Pinned Tweet
Będę Was zachęcał, bo to dzieło mojego życia. Póki co😉
Mazowszanka była zespołem kultowym i zasłużyła na własną opowieść. 18 rozdziałów o glorii, chwale i upadku, ponad 430 stron zaskakujących historii, ponad 40 zdjęć. #plkpl
Przedsprzedaż, zapraszam -> idz.do/mazowszanka
Łukasz Cegliński retweeted
🎾Maja Chwalińska się denerwuje, ale to maskuje. I stara się dalej
🎾Trener nie spodziewał się takich rzeczy jak pokonanie Igi Świątek i wygranie tak dużego turnieju już teraz
🎾Jutro decyzja czy Maja zagra w Ningbo
Rozmowa z Jaroslavem Machovskym ⤵️
sport.pl/tenis/7,64987,33084…
- Nie płakałem - mówi wzruszony i roześmiany Jaroslav Machovsky. Trener Mai Chwalińskiej zdradza, że jego zawodniczka wcale nie jest wolna od nerwów, gdy przegrywa 2:6, 0:2 w finale wielkiego turnieju. - Maskuje to. I stara się dalej - mówi Machovsky. I zdradza, że przed ich teamem teraz ważna decyzja.
Autorem tekstu jest @LukaszJachimiak
Więcej: sport.pl/tenis/7,64987,33084…
"KIKO" WRACA DO GRY - ZAWODNIK, TRENER, DYREKTOR? #plkpl
Paweł Kikowski – czy to ikona Polskiej Ligi Koszykówki? 18 rozegranych sezonów. Czwarty strzelec ligi w XXI wieku (zdobył 5303 punkty, jest drugi za Łukaszem Koszarkiem, Filipem Dylewiczem i Damianem Kuligiem). Drugi gracz pod względem celnych trójek (840, tylko za Koszarkiem). Szósty, jeśli chodzi o liczbę rozegranych meczów (539).
Ale nie, ikona to za dużo powiedziane. Była gwiazda ligi? Takie stwierdzenie też moim zdaniem jest jednak na wyrost – jeśli gwiazda, to raczej drużyn drugiego szeregu. Ale jednocześnie mam nieodparte wrażenie, że ligową osobowością „Kiko” był.
No właśnie - był, czy może jeszcze będzie? 40-letni obecnie obwodowy strzelec szykuje się właśnie do debiutu w pierwszoligowym Enea Basket Poznań – podpisał dwumiesięczny kontrakt na czas leczenia kontuzji przez Jana Malesę.
Zadzwoniłem do Pawła, żeby podpytać o proces decyzyjny. - Przede wszystkim myślę, że i dla klubu, i dla mnie, taka dwumiesięczna umowa to dobry pomysł. A cała sprawa zaczęła się ode mnie - sam podpowiedziałem agentowi, żeby zadzwonił do Poznania. Widziałem, że Basket ma kilka kontuzji, pomyślałem, że mogę im pasować. Chciałem się poruszać, pograć, paliwo w baku ciągle jest. Zaczęliśmy rozmawiać i od słowa do słowa się dogadaliśmy - mówi Kikowski.
Z Basketem trenuje od wtorku. - W gazie nie jestem, ale nie jestem też zapuszczony. W lecie ćwiczyłem trochę z chłopakami z Get Better, trenowałem indywidualnie w Szczecinie, ćwiczyłem też z amatorskim zespołem 23minds.AI, w którym gra m.in. Karol Pytyś. W najbliższy weekend miałem debiutować z nimi w lidze amatorskiej, bo zostałem zgłoszony, ale wyszło na to, że szykuję się do meczu w I lidze.
Zacząłem się zastanawiać, jak Kikowskiemu pójdzie w ligowym graniu (w minionym sezonie w Spójni Stargard rzucał po 10,3 punktu na mecz), zacząłem też wspominać jego karierę. Przypomniał mi się jego udany sezon w wieku 21-22 lat w pamiętnym Polpaku Świecie z Bobbym Dixonem i Erikiem Hicksem – w rozgrywkach 2007/08 mocno postawił się w półfinale Prokomowi Trefl Sopot, a młody "Kiko" rzucał po 7,8 punktu. Pamiętam też, jak w sezonie 2008/09 przyjechał z Kotwicą Kołobrzeg do Warszawy i w drugiej kwarcie meczu z Polonią zdobył 20 punktów z rzędu – od stanu 20:19 dla gości, do 40:31 punktował tylko on.
I generalnie pamiętam dobrego, bardzo dobrego strzelca z – jak napisałem wyżej – aspirujących do czołówki zespołów. Kikowski rozegrał w PLK wspomniane 18 sezonów (i 22 mecze w reprezentacji kraju), ale nie zdobył żadnego medalu – największe sukcesy to Puchary Polski z 2009 roku z Kotwicą Kołobrzeg i 2014 roku z Treflem Sopot. Najlepsze sezony? Wybrałbym 2015/16, oczywiście w Kingu Szczecin, kiedy „Kiko” miał 14,3 punktu przy 41 proc. skuteczności za trzy, a do tego dokładał 2,5 zbiórki oraz 2,4 asysty. W przeliczeniu na 36 minut były to jego najlepsze rozgrywki z sześcioletniego szczytu kariery w Szczecinie.
Debiut Kikowskiego w Poznaniu? W niedzielę 18 października Basket zagra u siebie z Sokołem Łańcut. Ale wiecie co, pogadaliśmy z Pawłem nie tylko o graniu, ale też o skończonym kursie trenerskim, licencjacie z zarządzania zasobami ludzkimi, wymieniliśmy trochę uwag o tym, co dzieje się w koszykówce. Nie zdziwcie się, jak za kilka lat - a może już niedługo? - Paweł Kikowski zostanie dyrektorem sportowym jakiegoś klubu.
Zaproponowała @Owca89 obejrzenie Łukasza Kłaczka na żywo, ale prawda jest taka, że na Koło i mecz Polonia - WKK przyjechałem obejrzeć Szymona Łatę (rocznik 2009, 187 cm). I dobrze się wstrzeliłem! #plkpl
Decyzje. Większość z nich trafiona. Kiedy wjechać, kiedy podać. Szybkość i technika w tych akcjach też na dobrym poziomie. Grał niewiele, trzy dość krótkie fragmenty, ale w każdym z nich było, na co popatrzeć.
10 minut, 12 punktów (5/8 z gry), zbiórka, trzy asysty. Dobry mecz, trzymam kciuki za kolejne. Łata to jeden z naszych najbardziej obiecujących graczy z rocznika 2009.
Polonia - WKK 81:89, mocna końcówka gości.
Łukasz Cegliński retweeted
KLASA DAMIANA KULIGA - ALE JAK DO NIEJ DOSZEDŁ? #plkpl
Oglądając piątkowe zwycięstwo Twardych Pierników z Astorią, sporo myślałem o Damianie Kuligu. Nie zagrał wybitnego meczu, byli lepsi w tym spotkaniu, ale zagrał bardzo dobrze. 14 punktów, osiem zbiórek, trzy asysty, dwa przechwyty, ale poza cyferkami widziałem też mądre rozrzucenia po podwojeniach, dobre ruchy w obronie itd. Można powiedzieć, że po raz kolejny zachwyciłem się 39-letnim podkoszowym. 39-letnim!
I tak sobie myślę, że Damian miał dwie kariery, a przełomem stał się sezon 2014/15, kiedy w wieku 27 lat Kulig z buta wszedł do Euroligi i zapracował na europejską część kariery. Potem spędził cztery lata w silnej lidze tureckiej (Trabzonspor, Banvit Bandirma, Büyükşehir Belediyespor ze Stambułu) – grał tam na bardzo dobrym poziomie, także w europejskich pucharach. A potem wrócił do Polski i od wielu lat jest czołowym podkoszowym ligi.
Teraz pozwolę sobie jednak przypomnieć początki kariery Kuliga i jego drogę – wcale nie tak oczywistą, trochę wyboistą. Opisałem ją ze szczegółami w 2014 roku, w momencie, gdy Damian był liderem strzelców Euroligi – miał średnio 20,2 punktu po meczach z Panathinaikosem, Fenerbahce, Barceloną i Bayernem!. Zapraszam, to jest ciekawa - i długa! - podróż:
"Zaczynał w Piotrkowie, w którym tradycji koszykarskich nie ma - miejscowy zespół zaliczył tylko kilka niezłych sezonów w drugiej lidze w latach 70. Piotrcovia po raz pierwszy awansowała do niej w 1969 roku, 10 lat później zajęła drugie miejsce w grupie A - wyprzedził ją tylko ŁKS Łódź. I to był najlepszy sezon w historii piotrkowskiej koszykówki - w latach 80. drużyna balansowała między drugą a trzecią ligą, w 1990 roku, po spadku, na kilka lat sekcję rozwiązano.
W 1995 roku powołano UMKS Piotrcovię, która pięć lat później wywalczyła awans do drugiej ligi. Ale akurat trafiła na reformę rozgrywek, po której druga liga stała się trzecim poziomem rozgrywek. Kulig miał wówczas 13 lat, a koszykówkę trenował w rodzinnym mieście od trzech - najpierw w szkole podstawowej nr 3, potem w klubie. - To była miłość od pierwszego kozła - przypomina Kulig.
- Zobaczyłem go w trzeciej klasie szkoły podstawowej, wystawał 30 centymetrów ponad kolegów. Chudy chłopak, niezbyt silny. Powiedziałbym nawet, że fizycznie słaby - wspomina Krzysztof Kołodziejczyk, nauczyciel wuefu i pierwszy trener Kuliga. W szkole, a także w Piotrcovii, prowadzili go później Ireneusz Nowak, Piotr Piątkowski, Cezary Turowicz i Jacek Włuka. - Jestem bardzo wdzięczny każdemu trenerowi, którego spotkałem na swojej drodze. Każdy z nich nauczył mnie czegoś innego - mówi koszykarz.
Początki w Piotrkowie były różne. - Fajny chłopak, chętny do pracy, ideał młodego zawodnika, można powiedzieć - zaczyna wspomnienie Piątkowski. - Wyróżniał się wzrostem, był grzeczny. A grał bardzo dobrze - gdy był w piątej klasie, na turniejach wybierany był do najlepszych piątek, mimo że grał ze starszymi rocznikami. Miał ksywkę "Łapa", bo tak trafiał.
- Ale w piątej czy szóstej klasie myślałem, że Damian już nie wróci do sportu - miał problemy ze zdrowiem, chorował, było podejrzenie gruźlicy - opowiada trener z Piotrkowa. - Leczył się w szpitalu pulmonologicznym pod Łodzią, przez kilka miesięcy nie tylko nie mógł trenować, ale nawet ćwiczyć na wuefie. Ale wyzdrowiał i wrócił.
- Jak był starszy, to zdarzało się jednak, że na treningi trzeba go było już przyciągać za uszy - przyznaje Piątkowski. - Miał w klasie kolegów ze swojego blokowiska, takich osiedlowych "gangsterów". Przychodził maj, czerwiec i Damian wolał przesiadywać z nimi, ciągnęli go do siebie. Ale też szanowali, wiedzieli, co potrafi i jaki ma talent. A my z Damianem rozmawialiśmy, tłumaczyliśmy mu, że ma szansę na poważną grę, karierę, pieniądze. I on wracał na treningi, pracował - dodaje trener.
Wysoki, utalentowany gracz z dobrym rzutem wzbudzał zainteresowanie trenerów kadr młodzieżowych, w 2004 roku trafił do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Kozienicach. I choć Kulig spędził tam tylko rok, bo szkołę rozwiązano, to trenerzy z Piotrkowa mówią, że wyszło mu to na dobre. - On koszykówkę lubił, ale za ciężkimi treningami nie przepadał. A w Warce treningi były jak lekcje - nie można było ich opuszczać tak jak czasem popołudniowych zajęć w klubie - zauważa Kołodziejczyk.
Po roku w Kozienicach Kulig wrócił do Piotrkowa - do liceum, do klubu. Dokończył szkołę średnią, zdając maturę, a w drugiej lidze rzucał średnio po 20 i 21,4 punktu na mecz w dwóch kolejnych sezonach - w tym drugim zaliczył też kilka występów w pierwszej lidze, w Team Polska Katowice, który z założenia miał ogrywać na zapleczu ekstraklasy młode talenty.
W 2007 roku był podstawowym zawodnikiem reprezentacji do lat 20, która w Warszawie walczyła o awans do dywizji A. Kulig grał dobrze, ale siedzący na trybunach skauci z NBA nie mieli w swoich notesach nazwiska misiowatego gracza z łatką lenia. Większe zainteresowanie wzbudzali wówczas rówieśnik Kuliga Michał Gabiński czy o rok młodszy Kamil Pietras. Pierwszy, utalentowany i wszechstronny podkoszowy ze Stalowej Woli, miał już podpisany sześcioletni kontrakt z Anwilem Włocławek, drugi, mierzący 209 cm środkowy, jako zawodnik słoweńskiej Olimpii Lublana wyrastał na nadzieję reprezentacji seniorów.
Kariery Pietrasa, Gabińskiego i Kuliga zaczęły się różnić właśnie podczas trudnego przejścia z wieku juniora do seniorów. O dwóch pierwszych bywało głośno, ale mówiło się głównie o tym, że nie grali. Pietras zmieniał kluby na Słowenii, Gabiński tracił ważne lata, siedząc na ławce we Włocławku. A Kulig grał - w drugiej lidze w Piotrkowie, potem w pierwszej w Big Starze Tychy, który wybrał mimo propozycji z ekstraklasy.
- Pamiętam, że kilka lat temu wiele osób zarzucało mu, że gra tyle czasu w drugiej, a potem w pierwszej lidze, gdy powinien być w ekstraklasie, ale jak się spojrzy na jego rówieśników, na mnie, to widać, że miał rację. My, mając 20-22 lata, poszliśmy do ekstraklasy i trochę się nią zachłysnęliśmy, a on spokojnie grał i nabierał pewności - mówi Tomasz Ochońko, rozgrywający pierwszoligowej Stali Ostrów, o rok starszy od Kuliga jego dobry kolega z klubów z Kozienic, Tychów, Starogardu, Poznania.
Kulig nie wybrał popularnej drogi - Gabiński, Pietras, a także urodzeni w połowie lat 80. Wojciech Barycz czy Mateusz Jarmakowicz stawiali na szybkie awanse. Wybierali kluby duże lub wielkie - Jarmakowicz był w Benettonie Treviso i Realu Madryt, Barycz trafił do Włoch, Pietras do wspomnianej Olimpii. I przepadali. Owszem, przeszkodziły im kontuzje. Ale żaden z nich, nawet zdrowy, nigdy nie zagrał na miarę możliwości, na miarę talentu.
- Czy ktoś mi doradzał? Nie, nikt. Sam wybrałem taką ścieżkę kariery - mówi Kulig. I tłumaczy: - Doświadczenie, jakie zbierałem grając przez długi czas w niższych ligach, teraz procentuje. Bardzo cierpliwie szlifowałem wszystkie elementy gry, weryfikowałem swoje możliwości na różnych szczeblach i poziomach ligowych. Dzięki temu mam świadomość tego, co potrafię, tego, co mogę zrobić na boisku. Dlatego tak pewnie czuję się na parkiecie.
W 2005 roku Kulig miał propozycje z pierwszoligowej Resovii. Rok później, gdy Andrej Urlep powołał go na pierwsze konsultacje w seniorskiej reprezentacji, koszykarz był bliski Siarki Tarnobrzeg. Potem trenował też u Arkadiusza Konieckiego w AZS Koszalin. W końcu, w 2007 roku, trafił do Big Stara Tychy.
- Pojechaliśmy do niego do Piotrkowa, rozmawialiśmy z Damianem, z jego mamą. Tłumaczyłem mu, jak wyobrażam sobie jego rozwój, nad czym chcę pracować. Zaznaczałem, że Damian będzie grał u mnie dużo, po 30 minut - wspomina trener Big Stara Tomasz Służałek. - To, co spodobało mi się w Damianie, to jego słowność. Powiedział mi: "Trenerze, będę u pana grał" i choć potem dostawał propozycje z ekstraklasy, to jednak dotrzymał obietnicy.
Służałek tłumaczy: - W ekstraklasie w trakcie sezonu nie ma czasu na treningi indywidualne z młodzieżą - liczy się ćwiczenie taktyki, gra się o wynik. A w Tychach mogliśmy go uczyć podstaw. Mieliśmy różne zadania - poprawienie techniki rzutu, nauczenie Damiana gry nie tylko tyłem, ale też przodem do kosza, dążyliśmy do wyrównania jego umiejętności. Wyrównania, bo Kulig przyszedł do nas z nieźle rozwiniętą grą w ataku, ale brakami w obronie.
Damian miał treningi indywidualne, a z zespołem ćwiczyliśmy czasem tak, że dzieliliśmy drużynę na małych i wysokich, i każda grupa pracowała nad właściwą jej techniką - opowiada trener. - Jeśli chodzi o pracę na treningach, to nie mogę Damianowi nic zarzucić - urazów praktycznie nie miał, w trakcie sezonów nie opuszczał treningów. Problem był jeden - po wakacjach wracał z nadwagą, którą musieliśmy zbijać.
Łatka leniucha szybko odpadła, wszyscy trenerzy prowadzący Kuliga w drużynach seniorskich podkreślają, że koszykarz z Piotrkowa pracował w ich zespołach dużo i chętnie. Ale problem nadwagi był realny. Kiedy się zaczął? - Jak poszedł do liceum do Kozienic, to zaczął dojrzewać - wspomina Piątkowski. - Znów sporo urósł, nabrał masy - pewnie także dlatego, że zaczął nad nią pracować w siłowni. Potem jednak "zbyczał" już za bardzo. Chyba przeszkadzało mu nieracjonalne odżywianie - dodaje trener.
Kulig w trakcie sezonu wyglądał nieźle, ale w wakacje tył. Przy wzroście 204 cm momentami dobijał nawet do 130 kg. - Damian walczył ambitnie, ale nie był najlepiej przygotowany fizycznie. Przede wszystkim musi dbać o swoją wagę. Liczymy na niego w przyszłości - mówił w 2011 roku selekcjoner Ales Pipan, gdy uzasadniał pozostawienie Kuliga poza kadrą na mistrzostwa Europy na Litwie.
Koszykarz zadbał o siebie dopiero w Zgorzelcu, do którego trafił w marcu 2012 roku z rozpadającego się PBG Basket Poznań. Klub zapewnił mu pomoc trenera od przygotowania fizycznego, doradzał w sprawie diety, ale najważniejsza była samoświadomość zawodnika.
- Mam tendencję do tycia i muszę się bardzo pilnować - przyznaje Kulig. - W poprzednich latach w przerwie między sezonami robiłem sobie wakacje, ale teraz trenuję niemal codziennie. Wakacji rozumianych jako odpoczynek już dla mnie nie ma - dodaje. - Miałem świadomość, że żeby wspiąć się na wyższy koszykarski poziom, muszę zrzucić zbędne kilogramy. Wiedziałem, że nie byłem tak dynamiczny, jak mogę być. Czasami odczuwałem dyskomfort podczas gry - szczerze opowiada zawodnik.
Kulig zrzucił 16 kg, w tej chwili waży nieco ponad 110. I podkreśla, jak dużą rolę miała w tej walce rodzina: - Kluczem do zrzucenia zbędnych kilogramów była przeprowadzka mojej żony do Zgorzelca. Ona wzięła na siebie aspekt motywacyjny i pomagała mi konsekwentnie realizować zaproponowaną dietę. Dziękuję mojej rodzinie za to, że wspierała mnie w tym trudnym dla mnie, ale na szczęście bardzo skutecznym procesie - podkreśla zawodnik.
I teraz Kulig już nie tylko trafia z dystansu lub, przepychając się, spod obręczy. Dynamiczne manewry tyłem do kosza wyprowadzają w pole obrońców, wejścia z kozłem z obwodu kończą się trafieniami. A połączenie jednego z drugim daje znakomite efekty. Akcję z wyjazdowego meczu z Barceloną, w której Kulig świetnie ograł chorwackiego środkowego Ante Tomicia, można oglądać bez końca.
Ale płynnych akcji, piwotów, półhaków i rzutów po obronie w Eurolidze nie byłoby, gdyby Kulig przez kilka lat nie ćwiczył ich w meczach drugiej, a potem pierwszej ligi. Służałek: - Damian grał dużo, robił postępy, rozwijał się, uczył się podejmować trudne decyzje. To bardzo ważne, jego koledzy, którzy poszli do ekstraklasy, tego nie doświadczyli. A on stawał się coraz ważniejszym graczem drużyny, lokalną gwiazdą.
Po pierwszym sezonie w Tychach Damian znów miał propozycje z wyższej ligi, ale wytłumaczyłem mu, że potrzebuje jeszcze roku w pierwszej lidze. Umówiliśmy się, że jak awansujemy, to zostanie. Ale powiedziałem mu, że jak to się nie uda, to musi odejść, by dalej się rozwijać. Myślę, że gdyby Damian trafił do ekstraklasy wcześniej, to by w niej zginął - uważa Służałek, a jego zdanie podzielają też inni rozmówcy.
W Tychach, czołowym zespole pierwszej ligi, który do ekstraklasy jednak nie awansował, Kulig zdobywał średnio po 17,9, a potem po 15,4 punktu. Podczas drugiego sezonu koszykarz spotkał się z Marcinem Sekułą, prawnikiem z Włocławka, który jako agent reprezentował wówczas m.in. Ochońkę. - Przedstawiłem mu swoją wizję rozwoju jego kariery, opowiedziałem o trenerze Miliji Bogiceviciu, z którym też współpracowałem. Zaznaczyłem, że Milija miał w swojej karierze moment, w którym w Kraljevie współpracował z Nenadem Krsticiem. I Damian wyraził zainteresowanie przejściem do Polpharmy, którą prowadził Bogicević - opowiada Sekuła.
Bogicević: - Damian był młody, ambitny i miał szczęście, że w Polpharmie spotkał Patricka Okafora i Urosa Mirkovicia. Podkoszowych skrajnie różnych, ale jednak wiedzących wiele o manewrach pod obręczą. Damian z nimi trenował, uczył się, no i korzystał na tym, że graliśmy wówczas wiele akcji pod kosz i na obwód.
Początki w ekstraklasie nie były dla Kuliga łatwe - w 32 meczach 22-letni koszykarz rzucał średnio po 9,4 punktu na mecz, miewał momenty, kiedy miał dość treningów u Serba, ale zaciskał zęby. - Wielu koszykarzy dzwoni do swoich agentów i narzeka, żali się. Ale nie Damian. Myślę, że on zaimponował tym Bogiceviciowi - mówi Sekuła. A Kulig, który wspominał, że każdemu z dotychczasowych trenerów wiele zawdzięcza, dodaje: - Szczególny sentyment mam do trenera Miliji Bogicevicia, który dał mi szansę w ekstraklasie i nie przestał we mnie wierzyć nawet w momencie kontuzji.
Kontuzja, zerwanie więzadeł krzyżowych w lewym kolanie, przydarzyła się Kuligowi podczas play-off, po którym Polpharma zdobyła ostatecznie brązowe medale. Ale Kulig już tego nie oglądał - najpierw przeszedł operację w Łodzi, a potem przeniósł się do Włocławka, w którym mieszka Sekuła. Tam rehabilitował się przez pół roku u świetnego specjalisty Piotra Abrolata. I nikt go nie poganiał. W międzyczasie Kulig, śladem Bogicevicia, zmienił Polpharmę na PBG, ale klub z Poznania czekał.
Kulig do gry wrócił w grudniu, w pierwszym meczu z Polonią zdobył 15 punktów w 18 minut. W całym sezonie, w którym PBG postraszyło w ćwierćfinaleTurów, doprowadzając do piątego meczu w Zgorzelcu, wystąpił w 18 spotkaniach, rzucał średnio po 10,1 punktu. W kolejnym był już ligową gwiazdą - dla PBG, które ze względów finansowych straciło większość kluczowych graczy, rzucał po 15,7 punktu. Ale sezonu w Poznaniu nie dokończył, w marcu przeszedł do Turowa, którego trenerem był wówczas Jacek Winnicki.
- Damian ma wielki talent. To oczywiste, ale trzeba to podkreślić, bo z takimi zawodnikami po prostu pracuje się łatwiej - mówi Miodrag Rajković, który objął Turów kilka miesięcy później. - W lecie 2012 roku oglądałem go w meczach eliminacji EuroBasketu w kadrze Alesa Pipana. Pamiętam mecz z Finlandią, w którym Damian miał bardzo dobre wejście z ławki. Zaadaptowałem nawet jeden schemat gry z kadry do Turowa - wspomina serbski trener.
Mecz z Finlandią? Trudny, wyjazdowy, w którym zwycięstwo było bardzo ważne. Polacy wygrali go 96:91, ale walka toczyła się do ostatnich chwil. Kulig wszedł na boisko dopiero w 28. minucie i już z niego nie zszedł. Zdobył siedem ważnych punktów. Może nie z łatwością, ale jednak z pewnością. Wypracowaną przez lata w Piotrkowie, Tychach, Starogardzie i Poznaniu, gdzie nauczył się brać na siebie odpowiedzialność.
Bogicević zauważa: - W przypadku Damiana bardzo ważne jest to, że jak trenuje, tak gra. Naprawdę, jeśli w ciągu tygodnia dobrze prezentuje się na treningach, to można mieć pewność, że w meczu wypadnie podobnie. To wielki atut. Podobnie jak bardzo dobry rzut i świetna technika.
Drugi pełny sezon Kuliga w Zgorzelcu był dla niego ważny ze względu na mistrzostwo Polski zespołu - pierwsze w historii Turowa, pierwsze w karierze zawodnika. Ale dla koszykarza bardzo ważne były też występy w lidze VTB. Zgorzelczanie rozegrali w niej 18 spotkań, Kulig wystąpił we wszystkich - średnio zdobywał po 14,4 punktu oraz 4,3 zbiórki. Czterokrotnie rzucał po ponad 20 punktów, udowadniając sobie, że na tym poziomie też potrafi robić to, co ćwiczy na treningach.
Ale w trakcie rozgrywek doszło do wstrząsu. Pod koniec stycznia anonimowa osoba opublikowała w internecie film, na którym widać, jak Kulig, a także inny gracz Turowa Tony Taylor, przyjmują infuzję dożylną. Zgodnie z przepisami antydopingowymi - zabronioną, chyba że objętość podawanego płynu nie przekracza 50 ml lub zawodnik ma na to zgodę Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie. Ale zgody nie było. Koszykarzom groziło dwuletnie zawieszenie.
Turów wyjaśniał, że przyczyną infuzji było zatrucie pokarmowe, a zabiegu dokonano na zlecenie lekarza. - Mieliśmy problemy zdrowotne i takie były zalecenia lekarza. To nie było jednak nic takiego, co byłoby niedozwolone - mówił kilka dni później Kulig w rozmowie z serwisem Sportowe Fakty. Teraz w ogóle nie chce wracać do sprawy.
Do zawieszenia nie doszło. Sprawa była skomplikowana, Komisja do Zwalczania Dopingu w Sporcie przekazała Polskiej Lidze Koszykówki, że jej zdaniem do złamania przepisów antydopingowych doszło, ale nie przedstawiła jednoznacznego dowodu, że objętość podawanego płynu przekroczyła 50 ml. Sędzia Dyscyplinarny PLK uznał, że dowody pośrednie są niewystarczające, by jednoznacznie stwierdzić naruszenie przepisów.
Kulig mógł grać dalej. W finale ligi ze Stelmetem, który Turów wygrał 4-2, zdobywał średnio po 11,3 punktu, został powołany do reprezentacji. Ze względu na ślub z Agnieszką, której rolę w postępach koszykarza podkreślają wszyscy, dostał zezwolenie od trenera Mike'a Taylora na późniejszy przyjazd na zgrupowanie. Przez kilka dni dochodził do formy, ale zdążył na końcówkę rywalizacji o awans - w najważniejszych, zwycięskich meczach z Niemcami i Austrią Kulig rzucał odpowiednio 16 i 22 punkty.
Co o ostatnim etapie rozwoju swojego podkoszowego myśli Rajković? - Uważam, że Damianowi pomogły szczególnie dwie rzeczy - lepszy zespół, lepsi gracze wokół niego, którzy sprawili, że jemu gra się łatwiej. Po drugie: gra w Europie - w kadrze, w lidze VTB, w Eurolidze. Damian miał okazję konfrontować się, regularnie sprawdzać z lepszymi. Równał do nich.
W jakich elementach Kulig może rozwinąć się jeszcze najbardziej? - Za kluczowe uznaję dwa aspekty. Po pierwsze - fizyczny. On musi się wzmocnić, choć niełatwo będzie znaleźć na to czas w napiętym sezonie i przerwie wakacyjnej, w której będzie grał w reprezentacji. Po drugie - defensywa. Damian pokazuje w Eurolidze, że potrafi bronić dobrze, ale ja będę od niego wymagał więcej - zapowiada Rajković.
Kulig docenia serbskiego trenera. - Pod skrzydłami Miodraga Rajkovicia zrobiłem największy postęp. Wiem, że trener miał wobec mnie plan, który sukcesywnie realizował i dlatego jestem teraz w tym miejscu, w którym jestem. Dziękuję, trenerze! - prosi, by napisać koszykarz."
O tym samym pomyślałem :) #plkpl #KoszKadra
Łukasz Cegliński retweeted
Ruszyła pierwsza licytacja przekazanego przez @MGortat gadżetu na aukcję, z której dochód zostanie przekazany na leczenie ośmioletniej Lenki Woźniak. Karta kolekcjonerska z autografem "Polish Hammera" 🔥 Proszę, podajcie dalej 🙏 #NBApl #plkpl
facebook.com/groups/78474274…
Dobrze, że Courtney Ramey zakręcił się kilka razy w końcówce pierwszej połowy, bo myślałem, że usnę przy Start - Arka. Amerykanin z podwójną motywacją przeciwko byłej drużynie, 48:34, Arka słabiutka w pierwszej części. #plkpl
Łukasz Cegliński retweeted
Łukasz Cegliński retweeted
Sobotnie popołudnie, to najlepszy czas aby w redakcji #NieMówŻeDorzucisz powitać Conleya Garrisona z @basket_zg z niezawodnym @MartinMuras na 🎙️ #plkpl
Łukasz Cegliński retweeted
Idze Świątek w polskim hicie zabrakło zdrowia. Ale absolutnie nieuczciwe wobec Mai Chwalińskiej byłoby stwierdzenie, że Świątek przegrała z kontuzją. Z Chwalińską też przegrała. Bo Chwalińska rozegrała kolejny wielki mecz
W ogóle to było coś świetnego! 🎾
sport.pl/tenis/7,64987,33083…
KLASA DAMIANA KULIGA - ALE JAK DO NIEJ DOSZEDŁ? #plkpl
Oglądając piątkowe zwycięstwo Twardych Pierników z Astorią, sporo myślałem o Damianie Kuligu. Nie zagrał wybitnego meczu, byli lepsi w tym spotkaniu, ale zagrał bardzo dobrze. 14 punktów, osiem zbiórek, trzy asysty, dwa przechwyty, ale poza cyferkami widziałem też mądre rozrzucenia po podwojeniach, dobre ruchy w obronie itd. Można powiedzieć, że po raz kolejny zachwyciłem się 39-letnim podkoszowym. 39-letnim!
I tak sobie myślę, że Damian miał dwie kariery, a przełomem stał się sezon 2014/15, kiedy w wieku 27 lat Kulig z buta wszedł do Euroligi i zapracował na europejską część kariery. Potem spędził cztery lata w silnej lidze tureckiej (Trabzonspor, Banvit Bandirma, Büyükşehir Belediyespor ze Stambułu) – grał tam na bardzo dobrym poziomie, także w europejskich pucharach. A potem wrócił do Polski i od wielu lat jest czołowym podkoszowym ligi.
Teraz pozwolę sobie jednak przypomnieć początki kariery Kuliga i jego drogę – wcale nie tak oczywistą, trochę wyboistą. Opisałem ją ze szczegółami w 2014 roku, w momencie, gdy Damian był liderem strzelców Euroligi – miał średnio 20,2 punktu po meczach z Panathinaikosem, Fenerbahce, Barceloną i Bayernem!. Zapraszam, to jest ciekawa - i długa! - podróż:
"Zaczynał w Piotrkowie, w którym tradycji koszykarskich nie ma - miejscowy zespół zaliczył tylko kilka niezłych sezonów w drugiej lidze w latach 70. Piotrcovia po raz pierwszy awansowała do niej w 1969 roku, 10 lat później zajęła drugie miejsce w grupie A - wyprzedził ją tylko ŁKS Łódź. I to był najlepszy sezon w historii piotrkowskiej koszykówki - w latach 80. drużyna balansowała między drugą a trzecią ligą, w 1990 roku, po spadku, na kilka lat sekcję rozwiązano.
W 1995 roku powołano UMKS Piotrcovię, która pięć lat później wywalczyła awans do drugiej ligi. Ale akurat trafiła na reformę rozgrywek, po której druga liga stała się trzecim poziomem rozgrywek. Kulig miał wówczas 13 lat, a koszykówkę trenował w rodzinnym mieście od trzech - najpierw w szkole podstawowej nr 3, potem w klubie. - To była miłość od pierwszego kozła - przypomina Kulig.
- Zobaczyłem go w trzeciej klasie szkoły podstawowej, wystawał 30 centymetrów ponad kolegów. Chudy chłopak, niezbyt silny. Powiedziałbym nawet, że fizycznie słaby - wspomina Krzysztof Kołodziejczyk, nauczyciel wuefu i pierwszy trener Kuliga. W szkole, a także w Piotrcovii, prowadzili go później Ireneusz Nowak, Piotr Piątkowski, Cezary Turowicz i Jacek Włuka. - Jestem bardzo wdzięczny każdemu trenerowi, którego spotkałem na swojej drodze. Każdy z nich nauczył mnie czegoś innego - mówi koszykarz.
Początki w Piotrkowie były różne. - Fajny chłopak, chętny do pracy, ideał młodego zawodnika, można powiedzieć - zaczyna wspomnienie Piątkowski. - Wyróżniał się wzrostem, był grzeczny. A grał bardzo dobrze - gdy był w piątej klasie, na turniejach wybierany był do najlepszych piątek, mimo że grał ze starszymi rocznikami. Miał ksywkę "Łapa", bo tak trafiał.
- Ale w piątej czy szóstej klasie myślałem, że Damian już nie wróci do sportu - miał problemy ze zdrowiem, chorował, było podejrzenie gruźlicy - opowiada trener z Piotrkowa. - Leczył się w szpitalu pulmonologicznym pod Łodzią, przez kilka miesięcy nie tylko nie mógł trenować, ale nawet ćwiczyć na wuefie. Ale wyzdrowiał i wrócił.
- Jak był starszy, to zdarzało się jednak, że na treningi trzeba go było już przyciągać za uszy - przyznaje Piątkowski. - Miał w klasie kolegów ze swojego blokowiska, takich osiedlowych "gangsterów". Przychodził maj, czerwiec i Damian wolał przesiadywać z nimi, ciągnęli go do siebie. Ale też szanowali, wiedzieli, co potrafi i jaki ma talent. A my z Damianem rozmawialiśmy, tłumaczyliśmy mu, że ma szansę na poważną grę, karierę, pieniądze. I on wracał na treningi, pracował - dodaje trener.
Wysoki, utalentowany gracz z dobrym rzutem wzbudzał zainteresowanie trenerów kadr młodzieżowych, w 2004 roku trafił do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Kozienicach. I choć Kulig spędził tam tylko rok, bo szkołę rozwiązano, to trenerzy z Piotrkowa mówią, że wyszło mu to na dobre. - On koszykówkę lubił, ale za ciężkimi treningami nie przepadał. A w Warce treningi były jak lekcje - nie można było ich opuszczać tak jak czasem popołudniowych zajęć w klubie - zauważa Kołodziejczyk.
Po roku w Kozienicach Kulig wrócił do Piotrkowa - do liceum, do klubu. Dokończył szkołę średnią, zdając maturę, a w drugiej lidze rzucał średnio po 20 i 21,4 punktu na mecz w dwóch kolejnych sezonach - w tym drugim zaliczył też kilka występów w pierwszej lidze, w Team Polska Katowice, który z założenia miał ogrywać na zapleczu ekstraklasy młode talenty.
W 2007 roku był podstawowym zawodnikiem reprezentacji do lat 20, która w Warszawie walczyła o awans do dywizji A. Kulig grał dobrze, ale siedzący na trybunach skauci z NBA nie mieli w swoich notesach nazwiska misiowatego gracza z łatką lenia. Większe zainteresowanie wzbudzali wówczas rówieśnik Kuliga Michał Gabiński czy o rok młodszy Kamil Pietras. Pierwszy, utalentowany i wszechstronny podkoszowy ze Stalowej Woli, miał już podpisany sześcioletni kontrakt z Anwilem Włocławek, drugi, mierzący 209 cm środkowy, jako zawodnik słoweńskiej Olimpii Lublana wyrastał na nadzieję reprezentacji seniorów.
Kariery Pietrasa, Gabińskiego i Kuliga zaczęły się różnić właśnie podczas trudnego przejścia z wieku juniora do seniorów. O dwóch pierwszych bywało głośno, ale mówiło się głównie o tym, że nie grali. Pietras zmieniał kluby na Słowenii, Gabiński tracił ważne lata, siedząc na ławce we Włocławku. A Kulig grał - w drugiej lidze w Piotrkowie, potem w pierwszej w Big Starze Tychy, który wybrał mimo propozycji z ekstraklasy.
- Pamiętam, że kilka lat temu wiele osób zarzucało mu, że gra tyle czasu w drugiej, a potem w pierwszej lidze, gdy powinien być w ekstraklasie, ale jak się spojrzy na jego rówieśników, na mnie, to widać, że miał rację. My, mając 20-22 lata, poszliśmy do ekstraklasy i trochę się nią zachłysnęliśmy, a on spokojnie grał i nabierał pewności - mówi Tomasz Ochońko, rozgrywający pierwszoligowej Stali Ostrów, o rok starszy od Kuliga jego dobry kolega z klubów z Kozienic, Tychów, Starogardu, Poznania.
Kulig nie wybrał popularnej drogi - Gabiński, Pietras, a także urodzeni w połowie lat 80. Wojciech Barycz czy Mateusz Jarmakowicz stawiali na szybkie awanse. Wybierali kluby duże lub wielkie - Jarmakowicz był w Benettonie Treviso i Realu Madryt, Barycz trafił do Włoch, Pietras do wspomnianej Olimpii. I przepadali. Owszem, przeszkodziły im kontuzje. Ale żaden z nich, nawet zdrowy, nigdy nie zagrał na miarę możliwości, na miarę talentu.
- Czy ktoś mi doradzał? Nie, nikt. Sam wybrałem taką ścieżkę kariery - mówi Kulig. I tłumaczy: - Doświadczenie, jakie zbierałem grając przez długi czas w niższych ligach, teraz procentuje. Bardzo cierpliwie szlifowałem wszystkie elementy gry, weryfikowałem swoje możliwości na różnych szczeblach i poziomach ligowych. Dzięki temu mam świadomość tego, co potrafię, tego, co mogę zrobić na boisku. Dlatego tak pewnie czuję się na parkiecie.
W 2005 roku Kulig miał propozycje z pierwszoligowej Resovii. Rok później, gdy Andrej Urlep powołał go na pierwsze konsultacje w seniorskiej reprezentacji, koszykarz był bliski Siarki Tarnobrzeg. Potem trenował też u Arkadiusza Konieckiego w AZS Koszalin. W końcu, w 2007 roku, trafił do Big Stara Tychy.
- Pojechaliśmy do niego do Piotrkowa, rozmawialiśmy z Damianem, z jego mamą. Tłumaczyłem mu, jak wyobrażam sobie jego rozwój, nad czym chcę pracować. Zaznaczałem, że Damian będzie grał u mnie dużo, po 30 minut - wspomina trener Big Stara Tomasz Służałek. - To, co spodobało mi się w Damianie, to jego słowność. Powiedział mi: "Trenerze, będę u pana grał" i choć potem dostawał propozycje z ekstraklasy, to jednak dotrzymał obietnicy.
Służałek tłumaczy: - W ekstraklasie w trakcie sezonu nie ma czasu na treningi indywidualne z młodzieżą - liczy się ćwiczenie taktyki, gra się o wynik. A w Tychach mogliśmy go uczyć podstaw. Mieliśmy różne zadania - poprawienie techniki rzutu, nauczenie Damiana gry nie tylko tyłem, ale też przodem do kosza, dążyliśmy do wyrównania jego umiejętności. Wyrównania, bo Kulig przyszedł do nas z nieźle rozwiniętą grą w ataku, ale brakami w obronie.
Damian miał treningi indywidualne, a z zespołem ćwiczyliśmy czasem tak, że dzieliliśmy drużynę na małych i wysokich, i każda grupa pracowała nad właściwą jej techniką - opowiada trener. - Jeśli chodzi o pracę na treningach, to nie mogę Damianowi nic zarzucić - urazów praktycznie nie miał, w trakcie sezonów nie opuszczał treningów. Problem był jeden - po wakacjach wracał z nadwagą, którą musieliśmy zbijać.
Łatka leniucha szybko odpadła, wszyscy trenerzy prowadzący Kuliga w drużynach seniorskich podkreślają, że koszykarz z Piotrkowa pracował w ich zespołach dużo i chętnie. Ale problem nadwagi był realny. Kiedy się zaczął? - Jak poszedł do liceum do Kozienic, to zaczął dojrzewać - wspomina Piątkowski. - Znów sporo urósł, nabrał masy - pewnie także dlatego, że zaczął nad nią pracować w siłowni. Potem jednak "zbyczał" już za bardzo. Chyba przeszkadzało mu nieracjonalne odżywianie - dodaje trener.
Kulig w trakcie sezonu wyglądał nieźle, ale w wakacje tył. Przy wzroście 204 cm momentami dobijał nawet do 130 kg. - Damian walczył ambitnie, ale nie był najlepiej przygotowany fizycznie. Przede wszystkim musi dbać o swoją wagę. Liczymy na niego w przyszłości - mówił w 2011 roku selekcjoner Ales Pipan, gdy uzasadniał pozostawienie Kuliga poza kadrą na mistrzostwa Europy na Litwie.
Koszykarz zadbał o siebie dopiero w Zgorzelcu, do którego trafił w marcu 2012 roku z rozpadającego się PBG Basket Poznań. Klub zapewnił mu pomoc trenera od przygotowania fizycznego, doradzał w sprawie diety, ale najważniejsza była samoświadomość zawodnika.
- Mam tendencję do tycia i muszę się bardzo pilnować - przyznaje Kulig. - W poprzednich latach w przerwie między sezonami robiłem sobie wakacje, ale teraz trenuję niemal codziennie. Wakacji rozumianych jako odpoczynek już dla mnie nie ma - dodaje. - Miałem świadomość, że żeby wspiąć się na wyższy koszykarski poziom, muszę zrzucić zbędne kilogramy. Wiedziałem, że nie byłem tak dynamiczny, jak mogę być. Czasami odczuwałem dyskomfort podczas gry - szczerze opowiada zawodnik.
Kulig zrzucił 16 kg, w tej chwili waży nieco ponad 110. I podkreśla, jak dużą rolę miała w tej walce rodzina: - Kluczem do zrzucenia zbędnych kilogramów była przeprowadzka mojej żony do Zgorzelca. Ona wzięła na siebie aspekt motywacyjny i pomagała mi konsekwentnie realizować zaproponowaną dietę. Dziękuję mojej rodzinie za to, że wspierała mnie w tym trudnym dla mnie, ale na szczęście bardzo skutecznym procesie - podkreśla zawodnik.
I teraz Kulig już nie tylko trafia z dystansu lub, przepychając się, spod obręczy. Dynamiczne manewry tyłem do kosza wyprowadzają w pole obrońców, wejścia z kozłem z obwodu kończą się trafieniami. A połączenie jednego z drugim daje znakomite efekty. Akcję z wyjazdowego meczu z Barceloną, w której Kulig świetnie ograł chorwackiego środkowego Ante Tomicia, można oglądać bez końca.
Ale płynnych akcji, piwotów, półhaków i rzutów po obronie w Eurolidze nie byłoby, gdyby Kulig przez kilka lat nie ćwiczył ich w meczach drugiej, a potem pierwszej ligi. Służałek: - Damian grał dużo, robił postępy, rozwijał się, uczył się podejmować trudne decyzje. To bardzo ważne, jego koledzy, którzy poszli do ekstraklasy, tego nie doświadczyli. A on stawał się coraz ważniejszym graczem drużyny, lokalną gwiazdą.
Po pierwszym sezonie w Tychach Damian znów miał propozycje z wyższej ligi, ale wytłumaczyłem mu, że potrzebuje jeszcze roku w pierwszej lidze. Umówiliśmy się, że jak awansujemy, to zostanie. Ale powiedziałem mu, że jak to się nie uda, to musi odejść, by dalej się rozwijać. Myślę, że gdyby Damian trafił do ekstraklasy wcześniej, to by w niej zginął - uważa Służałek, a jego zdanie podzielają też inni rozmówcy.
W Tychach, czołowym zespole pierwszej ligi, który do ekstraklasy jednak nie awansował, Kulig zdobywał średnio po 17,9, a potem po 15,4 punktu. Podczas drugiego sezonu koszykarz spotkał się z Marcinem Sekułą, prawnikiem z Włocławka, który jako agent reprezentował wówczas m.in. Ochońkę. - Przedstawiłem mu swoją wizję rozwoju jego kariery, opowiedziałem o trenerze Miliji Bogiceviciu, z którym też współpracowałem. Zaznaczyłem, że Milija miał w swojej karierze moment, w którym w Kraljevie współpracował z Nenadem Krsticiem. I Damian wyraził zainteresowanie przejściem do Polpharmy, którą prowadził Bogicević - opowiada Sekuła.
Bogicević: - Damian był młody, ambitny i miał szczęście, że w Polpharmie spotkał Patricka Okafora i Urosa Mirkovicia. Podkoszowych skrajnie różnych, ale jednak wiedzących wiele o manewrach pod obręczą. Damian z nimi trenował, uczył się, no i korzystał na tym, że graliśmy wówczas wiele akcji pod kosz i na obwód.
Początki w ekstraklasie nie były dla Kuliga łatwe - w 32 meczach 22-letni koszykarz rzucał średnio po 9,4 punktu na mecz, miewał momenty, kiedy miał dość treningów u Serba, ale zaciskał zęby. - Wielu koszykarzy dzwoni do swoich agentów i narzeka, żali się. Ale nie Damian. Myślę, że on zaimponował tym Bogiceviciowi - mówi Sekuła. A Kulig, który wspominał, że każdemu z dotychczasowych trenerów wiele zawdzięcza, dodaje: - Szczególny sentyment mam do trenera Miliji Bogicevicia, który dał mi szansę w ekstraklasie i nie przestał we mnie wierzyć nawet w momencie kontuzji.
Kontuzja, zerwanie więzadeł krzyżowych w lewym kolanie, przydarzyła się Kuligowi podczas play-off, po którym Polpharma zdobyła ostatecznie brązowe medale. Ale Kulig już tego nie oglądał - najpierw przeszedł operację w Łodzi, a potem przeniósł się do Włocławka, w którym mieszka Sekuła. Tam rehabilitował się przez pół roku u świetnego specjalisty Piotra Abrolata. I nikt go nie poganiał. W międzyczasie Kulig, śladem Bogicevicia, zmienił Polpharmę na PBG, ale klub z Poznania czekał.
Kulig do gry wrócił w grudniu, w pierwszym meczu z Polonią zdobył 15 punktów w 18 minut. W całym sezonie, w którym PBG postraszyło w ćwierćfinaleTurów, doprowadzając do piątego meczu w Zgorzelcu, wystąpił w 18 spotkaniach, rzucał średnio po 10,1 punktu. W kolejnym był już ligową gwiazdą - dla PBG, które ze względów finansowych straciło większość kluczowych graczy, rzucał po 15,7 punktu. Ale sezonu w Poznaniu nie dokończył, w marcu przeszedł do Turowa, którego trenerem był wówczas Jacek Winnicki.
- Damian ma wielki talent. To oczywiste, ale trzeba to podkreślić, bo z takimi zawodnikami po prostu pracuje się łatwiej - mówi Miodrag Rajković, który objął Turów kilka miesięcy później. - W lecie 2012 roku oglądałem go w meczach eliminacji EuroBasketu w kadrze Alesa Pipana. Pamiętam mecz z Finlandią, w którym Damian miał bardzo dobre wejście z ławki. Zaadaptowałem nawet jeden schemat gry z kadry do Turowa - wspomina serbski trener.
Mecz z Finlandią? Trudny, wyjazdowy, w którym zwycięstwo było bardzo ważne. Polacy wygrali go 96:91, ale walka toczyła się do ostatnich chwil. Kulig wszedł na boisko dopiero w 28. minucie i już z niego nie zszedł. Zdobył siedem ważnych punktów. Może nie z łatwością, ale jednak z pewnością. Wypracowaną przez lata w Piotrkowie, Tychach, Starogardzie i Poznaniu, gdzie nauczył się brać na siebie odpowiedzialność.
Bogicević zauważa: - W przypadku Damiana bardzo ważne jest to, że jak trenuje, tak gra. Naprawdę, jeśli w ciągu tygodnia dobrze prezentuje się na treningach, to można mieć pewność, że w meczu wypadnie podobnie. To wielki atut. Podobnie jak bardzo dobry rzut i świetna technika.
Drugi pełny sezon Kuliga w Zgorzelcu był dla niego ważny ze względu na mistrzostwo Polski zespołu - pierwsze w historii Turowa, pierwsze w karierze zawodnika. Ale dla koszykarza bardzo ważne były też występy w lidze VTB. Zgorzelczanie rozegrali w niej 18 spotkań, Kulig wystąpił we wszystkich - średnio zdobywał po 14,4 punktu oraz 4,3 zbiórki. Czterokrotnie rzucał po ponad 20 punktów, udowadniając sobie, że na tym poziomie też potrafi robić to, co ćwiczy na treningach.
Ale w trakcie rozgrywek doszło do wstrząsu. Pod koniec stycznia anonimowa osoba opublikowała w internecie film, na którym widać, jak Kulig, a także inny gracz Turowa Tony Taylor, przyjmują infuzję dożylną. Zgodnie z przepisami antydopingowymi - zabronioną, chyba że objętość podawanego płynu nie przekracza 50 ml lub zawodnik ma na to zgodę Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie. Ale zgody nie było. Koszykarzom groziło dwuletnie zawieszenie.
Turów wyjaśniał, że przyczyną infuzji było zatrucie pokarmowe, a zabiegu dokonano na zlecenie lekarza. - Mieliśmy problemy zdrowotne i takie były zalecenia lekarza. To nie było jednak nic takiego, co byłoby niedozwolone - mówił kilka dni później Kulig w rozmowie z serwisem Sportowe Fakty. Teraz w ogóle nie chce wracać do sprawy.
Do zawieszenia nie doszło. Sprawa była skomplikowana, Komisja do Zwalczania Dopingu w Sporcie przekazała Polskiej Lidze Koszykówki, że jej zdaniem do złamania przepisów antydopingowych doszło, ale nie przedstawiła jednoznacznego dowodu, że objętość podawanego płynu przekroczyła 50 ml. Sędzia Dyscyplinarny PLK uznał, że dowody pośrednie są niewystarczające, by jednoznacznie stwierdzić naruszenie przepisów.
Kulig mógł grać dalej. W finale ligi ze Stelmetem, który Turów wygrał 4-2, zdobywał średnio po 11,3 punktu, został powołany do reprezentacji. Ze względu na ślub z Agnieszką, której rolę w postępach koszykarza podkreślają wszyscy, dostał zezwolenie od trenera Mike'a Taylora na późniejszy przyjazd na zgrupowanie. Przez kilka dni dochodził do formy, ale zdążył na końcówkę rywalizacji o awans - w najważniejszych, zwycięskich meczach z Niemcami i Austrią Kulig rzucał odpowiednio 16 i 22 punkty.
Co o ostatnim etapie rozwoju swojego podkoszowego myśli Rajković? - Uważam, że Damianowi pomogły szczególnie dwie rzeczy - lepszy zespół, lepsi gracze wokół niego, którzy sprawili, że jemu gra się łatwiej. Po drugie: gra w Europie - w kadrze, w lidze VTB, w Eurolidze. Damian miał okazję konfrontować się, regularnie sprawdzać z lepszymi. Równał do nich.
W jakich elementach Kulig może rozwinąć się jeszcze najbardziej? - Za kluczowe uznaję dwa aspekty. Po pierwsze - fizyczny. On musi się wzmocnić, choć niełatwo będzie znaleźć na to czas w napiętym sezonie i przerwie wakacyjnej, w której będzie grał w reprezentacji. Po drugie - defensywa. Damian pokazuje w Eurolidze, że potrafi bronić dobrze, ale ja będę od niego wymagał więcej - zapowiada Rajković.
Kulig docenia serbskiego trenera. - Pod skrzydłami Miodraga Rajkovicia zrobiłem największy postęp. Wiem, że trener miał wobec mnie plan, który sukcesywnie realizował i dlatego jestem teraz w tym miejscu, w którym jestem. Dziękuję, trenerze! - prosi, by napisać koszykarz."
Kristers Zoriks...
Sześć meczów Legii (dwa o Superpuchar, trzy w #plkpl, jeden w Lidze Mistrzów):
10,6 punktu - 1,3 zbiórki - 4,3 asysty - 2,8 straty
40 proc. z gry (22/55) - 32 proc. za trzy (10/31) - 55 proc. z wolnych (10/18)
A z testu oka: no, zastanawiam się i czekam na więcej (żeby nie powiedzieć, że jestem na razie rozczarowany).
Nie był dziś najlepszym graczem Twardych Pierników, wyróżnić można kilku innych, ale jednocześnie pokazał tyle dobrych, mądrych, sprytnych zachowań i akcji. Za rzadko uświadamiam sobie, jak dobrym graczem jest Damian Kulig. Może dlatego, że na tym dobrym poziomie gra od lat, właściwie bez przerwy. Co za nuda ;) #plkpl
Dzisiaj 14 punktów, osiem zbiórek, trzy asysty, dwa przechwyty w łatwej wygranej z Astorią. 39 lat, twardy z niego piernik.
Łukasz Cegliński retweeted
Maja Chwalińska wygrała, a jej trener siadł przed telewizorem i wcale się nie zmartwił, że Iga Świątek też wygrała. 😉
Porozmawialiśmy z Jaroslavem Machovskym przed polskim hitem w półfinale w Wuhan. Zapraszam. Trener luźny i szczery. ⤵️
sport.pl/tenis/7,64987,33082…
Dopiero go poznaję, a już bardzo lubię - Kacper Kłaczek, jeśli chodzi o mowę ciała, aktywność, grę do kosza, nieustępliwość, taką pozytywną wszędobylskość, to jest gracz, którego chce się oglądać.
#plkpl
155 CM W II LIDZE, CZYLI CO SŁYCHAĆ U FLIEGERÓW? #plkpl
Lubię się czasem zanurzyć w głębinach strony internetowej PZKosz – sprawdzać wyniki, przebiegi meczów, statystyki, koszykarzy. Zawsze coś mnie zainteresuje, zawsze znajdę coś, o czym nie wiedziałem. Najnowszy „wynalazek”? Drugoligowy koszykarz o wzroście 155 cm.
No i do tego znane nazwisko – Flieger. Czy filigranowy Mateusz z rocznika 2010, który zadebiutował niedawno w Enea Basket II Poznań, to syn Marcina, znanego rozgrywającego, który w latach 2004-24 zjeździł pół Polski grając w PLK, a także I i II lidze?
- Tak, to mój syn. Ale z tymi 155 cm wzrostu to błąd. Mateusz jest niski, jest późnorozwojowcem, ale mierzy obecnie 165 cm, trzeba to poprawić – śmieje się Marcin, który wychowuje nie tylko koszykarza, ale i koszykarkę: jego córka, Nikola, to zawodniczka MUKS Poznań z rocznika 2012. Trochę wyższa w tej chwili od starszego brata, obwodowa, która występuje w rozgrywkach do lat 15.
Ale w sumie źle to napisałem – to oczywiście nie Marcin wychowuje, tylko wychowuje rodzina Fliegerów. I tu ciekawostka, o której wcześniej nie wiedziałem – żona Marcina to Natalia Waligórska, czyli była koszykarka BLK i reprezentantka Polski. Koszykarska rodzina od A do Z.
Debiut młodego Fliegera uruchomił wspomnienia dotyczące starszego. Marcin Flieger najlepsze lata kariery spędził w Polpharmie Starogard Gdański – w sezonie 2016/17 zdobywał po 13,1 punktu oraz miał 3,9 asysty na mecz. Polpharma była wówczas solidnym zespołem, z bilansem 19-13 zajęła siódme miejsce w rundzie zasadniczej. W ćwierćfinale play-off przegrała 1-3 z późniejszym mistrzem z Zielonej Góry – co ciekawe, w zwycięskim meczu nr 3 tej serii, Flieger był najlepszym strzelcem Polpharmy – miał 16 punktów i trzy asysty.
W sumie Marcin rozegrał dziewięć sezonów w PLK, osiem w I lidze oraz trzy w II lidze. Kawał życia na boiskach! Z ciekawości sprawdziłem rekordy punktowe – w sezonie 2005/06 zdobył 47 punktów dla PBG Basket Poznań w I lidze, a w rozgrywkach 2022/23 rzucił 46 grając w Pyrze Poznań w II lidze. Pierwszy wynik osiągnął w wieku 21 lat, w drugi - 38.
I fajnie, że 42-letni obecnie Marcin Flieger został przy baskecie – nie tylko dzięki rodzinie. Ukończył kurs trenerski, ma licencję i obecnie z ramienia PZKosz jest koordynatorem wielkopolskich ośrodków szkoleniowych – SMOK i KOSSM. A na poniższym zdjęciu sprzed dwóch lat – rodzinna radość po tym, jak Mateusz wygrał Ogólnopolską Olimpiadę Młodzieży z kadrą Wielkopolski, a do tego został wybrany do piątki turnieju.
Serbskie media kilka dni temu napisały o tym, że Partizan Belgrad jest zainteresowany pozyskaniem Igora Milicicia juniora. I rzeczywiście, był kontakt klubu z agentem, ale - póki co - zawodnik przygotowuje się do sezonu w G League, w Westchester Knicks. #plkpl #KoszKadra #nbapl
fansport.rs/partizan-dovodi-…




















