisz w interesie Chin. Krytyka przestała być postrzegana jako coś dobrego i koniecznego. Pan @marcingielzak użył gdzieś pięknego i smutnego porównania, że współczesna dyskusja przypomina Mszę Świętą, a sam język nie służy wypowiadaniu myśli i argumentów, lecz chóralnym śpiewom. Ktoś rzuca temat nie z nadzieją na rozmowę kontrargumenty, wymianę, ale jak ksiądz: „Pokój z wami!”. I kto nie odpowiada „I z duchem twoim!”, tylko pyta, jaki pokój i czy na dobrych warunkach, ten jest wręcz wariatem albo zdrajcą. I na Mszy, która jest rytuałem religijnym, to oczywiscie normalne. W dyskusji - nie. Często czytam pod moimi wpisami: „Tego wariata XXX Pan cytuje?”. I za XXX wstaw kogoś, kto ma inne zdanie. Tylko z kim mamy rozmawiać? Z tymi, którzy się z nami zgadzają?
Replying to @k_serpees
Nie bardzo wiem, jak ktoś w tamtym komentarzu był w stanie znaleźć rzekomą postawę prorosyjską czy protrumpowską, a nie autentyczną troskę o Europę i złość na liderów UE za bezjajeczną i nieodpowiedzialną politykę, ale ludzie zawsze potrafią zaskoczyć.
12
9
1
81
6,798
Odpowiadam zbiorczo na parę komentarzy, które przewijają się pod tym wpisem i innymi tego typu, jeśli ktoś zainteresowany: 1. „Kolejny, który broni i racjonalizuje Trumpa. Jego polityka jest zła dla USA”. Ja ani nigdy nie byłem, ani nie jestem zwolennikiem Trumpa. Nie bronię też ani nie racjonalizuję jego polityki. Ja wskazuję na fatalne położenie Europy. Podczas gdy wielu z Państwa broni, krytykuje Trumpa i wyczekuje innej polityki USA, ja pytam: dlaczego my, będąc tak wspaniałym miejscem na Ziemi i niegdyś pępkiem świata, musimy dziś oglądać się na to, co zrobią Putin i Trump? Czy dostrzegają Państwo tę różnicę? 2. „Europa zawsze zła. Chcesz tu ruskiego miru? Podoba Ci się Rosja?” Nie. Krytyka Europy nie musi wiązać się z miłością do Rosji. Krytyka Europy może dotyczyć jej poczynań na arenie międzynarodowej, a nie samego stylu życia tutaj, który naprawdę uważam za najlepszy na świecie. Ale to nie znaczy, że Europa ostatnio się nie zagubiła, nie popełnia błędów i nie trwoni kapitału gromadzonego latami, a wręcz stuleciami! 3. „Aha, Europa popełnia błędy... A Rosja?! Rosja nie popełnia błędów? A Trump?!”. Jakie to ma znaczenie? Interesuje nas przede wszystkim nasz kawałek świata, a nie to, co robią inni. To klasyczne: „Mamo, dostałem jedynkę, ale Jasiek też!”. Patrz na siebie. Krytyczne spojrzenie na siebie jest jedyną drogą do pójścia naprzód. Wieczne zapatrzenie w siebie, tłumaczenie własnych błędów błędami innych, nawet jeśli inni również je popełniają i ciągłe „ale ten”, „ale tamten” do niczego nas nie zaprowadzą. Pytanie brzmi nie "czy Trump popełnia" błędy, ale czy jesteś zadowolony z tego, co robimy my? 4. „Kiedyś był Pan zwolennikiem UE. Co się stało?”. Kiedyś i to nie tak dawno temu, Europa była fabryką świata, przodowała w technologii i była dosłownym pępkiem świata. Co nam z tego zostało? Dlaczego tak wiele produkcji zostało przeniesionych? Dlaczego nie produkujemy własnych chipów i smartfonów, nie planujemy lotów na Marsa, a mówiąc krótko, nie przodujemy tak jak kiedyś? I tak, wiem - jest ASML, ostatnio Niemcy coś tam w kosmos wystrzelili, a Francuzi mają swojego Chata... Ale cóż to jest w porównaniu z tym, czym byliśmy i z tym, co robią USA i Chiny w tych dziedzinach (nie mylić z wartościami...) 5. „Błędnie Pan zakłada, że Putin i Trump są racjonalni, że kierują się realpolitik. A może są nienormalni?”. Każda analiza musi opierać się na teoretycznym założeniu, że ktoś postępuje w miarę racjonalnie i działa we własnym (nie naszym) interesie. Kiedy mówimy ośmioletniej córce, że gdy dojdzie do świateł, ma nacisnąć przycisk, poczekać na zielone, a gdy się zapali, spojrzeć w lewo, w prawo, znów w lewo i dopiero wtedy, gdy samochody stoją, wejść na przejście, nie zakładamy, że WSZYSCY SĄ RACJONALNI. Po prostu na podstawie pewnych założeń próbujemy przewidzieć przyszłość i wybrać dla niej (córki) najlepszą opcję. Mówienie: „A może Putin jest chory i jutro uderzy atomówką?” jest jak powiedzenie ojcu tego dziecka: „A co, jeśli ktoś będzie jechał 180 km/h, będąc pijanym i tak ją zabije, bo ona go nie zauważy? I co wtedy?”. Wtedy nic. Ale nie sprowadzajmy wszystkiego do skrajności i absurdu. 6. „Realpolitik i realpolitik, a gdzie moralność w polityce? Naprawdę jej nie ma?”. Jest, ale to skomplikowane i bardzo wybiórcze. W błąd popadają zarówno bajarze traktujący politykę światową jako starcie dobra ze złem, jak i tak zwani twardzi realiści, którzy postrzegają wszystkich jako chłodno zaprogramowane roboty. Moralność, demokracja i prawa człowieka są dla nas ważne w kontekście wewnętrznym, a także w całym świecie zachodnim. W polityce zagranicznej zaczynają się jednak rozjazdy i niuansowanie. Tego państwa potrzebujemy, ale łamie prawa człowieka, więc przymykamy na to oko. Pan był wczoraj terrorystą, ale dziś sytuacja się zmieniła i jest Pan bojownikiem o wolność. A Pan, przeciwnie - dziś jest już terrorystą. Dość powiedzieć, że Zachód wymyślił, a po części sam na serio uwierzył w chochoła nie z tej ziemi: Ukrainę walczącą o wartości europejskie. Jeśli rozumiemy je w kontekście Europy początku XXI wieku (a tak właśnie rozumują ludzie tego chochoła tworzący), to Ukraina jest od nich bardzo daleko. To jest typowe państwo postsowieckie ze wszystkimi tego konsekwencjami, a nie żadna Europa. Ale... jej niepodległość była w interesie niektórych, więc wymyślono taką narrację. 7. „Za AfD i Le Pen będzie lepsza Europa? Tak?!”. Tu znów wracamy do pytania: „A Jasiek ma lepsze stopnie?”. Póki co nie ma AfD i Le Pen u władzy. Póki co są nasze ukochane elity, a Europa AD 2026 to wynik ich działań. Wzrosty poparcia dla AfD i Le Pen również. Ale odpowiadając na pytanie: nie, nie mam żadnej pewności, że za rządów AfD czy Le Pen będzie lepiej... 8. „Wierzę w świat wartości Zachodu, który pod przywództwem Ameryki rozszerzył się na Polskę i teraz chciałbym tego samego dla Ukrainy. Jestem naiwny?”. Powiedziałbym: jest Pan na co dzień zainteresowany innymi sprawami, mądry i inteligentny w swoich dziedzinach, ale w polityce pokłada Pan zbyt dużą wiarę w propagandę. ;) To niestety znacznie bardziej skomplikowane. Samo zaś „przywództwo USA nad wolnym światem”... Pięknie brzmi, ale częstokroć oznacza narzucanie własnej woli i własnej polityki, instrumentalne traktowanie znacznie słabszych partnerów, karmienie ich pięknymi słówkami, a przede wszystkim sprzedawanie naiwnej idei, że istnieje jakiś „interes wolnego świata”. Nie ma czegoś takiego. Jest interes USA. Czy zawsze taki sam jak interes Czech? Czasem tak, a czasem nie... A czy zawsze taki sam jak interes Hiszpanii? Czasem tak, a czasem nie. A czy interes Hiszpanii jest ZAWSZE taki sam jak interes Estonii? Interes wolnego świata przypominał mieszkańców dziesięciopiętrowego bloku, którzy w spokojnych czasach mówili, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Aż przyszła powódź i okazało się, że mieszkaniec parteru ma najgorzej, na drugim i trzecim piętrze zaczyna się strach, a na dziesiątym - bailando i „chwilo, trwaj!”. Mieszkaniec parteru mówi, że trzeba wynosić rzeczy z mieszkań i ratować, co zostało. Mieszkaniec trzeciego piętra negocjuje z czwartym, czy może się tam przenieść, a mieszkaniec dziesiątego mówi, że żadne pontony, pompy i inne pierdoły, tylko kupujemy grilla i piwko, bo co prawda trochę pada, ale temperatura w sam raz na grilla. I tak - to uproszczenie, ale mam nadzieję, że cokolwiek obrazuje. 9. „To, co Pan pisze, Amerykanin może pisać, bo jest bezpieczny, a nie my. My możemy być następni. I co wtedy? Co, jeśli Putin zabije Panu kobietę albo matkę? Też będzie Pan pierdolił te swoje farmazony?!”. Rzeczywistość nie zmieni się ani przez chciejstwo, ani przez to, że dotkną mnie jej negatywne konsekwencje. Wszyscy chcielibyśmy świata, w którym istnieje lek na raka, nikt nie umiera na tę chorobę i nie jest ona dla nikogo wyrokiem, jak często jest dzisiaj. Czy sam fakt oburzenia, że tak nie jest, zmieni cokolwiek? Czy powiedzenie „Ludzie NIE POWINNI umierać na raka” cokolwiek zmieni? Czy jeśli jutro Putin uderzy w mój dom dronem ze sklejki, a moja kobieta dostanie nim między oczy podczas suszenia włosów, to mam nagle obrazić się na rzeczywistość, wyprzeć ją i ogłosić, że jednak Ukraina wygrywa wojnę? No nie... (Swoją drogą mózg tak czasem działa, że tak się dzieje, by bronić się przed zaistniałą sytuacją i nie zwariować, ale to znów - niczego nie zmienia). Rzeczywistość nie zmieni się pomimo przykrych konsekwencji, które poniosę ja, pojedynczy człowiek, czy ktokolwiek inny. Oczywiście ludzie potrafią zmieniać rzeczywistość i na nią wpływać, ale muszą też znać swoje granice. Nie rozszerzymy demokracji na cały świat, nie zlikwidujemy wojen... Tak często obserwowane przeze mnie oburzenie, różnego rodzaju wzmożenia i inne emocje, z których tak drwię, nie są elementami poznania rzeczywistości. Nie zbliżają nas do prawdy, niczego nam nie mówią. Co mi po oburzeniu, że Trump postępuje inaczej, niż chce Europa, niż ja chce? 10. „Ma Pan pretensje do Chin, USA czy Rosji o to, że Europa jest w takim położeniu?”. Nie. To znów do niczego nie prowadzi. Nie mamy zbyt dużego wpływu na to, co zrobi Ameryka czy Chiny. Mamy jednak wpływ na to, co robimy my. I na tym powinniśmy się skupić.
🇺🇲🇪🇺🇷🇺 Z mieszaniną rozbawienia i smutku czytam europejskie komentarze (w tym część polskich) o tym, że trzeba stawiać na silną Europę, bo zły Trump postanowił dogadywać się z Putinem i Ameryka straciła „mandat do bycia liderem wolnego świata”. Po pierwsze ten, kto mówi o „wolnym świecie” i USA jako jego liderze, niestety nie rozumie, jak funkcjonuje amerykański hegemon, który haseł demokracji, wolnego świata i innych pierdół używa do budowania własnych interesów, wpływów i zależności. Od surowców, przez rynki zbytu i technologie, po wojskowość... Oczywiście są tacy, którzy zdają sobie z tego sprawę i próbują się jakoś ułożyć, ale są i tacy, którzy na serio uwierzyli w „wolny świat i amerykańskiego lidera”. Po drugie zależność mentalna Europejczyków od Amerykanów jest tak wielka, że wobec USA nie potrafimy nawet używać takich pojęć, jakich powinno się używać wobec silnych mocarstw w dyskusji o ich wpływie - szpiegostwo, zależność, możliwość oszustwa... Zależność od Rosji? Oczywistość. Szpiegostwo gospodarcze Chin? Oczywistość. Zależność od Ameryki i szpiegostwo CIA? Absolutnie nie. CIA szpieguje tylko złych (znaczy reżimy, a nie demokracje), a od Ameryki nie ma zależności - jest przywiązanie i przyjaźń. Po trzecie zależność mentalna Europejczyków od Amerykanów jest tak wielka, że jak tylko odejdzie Trump i przyjdzie uśmiechnięty demokrata, przecwelowane elity europejskie wrócą do starego myślenia. Już wtedy Ameryka będzie dobra. Mandat odzyskany. Po czwarte zależność mentalna Europejczyków jest tak wielka, że jakikolwiek zarzut pod adresem Ameryki musi spotkać się z podejrzeniem, czy aby nie pracujesz dla Chin albo Rosji, tak jakby nie dało się krytykować Ameryki z naszej, a nie rosyjskiej czy chińskiej perspektywy. Najbardziej u Fajnoeuropejczyków śmieszy mnie wciąż powtarzane stwierdzenie, że Ameryka straciła mandat do roli przywódcy wolnego świata... A kto go dał i czym on jest? Co w związku z tym? Czym zagrozimy, zaszantażujemy, przekonamy Amerykanów? Co zrobisz poza gadaniem i oburzeniem? I to, Drodzy Państwo, nie jest żadna obrona polityki Trumpa (bo już widzę te komentarze: „Aha, Europa zła, a Trump robi dobrze, tak?”). To wskazanie, w jakiej czarnej dupie wszyscy jesteśmy, dając się wciągnąć w amerykańsko-rosyjską wojnę na Ukrainie, co do której na serio uwierzyliśmy, że chodzi tam o jakieś demokracje i wolne światy i że Ukraina jest dobra, a Rosja zła. Nigdy nie byłem zwolennikiem Trumpa, ale Hegseth powiedział bardzo mądre słowa, które każdy Europejczyk powinien wbić sobie do głowy (cytat z pamięci): Jakkolwiek wolność słowa, demokracja i prawa człowieka są ważne, to nie będziesz mógł strzelać demokracją, nie nakarmisz dziecka wolnością słowa i nie podasz swojej mamie praw człowieka zamiast substancji czynnej leku. A my tutaj, na tym kontynencie, pewne rzeczy uznaliśmy za taki pewnik i standard, że właśnie strzelamy wolnością słowa, świat karcimy naszym oburzeniem, a nakarmimy prawami człowieka.
12
11
3
86
5,249
🇺🇲🇪🇺🇷🇺 Z mieszaniną rozbawienia i smutku czytam europejskie komentarze (w tym część polskich) o tym, że trzeba stawiać na silną Europę, bo zły Trump postanowił dogadywać się z Putinem i Ameryka straciła „mandat do bycia liderem wolnego świata”. Po pierwsze ten, kto mówi o „wolnym świecie” i USA jako jego liderze, niestety nie rozumie, jak funkcjonuje amerykański hegemon, który haseł demokracji, wolnego świata i innych pierdół używa do budowania własnych interesów, wpływów i zależności. Od surowców, przez rynki zbytu i technologie, po wojskowość... Oczywiście są tacy, którzy zdają sobie z tego sprawę i próbują się jakoś ułożyć, ale są i tacy, którzy na serio uwierzyli w „wolny świat i amerykańskiego lidera”. Po drugie zależność mentalna Europejczyków od Amerykanów jest tak wielka, że wobec USA nie potrafimy nawet używać takich pojęć, jakich powinno się używać wobec silnych mocarstw w dyskusji o ich wpływie - szpiegostwo, zależność, możliwość oszustwa... Zależność od Rosji? Oczywistość. Szpiegostwo gospodarcze Chin? Oczywistość. Zależność od Ameryki i szpiegostwo CIA? Absolutnie nie. CIA szpieguje tylko złych (znaczy reżimy, a nie demokracje), a od Ameryki nie ma zależności - jest przywiązanie i przyjaźń. Po trzecie zależność mentalna Europejczyków od Amerykanów jest tak wielka, że jak tylko odejdzie Trump i przyjdzie uśmiechnięty demokrata, przecwelowane elity europejskie wrócą do starego myślenia. Już wtedy Ameryka będzie dobra. Mandat odzyskany. Po czwarte zależność mentalna Europejczyków jest tak wielka, że jakikolwiek zarzut pod adresem Ameryki musi spotkać się z podejrzeniem, czy aby nie pracujesz dla Chin albo Rosji, tak jakby nie dało się krytykować Ameryki z naszej, a nie rosyjskiej czy chińskiej perspektywy. Najbardziej u Fajnoeuropejczyków śmieszy mnie wciąż powtarzane stwierdzenie, że Ameryka straciła mandat do roli przywódcy wolnego świata... A kto go dał i czym on jest? Co w związku z tym? Czym zagrozimy, zaszantażujemy, przekonamy Amerykanów? Co zrobisz poza gadaniem i oburzeniem? I to, Drodzy Państwo, nie jest żadna obrona polityki Trumpa (bo już widzę te komentarze: „Aha, Europa zła, a Trump robi dobrze, tak?”). To wskazanie, w jakiej czarnej dupie wszyscy jesteśmy, dając się wciągnąć w amerykańsko-rosyjską wojnę na Ukrainie, co do której na serio uwierzyliśmy, że chodzi tam o jakieś demokracje i wolne światy i że Ukraina jest dobra, a Rosja zła. Nigdy nie byłem zwolennikiem Trumpa, ale Hegseth powiedział bardzo mądre słowa, które każdy Europejczyk powinien wbić sobie do głowy (cytat z pamięci): Jakkolwiek wolność słowa, demokracja i prawa człowieka są ważne, to nie będziesz mógł strzelać demokracją, nie nakarmisz dziecka wolnością słowa i nie podasz swojej mamie praw człowieka zamiast substancji czynnej leku. A my tutaj, na tym kontynencie, pewne rzeczy uznaliśmy za taki pewnik i standard, że właśnie strzelamy wolnością słowa, świat karcimy naszym oburzeniem, a nakarmimy prawami człowieka.
35
40
4
266
20,539
„Utajniona rusofilia niemieckich elit”, „rusofilię niełatwo się mierzy”, „szczerość rozliczeń”, „długotrwała prorosyjskość rządów federalnych”. Szkoda, że nie ma nic o "grzechach" niemieckiej polityki i warunkach "rozgrzeszenia" oraz "zbawieniu" i po ilu dniach się zmartwychwstaje... Niektórym naprawdę się wydaje i nie jestem w stanie pojąć dlaczego, że jakaś tam polityka wobec Rosji była wielkim, dosłownie metafizycznym, religijnym złem, bo ta najechała Ukrainę, a moment inwazji zapoczątkował czyściec dla dawnych grzeszników, którzy zgrzeszyli "Rosją" i teraz Niemcy czy Amerykanie mają potępiać w czambuł polityków, którzy współpracowali z Rosją. Śmieszność i niezrozumienie tematu... Czy popełniono pewne błędy w polityce względem Rosji, np. ze strony Niemiec? Bezapelacyjnie. Zależność nigdy nie jest dobra, zwłaszcza wobec państwa takiego jak Rosja. Czy należy Ostpolitik potępiać w stu procentach, bo Rosja zaatakowała Ukrainę? Nie. Raz się wadzi­my, a raz się godzimy. Raz mamy takie warunki, a raz inne. I tak się ta karuzela kręci. Nie ma żadnej „rusofilii” w rozmowach z Rosją ani w prowadzeniu jakiejkolwiek polityki wobec Rosji. To brak zrozumienia tematu. Nie ma żadnego "udawania" wobec Ukrainy i żadnej przy tym "ukrytej rusofilii". Jest zmiana polityki wobec Rosji i Ukrainy. To normalne. Na jak długo? Zobaczymy. (Znaczy są oczywiście w Niemczech jak i wszędzie rusofile, ale robienie polityki z Rosją nie jest jej przejawem). I jeśli jutro Niemcy podpiszą jakiś supertraktat z Węgrami, który przyniesie szereg korzyści obu stronom, to nie będzie to żadna „madziarofilia”, tylko po prostu umowa z Węgrami. Andreas Umland zaś wypisuje chłopskorozumowe bzdury. Porównuje skazanie jednego człowieka w jednym kraju za branie łapówki z nieskazaniem człowieka w drugim kraju, gdzie mamy do czynienia z „wynagradzaniem” i lobbingiem. Tylko że to drugie, zdaje się, w przeciwieństwie do brania łapówki, nie było nielegalne. Nie mamy pomysłu na jakikolwiek reset z Rosją poza krzykiem oburzenia, który nic nie znaczy i wskazywaniem grzeszników w religii, która nie istnieje. I nawet jeśli ktoś uważa, że dla Polski reset z Rosją to najgorszy scenariusz (co też jest bardziej skomplikowane, ale zostawmy to już) to polityków, analityków i elitę mamy od tego, by na najgorszy scenariusz byli przygotowani. Nasi zaś są jak kierowca autobusu, co umie jechać tylko prostą drogą, w słoneczny dzień i do 50km/h. Deszcz na górskiej serpentynie w nocy? Oj to nie, nie... Tak nie potrafię. Oburzenie i tak nie powinno być. Powinno zawsze słońce świecić, a drogi powinny być proste.
Dylemat, który może dręczyć i ministra Wadephula, polega na tym, że poczucie zagrożenia ze strony Rosji zniknie, gdy do głównego nurtu wróci prorosyjskość. A może wrócić dzięki przejęciu władzy przez AfD, czego Wadephul i reszta elit by nie chcieli. Może więc dla dobra sprawy, czyli niedopuszczenia do władzy AfD, lepiej przejąć jej nastawienie do Moskwy? Chodzą mi po głowie cytaty z wywiadu-rzeki z Rafałem Trzaskowskim, opublikowanego przed zeszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Trzaskowski, kandydat obozu na pewno nie antyniemieckiego, mówił, że obawia się „dzisiaj tylko utajonej” rusofilii elit niemieckich. Rusofilię niełatwo się mierzy. Podobnie jak szczerość rozliczeń z długoletnią prorosyjskością niemieckich rządów federalnych, której symbolem było przedstawianie Nord Streamów z tanim rosyjskim gazem jako „prywatnego projektu biznesowego”. W jakimś sensie tę szczerość podsumował niemiecki politolog Andreas Umland (od lat bardzo zaangażowany po stronie Ukrainy). Napisał właśnie, że w Wielkiej Brytanii były nacjonalistyczny europoseł Nathan Gill został skazany za branie łapówek za lobbowanie na rzecz Rosji na 10 i pół roku więzienia. A jaki los spotkał w RFN byłego kanclerza Gerharda Schrödera, którego Rosja przez lata świetnie wynagradzała za lobbowanie na rzecz jej państwowych firm i jej polityki zagranicznej? Schröder, podkreślił Umland, dostał w 2023 r. od swojej partii (nadal rządzącej) odznaczenie dla zasłużonych - Złotą Szpilkę Honorową SPD. Fragment felietonu z poprzedniego „Plusa Minusa” @rzeczpospolita
1
4
16
1,173
🇩🇪🇨🇳Według ustaleń „Der Spiegel" były szef BND miał przekazywać dokumenty chińskiemu wywiadowi. Oskarżenie postawione przez prokuraturę dotyczy przygotowywania analiz dla współpracownika obcego wywiadu. Hanning miał wielokrotnie po swojej służbie jeździć do Chin, gdzie znał się z wysoko postawionym dyplomatą i wojskowym Wangiem Jianzhengiem - uznawanym za jednego z najlepszych znawców Niemiec w chińskich służbach, służącym w ambasadzie Chin w NRD, a następnie bywającym w RFN po zjednoczenia. Na emeryturze Wang nadal zajmował się Niemcami, tłumaczył książki (w tym jedną byłego kanclerza Schrödera). W chińskiej wersji jednej z nich w przedmowie znajdują się nawet podziękowania dla Hanninga za „wskazówki i rozjaśnianie sytuacji”. W 2017 roku Wang i Hanning spotkali się w Chinach w celu nawiązania współpracy gospodarczej, odwiedzając razem kilka chińskich firm. W 2023 roku nazwiska obu panów pojawiły się również na konferencji Europa - Chiny. Władze RFN NIE komentują oficjalnie, czy związek Hanninga z Wangiem jest przedmiotem śledztwa. Obrońca Hanninga utrzymuje, że oskarżenia jego klienta o przekazywanie informacji na szkodę Niemiec, a tym bardziej za pieniądze, są absolutnie bezpodstawne.
🇩🇪Zapraszam na mój komentarz dotyczący zatrzymania byłego szefa BND Augusta Hanninga pod zarzutem przekazywania informacji obcemu wywiadowi. Po pierwsze zatrzymanie z podejrzeniem o szpiegostwo, przekazywanie informacji czy zwerbowanie było już kilkakrotnie (albo i więcej) obecne w niemieckim życiu publicznym (choć nie na tak wysokim szczeblu) i za każdym, ale to absolutnie każdym razem, pojawiała się od razu informacja, o jaką służbę zagraniczną chodzi. I to były współprace dla różnych służb – rosyjskich, amerykańskich czy chińskich i z różnym zaangażowaniem. Tym razem nie (o tym, dla kogo, za chwilę). Ciekawy jest już ten fakt. Po drugie później wypłynął Azerbejdżan. Państwo z jednej strony bliskie Rosji, z drugiej - jak powtarza każdy związany ze służbami - CIA jest dosłownie wszędzie i byłby to ciekawy kandydat jako pośrednik, bo cień nie pada na USA. Oczywiście pojawiają się jakieś bzdurki dla ludzi „łączących kropki” o podejrzanych biznesach w Rosji, Chinach, ale też w Izraelu, ale sam fakt podawanie właśnie tej papki, a nie dowodów przez media świadczy najlepiej, że dowodów o kogo chodzi w mediach brak. Niemieckie media, w tym państwowe, podkreślają, że śladów prowadzących do Rosji brak (z wiadomych przyczyn podkreśla się tylko to państwo). Po trzecie sprawdziłem sobie najnowsze nastroje w Niemczech w kontekście wojny na Ukrainie. Przez długi czas były to nastroje rozkładające się mniej więcej po 1/3 - 33% Niemców chciało zwiększenia pomocy dla Unrainie, 33% uznawało ją za wystarczającą, a 33% uważało, że Niemcy robią za dużo dla Ukrainy. Badania z września tego roku dla niemieckiej Jedynki pokazują już coś innego: 38% uważa dalej, że pomoc jest w sam raz, ale już tylko 14% domaga się jej zwiększenia, zaś 42% twierdzi, że Niemcy robią za dużo. Jednocześnie połowa niemieckiego społeczeństwa (zachód trochę bardziej niż wschód) uważa Rosję za bardzo duże zagrożenie dla swojego kraju. I teraz pytanie brzmi: dla jakiej służby współpraca szefa BND byłaby bardzo niekorzystna do ujawnienia z perspektywy mocno wspierającego Ukrainę rządu Merza, skoro wcześniej takie informacje ujawniano od razu? Odpowiedź pozostawiam Państwu.
3
1
2
41
3,175
🇩🇪Zapraszam na mój komentarz dotyczący zatrzymania byłego szefa BND Augusta Hanninga pod zarzutem przekazywania informacji obcemu wywiadowi. Po pierwsze zatrzymanie z podejrzeniem o szpiegostwo, przekazywanie informacji czy zwerbowanie było już kilkakrotnie (albo i więcej) obecne w niemieckim życiu publicznym (choć nie na tak wysokim szczeblu) i za każdym, ale to absolutnie każdym razem, pojawiała się od razu informacja, o jaką służbę zagraniczną chodzi. I to były współprace dla różnych służb – rosyjskich, amerykańskich czy chińskich i z różnym zaangażowaniem. Tym razem nie (o tym, dla kogo, za chwilę). Ciekawy jest już ten fakt. Po drugie później wypłynął Azerbejdżan. Państwo z jednej strony bliskie Rosji, z drugiej - jak powtarza każdy związany ze służbami - CIA jest dosłownie wszędzie i byłby to ciekawy kandydat jako pośrednik, bo cień nie pada na USA. Oczywiście pojawiają się jakieś bzdurki dla ludzi „łączących kropki” o podejrzanych biznesach w Rosji, Chinach, ale też w Izraelu, ale sam fakt podawanie właśnie tej papki, a nie dowodów przez media świadczy najlepiej, że dowodów o kogo chodzi w mediach brak. Niemieckie media, w tym państwowe, podkreślają, że śladów prowadzących do Rosji brak (z wiadomych przyczyn podkreśla się tylko to państwo). Po trzecie sprawdziłem sobie najnowsze nastroje w Niemczech w kontekście wojny na Ukrainie. Przez długi czas były to nastroje rozkładające się mniej więcej po 1/3 - 33% Niemców chciało zwiększenia pomocy dla Unrainie, 33% uznawało ją za wystarczającą, a 33% uważało, że Niemcy robią za dużo dla Ukrainy. Badania z września tego roku dla niemieckiej Jedynki pokazują już coś innego: 38% uważa dalej, że pomoc jest w sam raz, ale już tylko 14% domaga się jej zwiększenia, zaś 42% twierdzi, że Niemcy robią za dużo. Jednocześnie połowa niemieckiego społeczeństwa (zachód trochę bardziej niż wschód) uważa Rosję za bardzo duże zagrożenie dla swojego kraju. I teraz pytanie brzmi: dla jakiej służby współpraca szefa BND byłaby bardzo niekorzystna do ujawnienia z perspektywy mocno wspierającego Ukrainę rządu Merza, skoro wcześniej takie informacje ujawniano od razu? Odpowiedź pozostawiam Państwu.
6
3
1
26
4,227
Pisałem o tym kilka razy: główną przeszkodą dla Międzymorza i innych inicjatyw Trójmorza było, jest i będzie: - inne spojrzenie państw regionu na Niemcy i Rosję - znacznie mniej chętne budowaniu jakiegoś bieguna, ustawianiu się „konfrontacyjnie” i konfrontacyjnie z Niemcami czy Rosją (wojna znacznie zmieniła spojrzenie na Rosję, ale to nie potrwa wiecznie) - inne spojrzenie państw regionu na samą Polskę, w której nie widzą one naturalnego lidera do przewodzenia takiemu projektowi (a Polacy siebie jak najbardziej). Nawet jeśli Rosja dość mocno wypadła dziś z obiegu, nikt nie szuka oparcia w Polsce. Mało tego - niektórzy, jeśli już mają Polskę w swoim historycznym obiegu, to często jako coś w rodzaju byłego dominatora. I tego absolutnie nie zmienia fakt, że Polska jest najsilniejszym gospodarczo, a być może także militarnie, państwem regionu. Po prostu inni przyciągają bardziej.
„Auf der Karte Europas ist der Partner, der uns am nächsten ist, Deutschland“ to.welt.de/2YlWW7N
23
5
1
61
5,544
🇩🇪Nie. Kordon sanitarny wokół AfD się nie rozpadł. Kordon dotyczy wchodzenia z AfD w koalicje, a nie jakiejkolwiek współpracy (jak np. wspólne głosowania). Te już się dzieją i są normą, bo parlamenty mają setki głosowań, a głosować można tylko na trzy sposoby, więc nie ma możliwości, żeby zawsze głosować inaczej niż AfD. Trzeba rozróżnić dwie rzeczy: - Wybór przewodniczącego parlamentu – to dokonało się dzisiaj i tutaj od początku BSW mówiła, że poprze kandydata AfD w zamian za poparcie ich kandydata. AfD również prowadziła w tej sprawie rozmowy z paroma członkami innych partii. - Wybór Siegmunda na premiera – tutaj wszystkie, ale to absolutnie wszystkie partie nie poprą kandydata AfD, choć paru ludzi z różnych partii może się wyłamać. BSW zapowiedziało współpracę przy niektórych głosowaniach, ale tylko tyle. Kordon dotyczy stanowiska całej partii wobec koalicji z AfD i to jest niezmienne. AfD lubi skubać członków innych partii i czasem udaje jej się kogoś wyskubać do głosowania, lecz nie ma w tym nic nowego. Nawet jeśli Siegmund zostanie premierem poprzez zebranie odpowiedniej liczby głosów, nie utworzy koalicji, a co za tym idzie, będzie mieć rząd mniejszościowy – coś, czego, jak sam deklarował, chce uniknąć. Kordon padnie wtedy, kiedy któraś z partii oficjalnie ogłosi chęć wejścia w koalicję z AfD. Niektóre nie zrobią tego nigdy, inne moim zdaniem mogą się ugiąć, lecz wspólne głosowania, podkradanie ludzi do głosowania po stronie AfD, tak samo jak „tajne” spotkania, mają miejsce już od dawna.
Kordon sanitarny wobec AfD rozpadł się i zwyciężyła demokracja.
1
2
20
1,466
- No i wtedy klikło mu się na klawiaturze i poszło do województwa lubuskiego zamiast lubelskiego... - To można powiedzieć, że to alert przeciwko zwycięstwu AfD na wschodzie Niemiec... wiecie co my robimy tym alertem? My dajemy nim znać, że granica jest nie do ruszenia. Przez ten alert wyją stare piastowskie głosy nad słowiańskim lasami ziemi lubuskiej... - Aaale panie kierowniku oni nie rzadzą z tej AfD, tylko jakieś wybory wygrali. - Jak wygrali wybory, to mogą rządzić? Tak czy nie? - No tak... - No właśnie... a my wyciem dajemy świadectwo słowiańskości tych ziem, nim oni w ogóle zaczęli rządzić. Cóż to byłaby za skuteczność, jakbyśmy wyli już po zdobyciu przez nich władzy? - W zasadzie to syren w ogóle nie było... dziś to alert tylko poszedł... - To błąd! Należy wyć syrenami od Wrocławia przez Zieloną Górę i Gorzów Wielkopolski aż po sam Szczecin. Co Wy myślicie...? Że oni w tej AfD się waszego alertu przestraszą? Oni muszą czuć, że jesteśmy gotowi jak w... że jesteśmy gotowi. - Tak jest! Wyć i rozsyłać alerty od jutro w dolnośląskiem lubuskiem i zachodniopomorskiem... - Tak sobie teraz myślę... że zagrożenie może czyhać wszędzie. Jaką mamy teraz porę roku? - Jesień panie kierowniku... - A jak dajmy na to w łódzkim tramwaju jadąca rano staruszka do lekarza po deszczu, który spadnie i lekko przymarznie w nocy, poślizgnie się na schodach tramwaju... to jaką mamy pewność, że to nie Putin? - A w łódzkich tramwajach są same niskopodłogowe. One nie mają schodów.... - OHO! Czujność uśpiona! A co wy myślicie?! Że tylko na schodach może się przewrócić? Ta staruszka!? - No nie panie kierowniku... - No właśnie. Od jutra alert dla województwa łódzkiego i syreny od rana, nim tramwaje wyjadą na trasę. I rozesłać instrukcje dla emerytów i rencistów - zakaz jazdy tramwajem do lekarza. Nakaz korzystania z pojazdów pozbawionych nawierzchni śliskiej...i sprawdźcie mi gdzie w Polsce jeżdżą jeszcze te stare tramwaje ze schodami. To może być broń w rękach Putina. Natychmiast wycofać. A od przyszłego tygodnia alerty i syreny w całej Polsce. Niech naród widzi, że działamy, że jesteśmy gotowi. I pamiętajcie - dziś to nie była żadna pomyłka. To było świadectwo, że byliśmy, jesteśmy, będziemy!
Komunikat Rządowego Centrum Bezpieczeństwa w sprawie błędnej wysyłki Alertu RCB Podczas dzisiejszej wysyłki Alertu RCB dotyczącego zagrożenia z powietrza doszło do pomyłki. Wiadomość przeznaczona dla osób przebywających na terenie województwa lubelskiego została omyłkowo skierowana do odbiorców w województwie lubuskim. Ostrzeżenie zawarte w tej wiadomości dotyczyło województwa lubelskiego. Skierowanie jej do odbiorców w województwie lubuskim było błędem po stronie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Mamy świadomość, że Alert RCB jest dla odbiorców sygnałem do podjęcia działań służących ochronie życia i zdrowia. Błędnie skierowane ostrzeżenie mogło wywołać niepokój oraz skłonić mieszkańców do podjęcia działań ochronnych. Przepraszamy wszystkich odbiorców błędnie wysłanych wiadomości za pomyłkę, niepokój i utrudnienia, które mogła spowodować.
1
4
16
1,149
🇩🇪Lekko w obronie kanclerza Merza: Po pierwsze gdyby spytać ludzi, którzy są niezadowoleni z rządu Merza, co konkretnie ma zrobić, żeby byli zadowoleni, nie byłoby konkretnych odpowiedzi, poza ogólnikami: żeby było lepiej, żeby były miejsca pracy i żeby było jak kiedyś i w ogóle żeby uchodźcy się integrowali. Ale jak to zrobić - tu już gorzej z odpowiedzią... A to co było se ne vrati bo pewien model się wyczerpał. Nie zmieni tego inny kandydat CDU i nie zmieni tego zmiana rządu. Po drugie będzie jeszcze gorzej, moim zdaniem, bo RFN będą czekać gruntowne reformy, które ludziom oczywiście też nie będą się podobać. Od reformy rozgraniczenia kompetencji między federacją a landami, przez sprawność samego państwa, system podatkowy, energię i przemysł, aż po wojsko. A takie rzeczy docenia się po latach, a czasem wcale. Po trzecie Merz trafił na pechowy czas, w którym chadecy przechodzą drogę, jaką przeszła już SPD - stania się jedną z wielu partii po wcześniejszym duopolu. I dodajmy do tego, że koalicja Merza z AfD też by tego nie zatrzymała, bo wyborcy chadeków nie chcą koalicji z AfD. Zwalczanie AfD przyniosło skutki odwrotne do oczekiwanych. Po prostu skończył się czas panowania chadeków od centrum po prawej skrajności. Po dekadach rządów socjaldemokratów i chadeków, razem bądź z przybudówkami, niemiecki wyborca dostał inne alternatywy na lewo i prawo - to musiało mieć swoje konsekwencje.
Trzeba przyznać że skuteczność Merza w niszczeniu CDU jest oszałamiająca.
9
5
45
2,801
Niech spoczywa w pokoju. Waldka bardzo szanowałem za tak rzadką w komentariacie umiejętność krytycznego spojrzenia na własną stronę. I ponieważ Waldek sam o tym mówił, to dziś za nim powtórzę to ja: Powinniśmy przestać patrzeć na nadwagę jako coś normalnego i pozytywnego. Nie dlatego, że „źle wygląda”, ale dlatego, że ma konsekwencje dla zdrowia - i to cały szereg, od układu krążenia, przez hormonalny, oddechowy i odpornościowy, na nerwowym kończąc. #bodypositive powinien obowiązywać w przypadku ludzkich niedoskonałości w postaci blizn, różnych rodzajów urody, chorób czy amputacji kończyn, a nie osób mówiących: „Mam 40 kilo nadwagi i dobrze się z tym czuję”, bo krzywdzą tym samych siebie i dają zły przykład. I żeby była jasność - to nie o Waldku i nie stawianie diagnozy dla jego przypadku, a jedynie powtórzenie ważnego przekazu za nim.
Z ogromnym bólem informuję, że dziś w nocy zmarł mój najbliższy przyjaciel Waldemar Krysiak - Myślozbir (@myslozbir). Waldek był dla tysięcy osób głosem, który znali z internetu. Dla mnie był przede wszystkim jednym z najbliższych ludzi w moim życiu i w tej chwili bardzo trudno mi znaleźć słowa. Proszę, podajcie tę wiadomość dalej, żeby dotarła do osób, które Waldka znały, czytały, oglądały i które były z nim związane przez te wszystkie lata. O szczegółach dotyczących pożegnania poinformujemy, kiedy będziemy mogli.
7
5
120
7,003