Na meczu A-klasy: Slavia Ruda Śląska vs. Kamionka Mikołów. Niezmiennie jestem zaszczycony faktem, że dorobiłem się na tym stadionie siedziska z własnym imieniem i nazwiskiem.Posiadanie takiego krzesełka w klubie gdzie wychowali się Ernest Pohl i Władysław Żmuda to powód do dumy🔥
Ten moment kiedy idziesz do pracy i… nagle spotykasz przypadkiem przy ul. Mickiewicza Petera Gonzaleza - piłkarza Górnika Zabrze i reprezentacji Dominikany🔥Moim zdaniem to odkrycie tej rundy, bardzo lubię oglądać jego grę🙂
Czytajcie „Sport”🙂⬇️
dzienniksport.com.pl
Paweł Czado retweeted
Zaliczano go do najlepszych polskich napastników w czasach, gdy piłka nożna znad Wisły święciła największe triumfy. Według Włodzimierza Lubańskiego był piłkarzem kompletnym. Obrońcy drżeli przed nim niezależnie od tego, czy bronił barw Gwardii Warszawa, Ruchu Chorzów, czy francuskiego Lens. W Polsce czy za granicą – wszędzie z łatwością znajdował drogę do bramki rywali. Oto Joachim Marx, zdobywca złotego medalu olimpijskiego, gwiazdor na boisku i człowiek niezwykle ceniony poza murawą.
Dlaczego nie zagrał w wielkim Górniku Zabrze, choć działacze zapewniali go, że tak się stanie? Co spowodowało, że Ruch stał się w latach 70. XX wielką drużyną, która z powodzeniem rywalizowała z europejskimi potęgami? Z jakiego powodu Kazimierz Górski nie włączył napastnika Niebieskich do kadry na mistrzostwa świata w 1974 roku? Dlaczego Marx z miejsca stał się ulubieńcem fanów drużyny Lens? I jak to się stało, że po zakończeniu kariery nie wrócił do Polski?
@PCzado, ceniony autor i znawca śląskiego futbolu, zabiera nas w fascynującą podróż śladami jednej z największych legend Ruchu Chorzów – od gliwickich klepisk przez boiska pierwszej ligi aż po wielkie europejskie i światowe stadiony, na których Marx strzelał gole z taką samą łatwością jak na podwórku. To jednak opowieść nie tylko o piłce nożnej, ale i o życiu w dziwnym i pełnym absurdów kraju, jakim była komunistyczna Polska. Opowieść, od której trudno się oderwać ⏩ bit.ly/wsqn-MUNDIAL4ZA3
Paweł Czado retweeted
Joachim Marx, który dziś obchodzi 82. urodziny, jest żywą legendą chorzowskiego Ruchu. Był najskuteczniejszym strzelcem Niebieskich za kadencji Michala Vičana, który cenił mobilnych napastników. Marx potrafił wpasować się idealnie w dyktaty taktyczne słowackiego szkoleniowca. Grał zespołowo i nie zawodził pod bramką rywali.
Słynny „Asiu” w barwach Ruchu dołączył do elitarnego Klubu 100 w polskiej lidze, w którym byli: Teodor Peterek, Ernest Wilimowski, Gerard Cieślik, Eugeniusz Lerch i Eugeniusz Faber. Zanim jednak to osiągnął kopał piłkę w Górniczej Sośnicy, kuźni talentów, w której poznał Włodzimierza Lubańskiego, o czym wspomniał w rozmowie z @PCzado, autorem książki "Asiu. Joachim Marx. Biografia":
„Kiedy chłopcy przychodzą ze szkoły, mają dwa ulubione boiska, które na nich czekają. Oczywiście boiska nie w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. To raczej placyki do zabawy. Jednym z nich jest tak zwany Kulawik. To miejsce, gdzie wcześniej ulokowano korty tenisowe. Niedaleko znajduje się scena do występów muzycznych w plenerze. Tuż obok park, rzeczka i restauracja.
Joachim Marx:
– Naszymi bramkami na Kulawiku były dębowe drzewa. Za bajtla czasem zbieraliśmy pod nimi żołędzie. Drzewa stały w idealnej odległości od siebie, więc świetnie nadawały się na bramki. Poprzeczki? Nie było. Najpierw umawialiśmy się tylko »na oko«, jak wysoko można kopnąć piłkę, żeby uznać, że padła bramka. Czasem ostro się o to kłóciliśmy… Potem skądś udało się skombinować drewniane listwy. Któryś z dorosłych nam je przybił i tym sposobem mieliśmy bramki. Kiedy w pobliżu pojawiali się milicjanci, trzeba było poprzeczki szybko ściągnąć. Listwy przybijane do dębów nie były mile widziane. Nazwa dzikiego boiska pochodzi od nazwiska przedwojennego właściciela tych terenów, do którego należała również restauracja, wspomniana już Sośniczanka.
Joachim Marx:
– Najpierw wybierało się kapitanów, którzy z kolei wybierali resztę składu. Miałem szczęście, bo zazwyczaj takim kapitanem byłem. Nie wiem, czy dlatego, że nieźle grałem, czy dlatego, że byłem wyższy od kolegów. Potem koledzy stawali w szeregu i na przemian się wybierało: »Ty do mnie, ty do mnie, ty do mnie, ty do mnie«.
Właśnie na tym boisku Achim poznaje drobnego chłopca, który – jak się okazuje – ma niezwykły talent.
– Pojawił się na Kulawiku, kiedy miałem dwanaście lat, on zaś dziewięć. Wcześniej go nie znałem, bo nie wychodził na podwórko, a do szkoły razem nie chodziliśmy. Jego ojciec woził go do szkoły w centrum Gliwic. Mieszkał przy ulicy Sztygarskiej, tam były lepsze warunki. Zamieszkiwali tam doktorzy, adwokaci, inżynierowie. Jego ojciec był sztygarem na kopalni – wspomina Marx.
– Chłopak poprosił, że chce z nami zagrać. Spojrzeliśmy po sobie. Dać mu szansę? Dlaczego nie?! Nie wiedzieliśmy wtedy nawet, jak ma na imię. Nie mieliśmy też pojęcia, co potrafi, a do drużyny został dobrany jako ostatni. Jeden, jedyny raz. Potem już zawsze wybierano go jako pierwszego. To był Włodek Lubański.
Obaj z sentymentem wspominają tamte dni.
– Po latach żartowałem z Włodkiem. Mówiłem mu: »Ty wiesz, że to mnie zawdzięczasz karierę?« – wspomina Joachim Marx.
– A dlaczego? – dopytuje się z ciekawością Lubański.
Bo ja wtedy byłem kapitanem. I to ja cię wziąłem do pierwszej drużyny – wyjaśnia Marx ze śmiechem i dodaje:
– Włodek zrobił nam wtedy taką grę, że tylko patrzyliśmy po sobie.
– Z Asiem byliśmy blisko od dzieciństwa. Między nami od najmłodszych lat był fajny, kumpelski układ. Tego, co przeżyłem z nim na podwórkach, nie przeżyłem już z nikim… Bo ja z nim, kurczę blade, codziennie kopałem piłkę! Ona nas połączyła. Spotykaliśmy się na ulicy i graliśmy w nią wspólnie zawsze, kiedy tylko była taka możliwość, od rana do wieczora – opowiada Lubański, a twarz mu pogodnieje od wspomnień.
– Zdarzało się również, że graliśmy w piłkę u mnie w domu. Mieliśmy przedpokój, w którym dało się rozgrywać mecze jeden na jednego. Mógł mieć sześć–siedem metrów długości. Jeden z jednej strony, drugi z drugiej i zaczynaliśmy kopać. To była dla nas jedna z najprzyjemniejszych zabaw, jakie mogliśmy sobie wymyślić – wspomina Lubański”.
Marx razem z Lubańskim znaleźli się w niezapomnianej reprezentacji Polski, która pod wodzą Kazimierza Górskiego sięgnęła po najwyższe laury na turnieju olimpijskim w Monachium w 1972 roku.
Ich przyjaźń trwa do dziś.
Książka "Asiu. Joachim Marx. Biografia" ukazała się w serii #SQNOriginals i jest dostępna na ⏩ bit.ly/wsqn-MUNDIAL4ZA3
📷 Fotografia pochodzi z prywatnego archiwum Joachima Marxa i została wykorzystana wyłącznie w celu promocji niniejszej książki; wszelkie prawa zastrzeżone ©️
Mam ciekawą rozmowę z trenerem Markiem Pietrkiem. Temat oczywisty: Kamil Grabara i Juventus☝️Marek, który tego chłopaka prowadził jeszcze w Wawelu Wirek i na Stadionie Śląskim - o Kamilu i pozycji bramkarza opowiada z pasją i znawstwem.
Czytajcie nas⬇️
dzienniksport.com.pl/
Cztery mecze (a właściwie trzy, bo jeden przepadł przez walkower) na jednej rajzie. Ile się działo! Skoro nie było meczu to… odbył się przynajmniej trening strzelecki🙂👌⚽️ Dużo śmiechu, rozmów, wrażeń - nie ma to jak wypady futbolowe. Gracias i do zobaczenia na szlaku🔥
Jako obywatel tego kraju czuję obrzydzenie po bandyckiej napaści na pizzerię w Zabrzu. Dlatego deklaruję: kiedy zostanie już wyremontowana - zjem w niej pięć obiadów. Kto z Was chce, może zjeść je w moim towarzystwie 🇭🇺 Ferencvarosie: powodzenia w dalszych rozgrywkach 🤝
Nie wiem czy wiecie, że Jerzy Kapias, najlepszy lewy obrońca w historii GKS-u Katowice, został kiedyś wybrany najlepszym obcokrajowcem sezonu w… lidze izraelskiej☝️Przed rewanżem GieKSy z Hapoelem nie może więc zabraknąć rozmowy z „Hupkiem” w „Sporcie”.⬇️
dzienniksport.com.pl
Ale to był fajny spacer! Jesteśmy w miejscu gdzie odbył się mecz mający kolosalny wpływ na rozstrzygnięcia w pierwszym sezonie istnienia ligi w 1927 roku. Dziękuję wszystkim za udział, życzliwość i uwagę. Mam nadzieję, że zbytnio nie przynudzałem🙂
Dokładnie 70 lat temu, 22 lipca 1956 roku otwarto Najwspanialszy Stadion Świata!❤️Śląski jest mój - znam go z każdej strony; nawet leciałem nad nim awionetką, właśnie wtedy zrobiłem tę fotkę. Każda z 1001 opowieści będzie jarzyć się niczym olśniewający szmaragd i zapierać dech…
Mundial nie wychodzi mi z głowy. A skoro tak - pojechałem leczyć ten stan w góry🙂Wracam stamtąd z potężną, niezwykle zajmującą rozmową o mistrzostwach z Antonim Piechniczkiem. Przeczytacie ją już w najbliższym numerze “Sportu”⬇️
dzienniksport.com.pl/
W życiu można wybrać wszystko albo nic. Tym razem było odwrotnie: to NIC wybrało mnie. Złapało za rękę i ciągnie za sobą w noc… To będzie długa przechadzka. Zanim zamilknę, przyznam bez problemu, choć z przykrością: rozstrzygnięcie jest sprawiedliwe.
Adieu.
Wszelkie protesty antytrzeciomiejscowskowców - że to przecież nikomu niepotrzebne - wywołują u mnie jedynie szyderczy śmiech😆
„Nowy rodzaj zmartwychwstania”
Wydawałoby się, że zmartwychwstanie to nic trudnego. Po prostu: jesteś trupem i nagle ożywasz. Piłkarska reprezentacja Argentyny podniosła jednak ten element z pogranicza śmierci i życia do rangi sztuki.
Czytajcie „Sport”⬇️
dzienniksport.com.pl
Już dziś Argentyna gra z Anglią!🔥
A skoro tak - radiowa Trójka poprosiła mnie o rozmowę na temat Albicelestes. Moja żarliwość i wiara w trakcie rozmowy z red. Adamem Małeckim nie miała granic! Rozmowy możecie wysłuchać dziś: godz. 17.20, studio mundialowe Programu 3 🙂 Vamos!
3-2-3-3-3-3: tak brzmi sekwencja goli na tym mundialu człapiących Argentyńczyków. Byle tak dalej - po mistrzostwo. Vamos!🩵🩵🩵
Mam dość czytania tutaj o polityce. Mam własny rozum i nie mam potrzeby słuchania innych w tym względzie. To miejsce przeznaczam jedynie na sport. Wybaczcie więc - jeśli odtąd zobaczę u siebie post kogoś o polityce, o PiS, PO itd - odłączam się. Nawet jeśli znamy się od wielu lat

















