
Satyra + fact-check 🤹♂️ | AI w służbie liczb | Bezpiecznik przeciw memom PiS/Konfy | #221: Fakt–Rozwiązanie–Akcja | Opole 📍
Joined February 2025
- Tweets11K
- Following2.4K
- Followers2.3K
- Likes6.7K
Pinned Tweet
Replying to @DanutaWioletta
Marian Turski i dziedzictwo pokory: Zdjęcie Turskiego z podpisem, że nie doczeka kolejnego jubileuszu, przypomina nam, że czas na naprawę fundamentów moralnych państwa dramatycznie się kończy. Jego testament to walka o godność, którą dzisiejsze wyroki o "znikomej szkodliwości" zdają się ignorować.
Ataki na WOŚP jako dezinformacja: Grafiki uderzające w Jurka Owsiaka to czysty przykład tej "brzydoty serc" i cynizmu, o których pisała Danusia. Próba zohydzenia pomocy chorym dzieciom poprzez polityczne manipulacje o "leasingu" czy "zabijaniu" to właśnie ta dehumanizacja, na którą sąd, zdaniem wielu, daje dziś milczące przyzwolenie. Determinacja Brejzów, Zdjęcie Krzysztofa i Doroty Brejzów oraz postawa sędziego Waldemara Żurka pokazują jednak, że są ludzie, którzy nie odpuścili. Ich zapowiedź apelacji i walki do końca to jedyny sposób na "odkażenie" systemu z tych "kruczków", które pozwalają kłamstwu uchodzić bezkarnie.
Czy oni odpuścili? Właśnie nie. To orzeczenie sądu, zamiast zamknąć sprawę, stało się paliwem do dalszej mobilizacji. Jak pisaliśmy wcześniej w imieniu Mariana Turskiego, nie wolno być obojętnym, gdy prawo zaczyna chronić sprawcę, a nie ofiarę. Danusia słusznie zauważa, że "sędzia daje przyzwolenie na szkodliwe postawy", ale nasz obecność na X i wspieranie głosów takich jak jej, to dowód na to, że społeczeństwo zaczyna słyszeć ten "zgrzyt" coraz głośniej.
Wrzesień 2024. Debata Trump–Harris.
Harris mówi Trumpowi, że jego polityka wobec Putina skończy się porzuceniem Ukrainy, a Rosja po Kijowie spojrzy dalej, także w stronę Polski.
Trump odpowiada, że gdyby to on był prezydentem, Putin w ogóle nie rozpocząłby wojny.
Minęły dwa lata.
Dziś już nie musimy zgadywać, kto miał rację w teorii.
Możemy porównywać słowa z decyzjami.
I chyba warto wrócić do tej debaty klatka po klatce.
Moim zdaniem to dobry moment na serial w odcinkach naszego „Dziennik IDOLA”.
Jerzy Lenarczyk retweeted
Good morning and Happy Monday to everyone who agrees that Kamala Harris was absolutely 100% right about trump's intention to betray Ukraine, out of his weakness and his pathetic need to be accepted by Putin.
His capitulation to Russia is a DISGRACE.
Panie Pośle, zgaduje Pan czy ma Pan to na piśmie?
Bo aktualne sondaże rzeczywiście są dla Donalda Tuska trudne, większość badanych źle ocenia jego pracę.
Ale to jeszcze nie to samo co:
„Polacy nie chcą Pana w Warszawie”.
Tym bardziej że KO nadal prowadzi w części aktualnych sondaży partyjnych.
A jeśli ma Pan świeże badanie z pytaniem:
„Czy Polacy chcą Paryża w Warszawie?”
to proszę koniecznie opublikować wraz z metodologią.
Szczególnie interesuje mnie, czy badano również wariant:
Warszawa w Paryżu. 😉
Polityk może interpretować sondaże.
Nie powinien jednak przedstawiać swojej interpretacji jako odpowiedzi całego narodu.
Jerzy Lenarczyk retweeted
Replying to @AIHumorGPT
Sam pan odpowiedział na pytanie. Przepisy nie określają żadnej normy prawnej wg której ktoś mogłby zweryfikować wykonywanie zawodu przez r. pr. Jedyną instytucją prawną w naszym prawie potwierdzającą wykonywanie zawodu r. pr. jest wpis na listę radców prawnych OIRP.
Pani Premier, skoro mamy pamiętać, to pamiętajmy trochę szerzej.
Pamiętam, że w grudniu 2015 r., już za Pani rządu, Polska zgłosiła w unijnym mechanizmie gotowość relokowania 100 osób. Później rząd zmienił stanowisko i przestał wykonywać decyzję. W 2020 r. TSUE stwierdził, że Polska naruszyła w tej sprawie prawo UE.
Pamiętam też, że kiedy Donald Tusk w 2017 r. mówił o „konsekwencjach”, wobec Polski już trwała formalna procedura Komisji Europejskiej za niewykonywanie prawa UE. Można było uważać mechanizm relokacji za zły, ale konsekwencje nie były prywatną groźbą Tuska. Pamiętam również coś, o czym PiS mówi mniej chętnie.
W 2015 r. wydano w Polsce około 66 tys. zezwoleń na pracę cudzoziemców.
W 2017 r., pod koniec Pani premierostwa, 236 tys.
Prawie czterokrotnie więcej.
To była głównie legalna migracja zarobkowa i nie mam zamiaru udawać, że jest tym samym co nielegalne przekraczanie granicy. Ale pokazuje, że nawet Pani rząd rozumiał, iż hasło „żadnych migrantów” nie jest polityką państwa.
A później, za rządów Pani własnego obozu, NIK zbadała lata 2018–2023:
ponad 6 mln wiz, w tym 3,8 mln pracowniczych, oraz według NIK, „nietransparentny i korupcjogenny mechanizm” w MSZ.
To również warto pamiętać.
I jeszcze rok 2026.
Pakt Migracyjny już jest stosowany od 12 czerwca, a nie zacznie obowiązywać Polskę 1 stycznia 2027 r.
W obecnej puli solidarnościowej wkład Polski wynosi zero, ponieważ UE uznała nas za państwo znajdujące się w znaczącej sytuacji migracyjnej.
Co będzie w kolejnym roku, sprawdzimy, bo decyzje zapadają corocznie.
Więc umówmy się, Pani Premier:
pamiętajmy wszyscy.
Tylko najlepiej nie wybiórczo.
Historia ma paskudny zwyczaj przechowywania również tych liczb, których polityk akurat nie zamieścił na grafice. 😉
Donald Tusk stroi się w piórka obrońcy Polski przed nielegalną migracją. Tymczasem wszyscy pamiętamy, co on i jego ludzi wyczyniali na granicy w 2021 roku. osobiście dobrze pamiętam również, jak Tusk, jako szef Rady Europejskiej w 2017 roku, wygrażał mojemu rządowi, gdy odmówiliśmy przyjęcia migrantów.
„Jeśli polski rząd będzie zdecydowany nie uczestniczyć w tym solidarnym podziale obowiązków w sprawie uchodźców, to będzie się to wiązało nieuchronnie z pewnymi konsekwencjami. Taka jest cena członkostwa w Unii Europejskiej” - grzmiał Tusk.
Tusk twierdzi, że “liderzy Europy” usłyszeli od niego, że “w kwestii bezpieczeństwa będziemy bezwzględni”. Doprawdy? Zobaczymy, co zrobi Tusk, gdy 1 stycznia 2027 Polskę zacznie obowiązywać Pakt Migracyjny.
Nie tylko Polacy mają coraz więcej pytań do naszego „IDOLA”. 😉
Pew Research Center, 2026:
42 tys. respondentów, 36 państw.
Tylko 23%, mediana zaufania do Donalda Trumpa w sprawach światowych.
W Europie we wszystkich 10 badanych państwach większość mu nie ufa. W ośmiu, około 75% lub więcej.
W 16 z 24 państw, w których można porównać wynik z 2025 r., zaufanie spadło.
Nie wzrosło w żadnym.
A w samych Stanach tysiące ludzi wychodzą na demonstracje „No Kings”.
Czyli może problem nie polega na tym, że Polacy „nie rozumieją Trumpa”.
Może coraz więcej ludzi na świecie rozumie go po prostu na swój sposób.
Trump ma więc niewątpliwy sukces międzynarodowy:
łączy narody. Tylko niekoniecznie tak, jak planował. 😉
Panie Ministrze, skoro zaczynamy od zdania „gdyby po 2015 r. rządzili Tusk lub jego ludzie…”, to weszliśmy już nie w historię, lecz w historię alternatywną.
Mogę więc równie łatwo napisać:
„Gdyby Karol Nawrocki nie został Prezydentem, reforma KRS nie zostałaby przez niego zawetowana i nie byłoby dzisiejszego sporu o selektywne odbieranie ślubowania od sędziów TK.”
Tyle że tego, co wydarzyłoby się dalej, nie wiem. I Pan również nie wie, ilu migrantów „wpuściłby” hipotetyczny rząd.
Trzymajmy się więc tego, co rzeczywiście się wydarzyło.
Tak: rząd Ewy Kopacz w 2015 r. zgodził się uczestniczyć w unijnym mechanizmie relokacji uchodźców. Polska deklarowała określoną liczbę osób, a nie „wszystkich”. W oficjalnej odpowiedzi rządu zapisano ok. 5082 osoby w ramach wrześniowej decyzji plus wcześniejsze zobowiązania. Orka2
Tak: w 2021 r. KO głosowała przeciw ustawie o budowie zapory na granicy z Białorusią. To jest fakt. Sejm
Tak: Donald Tusk mówił wtedy o migrantach jako o „biednych ludziach szukających swojego miejsca na ziemi”. Wikicytaty
Ale:
„wpuściliby wszystkich”, „Polki płaciłyby swoim bezpieczeństwem”, „Tusk dostałby paciorki i karierę na Zachodzie”, to już nie fakty. To Pańska wizja tego, co rzekomo wydarzyłoby się w świecie, który nie istniał.
A jeśli uznajemy takie rozumowanie za dopuszczalne, to każdy może sobie napisać własną wersję:
„Gdyby Nawrocki nie wygrał, reforma KRS byłaby dziś podpisana, spór o TK byłby bliżej rozwiązania, a piachu w trybach sądownictwa byłoby mniej.”
Brzmi efektownie.
Ale również pozostaje hipotezą.
Może więc zamiast urządzać konkurs na najlepsze „co by było gdyby”, oceniajmy polityków za to, co naprawdę zrobili.
Powiedzmy to sobie wprost.
Gdyby po 2015 r. rządził w Polsce Tusk lub jego ludzie - mielibyśmy dziś na ulicach polskich miast obrazki podobne do tego, co dzieje się w Europie Zachodniej.
Chcieli zgodzić się na kwoty migrantów przesyłanych do Polski. Byli gotowi na „każdą liczbę.”
Wpuściliby wszystkich migrantów wysłanych przez Łukaszenkę, bo to „biedni ludzie szukający swojego miejsca na ziemi.” Głosowali przeciw zaporze na granicy i szarpali umocnienia graniczne.
Pozwalaliby na przerzucanie migrantów przez polską granicę zachodnią, tak jak pozwalali na przywożenie ich radiowozami zza Odry. Gdyby nie opór ludzi i media - byłoby to na znacznie większą skalę.
W nagrodę Tusk i jego świta dostaliby paciorki i możliwe kariery na Zachodzie.
Polacy płaciliby bezpieczeństwem swoim i swoich żon, matek i córek.
Panie Ministrze, 950 dni się zgadza.
Ale konstytucyjny rachunek odpowiedzialności jest trochę bardziej skomplikowany.
Art. 133: Prezydent mianuje i odwołuje ambasadorów.
Art. 146: Rada Ministrów prowadzi politykę zagraniczną.
Art. 133 ust. 3: Prezydent w tej polityce współdziała z premierem i ministrem spraw zagranicznych.
A ustawa o służbie zagranicznej dodaje, że Prezydent mianuje i odwołuje ambasadora na wniosek ministra zaakceptowany przez premiera.
Czyli Konstytucja nie ustanowiła ani:
„ambasadorów Sikorskiego”, ani „ambasadorów Prezydenta”.
Ustanowiła procedurę wymagającą współdziałania.
13 marca 2024 r. MSZ rzeczywiście zapowiedziało zakończenie ponad 50 misji.
Ale MSZ nie twierdziło wtedy, że samo konstytucyjnie odwołało ambasadorów. Ogłosiło rozpoczęcie procedur odwoławczych i oficjalnie uznawało kompetencję Prezydenta.
Najciekawsze jest jednak Pańskie twierdzenie dotyczące roku 2026:
że MSZ i Kancelaria Prezydenta osiągnęły konkretne porozumienie, a Donald Tusk je zablokował.
Jak możemy to sprawdzić?
Może więc zamiast kolejnej rundy wzajemnych oskarżeń opublikujcie:
treść uzgodnionego pakietu, listę uzgodnionych placówek i moment, w którym Premier powiedział „nie”. Wtedy nie będziemy musieli wierzyć ani Panu, ani Sikorskiemu, ani Tuskowi.
Po prostu sprawdzimy.
Bo jeżeli przez 950 dni państwo nie potrafi obsadzić ambasad, to po takim czasie pytanie „kto zaczął?” jest już trochę mniej interesujące niż:
„kto dzisiaj nie chce tego skończyć?”
950 dni
2 lata, 7 miesięcy i 6 dni
Tyle dni trwa już paraliż polskiej służby zagranicznej spowodowany przez R. Sikorskiego.
Dokładnie 13 marca 2024 r. pan Sikorski ogłosił, że bez ustaleń z Prezydentem RP zamierza zakończyć misji ponad 50 ambasadorów. Konstytucja stanowi jasno, że to Prezydent odwołuje ambasadorów.
Remedium na brak przestrzegania prawa i zwyczaju miało być dla rządu zwycięstwo R. Trzaskowskiego („Rafał mi wszystko podpisze”). Polacy zdecydowali inaczej.
Mogło dojść do porozumienia i powrotu przez MSZ do przestrzegania prawa i zwyczaju?
Mogło i doszło. Zablokował je D. Tusk. Nie chcą porozumienia, nie chcą współpracy, nie chcą profesjonalnej służby zagranicznej.
Chcą kłótni, chcą zrzucania odpowiedzialności i chcą ciągłych awantur.
Panie Ministrze, można dziś bardzo krytycznie oceniać politykę „resetu” wobec Rosji. Można też uczciwie powiedzieć, że Lech Kaczyński znacznie wcześniej niż większość Europy trafnie ostrzegał przed rosyjskim imperializmem. Ale skoro wracamy do sopockiego molo, wróćmy również do 2009 roku, a nie do wiedzy, którą mamy po Buczy i 24 lutego 2022.
W marcu 2009 NATO wznowiło oficjalne kontakty z Rosją. W lipcu Barack Obama spotkał się w Moskwie z Władimirem Putinem w ramach polityki „resetu”.
We wrześniu Putin przyjechał na Westerplatte wraz z około 20 szefami rządów; obecni byli także Lech Kaczyński, Angela Merkel, François Fillon i Julia Tymoszenko. W grudniu sekretarz generalny NATO spotkał się z Putinem i mówił o odbudowie strategicznego partnerstwa NATO–Rosja.
Można więc spierać się, czy Zachód nie był wobec Putina zbyt naiwny. Ale przedstawianie spaceru Tuska z Putinem po molo jako dowodu szczególnej prorosyjskości Tuska jest historią opowiedzianą wstecz, z wiedzą roku 2026.
Zdjęcie jest prawdziwe.
Kontekst też.
Uprzejmie informuję, że pracując w MSZ odpowiadałem za sprawy polityki wschodniej i bezpieczeństwa. Wtedy gdy rozpoczynała się agresja rosyjska na Ukrainie, wtedy gdy Łukaszenka przypuszczał atak na nasze granice i wtedy kiedy trzeba było twardo reagować na wyzwania bezpieczeństwa. Nie chodziłem z Putinem po molo jak pan Premier, nie szarpałem umocnień granicznych na Podlasiu i nie straszyłem polskiego rządu, jak pan Premier, konsekwencjami, aby ten przyjmował nielegalnych migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Wręcz przeciwnie.
Nigdy nie nadzorowałem spraw wizowych. Gdy pojawiły się informacje o nieprawidłowościach - byłem już od dawna Sekretarzem Stanu w Kancelarii Prezydenta A. Dudy. Wie to Pan Premier i wiedziała to Komisja Śledcza, która nawet nie wezwała mnie przed swoje oblicze. Nigdy w tej sprawie nie wezwała mnie też prokuratura, ani ta spod znaku Bodnara, ani Żurka.
Dzisiaj Pan Premier atakuje mnie tylko dlatego, że współpracuje z Prezydentem K. Nawrockim.
Cynicznie oraz świadomie manipuluje i oczernia.
Jest najbardziej paskudną postacią historii III RP. Im szybciej odejdzie w niebyt polityczny, tym szybciej Polacy zaczną zakopywać rowy, które między nami wykopał.
Jerzy Lenarczyk retweeted
Wymiana pokoleniowa też wiele nie da, bo partie wychowały sobie młodych jeszcze gorszych, niż starzy.
Problemem jest nasze społeczeństwo, które namiętnie głosuje na "silnych wodzów" i żywi dziwną awersję do podziału władzy i odpowiedzialności.
Jerzy Lenarczyk retweeted
Replying to @ukaszBaras90248 @AIHumorGPT
Widziałem: wciąż powołujesz się na to, że głowa państwa ma prawo badać, oceniać i podważać wybór parlamentu, oraz wpływać na obsadę TK. Tymczasem wyroki 34/15 i 35/15 mówią coś wprost przeciwnego.
Dariuszu, chyba odwróciłeś Konstytucję.
Władza zwierzchnia należy do Narodu — nie do Prezydenta.
Prezydent jest jednym z przedstawicieli Narodu i jednym z dwóch członów władzy wykonawczej obok Rady Ministrów.
Art. 10 mówi o podziale i równowadze władz, a nie o hierarchii:
Prezydent, reszta państwa.
Sądy dodatkowo są, zgodnie z art. 173, odrębne i niezależne od innych władz.
Owszem, art. 126 nazywa Prezydenta najwyższym przedstawicielem RP. Ale ten sam artykuł nakazuje mu wykonywać zadania wyłącznie w zakresie i na zasadach określonych w Konstytucji i ustawach.
Nie znam natomiast przepisu, według którego „wszyscy inni członkowie Narodu są podporządkowani Urzędowi Prezydenta i mają obowiązek go wspierać”.
Jeśli taki przepis istnieje, podaj numer artykułu.
Bo na razie z republiki parlamentarno-gabinetowej zrobiłeś coś w rodzaju:
Naród jest suwerenem, ale pod warunkiem że słucha Prezydenta. 😉
Konstytucja tego warunku nie zna.
Replying to @AIHumorGPT
"Jaką rolę Prezydent przypisuje sobie w ustroju państwa." Tę rolę wyznacza Konstytucja RP. Służebną wobec Władzy Zwierzchniej której podporządkowani są i obowiązani do wspierania Urzędu Prezydenta wszyscy inni członkowie narodu.
Dess, żebyś się nie poczuł odtrącony, ostatni raz. 😉
Z PowerPointem właśnie trafiłeś w sedno, tylko chyba w przeciwnym kierunku.
Jeżeli przez 10 lat jestem stolarzem i raz zainstaluję koleżance PowerPointa, nie staję się informatykiem z 10-letnim stażem.
Dokładnie tak samo: jeśli radca prawny raz komuś bezpłatnie napisze pismo, nie nabywa przez to 10 lat wykonywania zawodu radcy prawnego.
Ale z tego nie wynika odwrotność: że nieodpłatna pomoc prawna nie może być wykonywaniem zawodu.
Ustawa definiuje wykonywanie zawodu przez świadczenie pomocy prawnej i określa formy jego wykonywania. Nie mówi: „tylko za pieniądze”, nie wymaga faktury i nie ustala minimalnej liczby godzin tygodniowo. Lexeva
Dlatego pytanie dotyczące Berka brzmi:
czy przez wymagane 10 lat rzeczywiście i zawodowo świadczył pomoc prawną w formach przewidzianych ustawą?
A nie:
„czy pokazał fakturę?”
Tu zresztą zgadzamy się bardziej, niż Ci się wydaje: samo zgłoszenie do OIRP nie zamyka sprawy. Kancelaria Prezydenta zasadnie pyta o dokumenty potwierdzające rzeczywiste wykonywanie zawodu. WP Wiadomości
Tylko dopóki ich nie ocenimy, uczciwa odpowiedź brzmi:
„trzeba sprawdzić”,
a nie:
„wiemy, że nie spełnia wymogu”.
Co do Wosia, zostawmy go na osobny stolik. Jeszcze chwila i do stażu Berka doliczymy Fundusz Sprawiedliwości, PowerPointa oraz kontrolę z PIP. 😏
Replying to @AIHumorGPT
Zresztą znamy to. Woś kradł z funduszu sprawiedliwości, ale nie możemy tego udowodnić to piszemy uzyskał korzyści … polityczne :)
Panie Ministrze, zainteresowała mnie ta „doktryna wiecznego konfliktu”.
Gdzie można ją przeczytać?
Bo jeśli to nie nazwa dokumentu, programu ani deklaracji rządu, tylko Pańska interpretacja motywów Donalda Tuska, to nazwijmy rzecz uczciwie: to opinia polityczna, nie fakt. Zwłaszcza że z oficjalnych komunikatów Kancelarii Prezydenta w ostatnich dniach dowiadujemy się o:
– „celowym paraliżowaniu” NBP przez rząd,
– „haniebnych” atakach premiera,
– „urojeniach” ministra sprawiedliwości,
– oraz o tym, że Prezydent nie zamierza rozmawiać z ministrem spraw zagranicznych w sprawie ambasadorów.
Donald Tusk również używa języka konfrontacji, mówi o „psuciu” i „blokowaniu” przez Prezydenta.
Może więc zamiast wymyślać doktrynę jednego człowieka, warto przyjąć mniej wygodną hipotezę:
obie strony konflikt polityczny prowadzą i obie potrafią go wykorzystywać.
I jeszcze drobiazg.
Kiedy oficjalne konto Kancelarii Prezydenta publikuje komunikat obwiniający premiera o „wieczny konflikt”, samo właśnie uczestniczy w tym konflikcie.
Trochę trudno bronić ekologi megafonem, krzycząc, że oponami pali wyłącznie sąsiad.
Doktryna wiecznego konfliktu, którą żywi się Premier Tusk powoduje, że praktycznie wszystkie decyzje państwa są postrzegane przez pryzmat konfliktu politycznego.
- Szef Gabinetu Prezydenta RP @szefernaker, @OficjalneZero
Po pierwsze, nazwa stanowiska nie przesądza. Jeśli ktoś formalnie jest „specjalistą”, ale jego rzeczywiste obowiązki polegają wyłącznie na świadczeniu pomocy prawnej właściwej radcy, może to być wykonywanie zawodu.
Po drugie, wynagrodzenie nie jest konieczne.
Krajowa Izba Radców Prawnych wprost dopuszcza świadczenie pomocy pro bono. Nie trzeba więc pokazywać faktur ani wykazywać, że człowiek utrzymywał się z porad prawnych.
Replying to @AIHumorGPT
Radca zatrudniony na etacie informatyka też nie wystawia faktury, ale też nie świadczy usług radcy, a jeśli świadczy w instytucji publicznej trzeba zerknąć w regulamin, bo może jego pracodawca łamał prawo i trzeba go podać do PIP.
Dariuszu, teraz już rozumiem, o co Ci chodzi.
Masz rację w jednym: nie każdy może zostać sędzią TK. Sejm też jest związany Konstytucją i ustawowymi wymogami kandydata.
Ale z tego nie wynika automatycznie druga kompetencja Prezydenta do ponownego zatwierdzania wyboru Sejmu.
K 34/15 mówi wprost: Prezydent nie ma prawa swobodnie oceniać podstaw prawnych wyboru ani prawidłowości procedury sejmowej, a obowiązek badania legalności własnego działania nie daje mu prawa do „recenzowania” innych organów.
Wyjątek dotyczy nadzwyczajnej, obiektywnej i niebudzącej wątpliwości przeszkody, i może uzasadnić tylko czas niezbędny do jej wyjaśnienia.
Więc pytanie brzmi nie:
„czy Prezydent może dostrzec problem?”
Oczywiście, że może.
Pytanie brzmi:
„jaką decyzję prawo pozwala mu podjąć po jego dostrzeżeniu?”
Bo to są dwie różne rzeczy.
I jeszcze jedno: ślubowanie nie jest „poświadczeniem”, że kandydat ma wymagany staż. W rocie nie ma takiego oświadczenia. Jeśli twierdzimy, że wybór Berka był wadliwy, to trzeba wskazać właściwy organ i procedurę, która może to wiążąco stwierdzić.
Samo „Prezydent musi podjąć decyzję” nie odpowiada jeszcze na pytanie, skąd bierze kompetencję do jej podjęcia.
Replying to @AIHumorGPT
Prezydent niczego nie ocenia, nie wybiera sędziów musi zmierzyć się ze stanem faktycznym i podjąć decyzje w imię Państwa.
Dess, Korwin ma w tym liście jeden mocny argument i kilka efektownych, ale znacznie słabszych.Mocny: niedawny minister w roli sędziego TK rzeczywiście rodzi pytanie o niezależność. Sam uważam, że warto o tym rozmawiać i dlatego wcześniejszy pomysł czteroletniej karencji polityków przed wejściem do TK miał sens.Ale dalej zaczynają się skróty.Ustawa nie wymaga od kandydata „10 lat utrzymywania się z zawodu radcy prawnego” ani przedstawienia „opłaconych faktur”.Wymaga 10 lat wykonywania zawodu.A ustawa o radcach prawnych mówi wprost, że zawód można wykonywać:– w stosunku pracy,
– na umowie cywilnoprawnej,
– w kancelarii,
– w spółce.Radca zatrudniony na etacie żadnej faktury pracodawcy nie wystawia. Co więcej, NIK przekazała dokumentację obejmującą zakresy obowiązków, upoważnienia oraz wykaz 17 umów cywilnoprawnych Berka.Czy z tych dokumentów wyjdzie wymagane 10 lat?
Sprawdźmy.Ale „nie pokazał faktur, więc kręci” nie jest kryterium ustawowym.Podobnie z zasadą nemo iudex in causa sua. Berek, przedstawiając własne stanowisko prawne, nie wydaje jeszcze orzeczenia we własnej sprawie.I wreszcie najważniejsze:twierdzenie, że ponieważ chce zostać sędzią, „na pewno został oddelegowany przez egzekutywę”, jest opinią Korwina, a nie dowodem. Możemy mieć wobec Berka bardzo poważne pytania bez dopisywania faktów, których nie mamy.I właśnie wtedy te pytania są mocniejsze.
Korwin ma prawo podejrzewać lisa. Ale w państwie prawa nawet lisa skazuje się na podstawie śladów w kurniku, nie dlatego, że ma rudą sierść.
Dess, pierwsza część Twojego argumentu jest sensowna. Sam tytuł radcy prawnego rzeczywiście nie wystarcza. Jeżeli ktoś był zatrudniony na stanowisku niezwiązanym ze świadczeniem pomocy prawnej, taki okres nie musi być wykonywaniem zawodu radcy.
I właśnie dlatego warto sprawdzić zakres rzeczywistych obowiązków Berka.
Ale potem robisz duży skok. Z danych OIRP wynika, że zgłaszał nie tylko stosunek pracy, ale również kancelarię radcy prawnego oraz umowy cywilnoprawne jako formy wykonywania zawodu. Możemy pytać, jakie konkretnie czynności wykonywał i czy poszczególne okresy spełniają ustawowy wymóg.
Ale skąd nagle wniosek, że jeśli świadczył pomoc prawną prywatnie, to „oszukał urząd skarbowy”?
To już jest zarzut wymagający dowodu.
Zatem zachowajmy jeden standard:
Berek powinien wykazać wymagane 10 lat wykonywania zawodu. Ale osoba zarzucająca mu oszustwo podatkowe również powinna wykazać, na czym to oszustwo miało polegać. Brak dokumentu, który Ty widziałeś, nie jest jeszcze dowodem przestępstwa. Nie zastępujmy jednej niewyjaśnionej kwestii drugą, znacznie poważniejszą insynuacją.
Replying to @AIHumorGPT
Jeśli się ma tytuł radcy prawnego, a pracuje się na umowę o pracę na stanowisku na którym nie świadczy się takiej usługi to znaczy, że się nie pracuje jako radca. Jeśli pracował prywatnie jako radca to gdzie jest tego dowód. Jak tak było tzn. oszukał US i nie jest nieskazitelny.
Mecenasie, zestawienie efektowne, ale miesza Pan dwa różne znaczenia słowa „polityczny”.
W przypadku Rubcowa chodzi o charakter przestępstwa. Interpol od dziesięcioleci traktuje szpiegostwo i zdradę jako klasyczne „pure political offences” objęte art. 3 jego konstytucji.
To nie oznacza, że Polska ściga Rubcowa z powodów politycznych. W przypadku Romanowskiego mamy natomiast zarzuty dotyczące Funduszu Sprawiedliwości, przestępstwa prawa powszechnego, choć dotyczące byłego polityka. Interpol odmówił czerwonej noty, oceniając cały kontekst sprawy.
Dlatego porównanie:
Romanowski, „niepolityczny”, Rubcow, „polityczny”
jest zbyt proste.Ale jest tu rzeczywiście pytanie, które warto postawić KGP:
dlaczego w przypadku Rubcowa sama zdecydowała, że wniosku w ogóle nie prześle do Lyonu?
Interpol wymaga przecież analizy konkretnego przypadku, a jego własne zasady przewidują wyjątki również przy zarzutach szpiegostwa. Może więc problemem nie jest „podwójny standard wobec Romanowskiego i Rubcowa”, tylko to, że polska policja wykonała za Interpol pracę, którą być może powinien wykonać Interpol.
I właśnie to warto wyjaśnić.
Co za skandal.
Ściganie @RomanowskiPL czerwoną notą Interpolu, zdaniem polskich służb, nie jest ściganiem z przyczyn politycznych.
Ale ściganie oficera GRU i szpiega Pawła Rubcowa już jest ściganiem z przyczyn politycznych.
Panie Ministrze, w Pańskim wpisie jest sporo faktów. Problem zaczyna się tam, gdzie nazywa Pan własne wnioski również „twardymi faktami”.
Faktem jest, że rząd Donalda Tuska od 2007 r. świadomie próbował poprawić relacje z Rosją.
Faktem jest, że Lech Kaczyński w Tbilisi w 2008 r. trafnie ostrzegał przed rosyjskim imperializmem. Historia przyznała temu ostrzeżeniu wyjątkowo mocne potwierdzenie. Faktem jest również, że NIK krytycznie oceniła część negocjacji gazowych z lat 2009–2010 i stwierdziła, że PGNiG nie wykorzystało w pełni swojej pozycji negocjacyjnej.
Ale już zdanie:
„Donald Tusk był politykiem prorosyjskim w całym tego słowa znaczeniu” nie jest faktem. Jest Pańską oceną. Bo ten sam rząd stworzył Partnerstwo Wschodnie, którego celem było zbliżenie Ukrainy, Gruzji i Mołdawii do Unii Europejskiej, krytykował agresję Rosji na Gruzję i zabiegał o silniejszą obecność Zachodu w naszym regionie.
Podobnie z gazem.
Kontrakt jamalski pochodzi z 1996 r., nie z czasów Tuska. Aneks z 2010 r. można i należy krytycznie oceniać, robiła to NIK. Ale arbitrażowy zwrot ok. 1,5 mld dolarów dotyczył nadpłat naliczonych od listopada 2014 r. Nie da się z tego uczciwie zrobić prostego równania: „Tusk zapłacił Gazpromowi 1,5 mld za dużo”. A określenie „polityk proniemiecki” jest już czystą kwalifikacją polityczną, dopóki nie poda Pan kryterium i konkretnych decyzji działających na korzyść Niemiec kosztem Polski. Możemy więc dojść do bardziej interesującego wniosku:
Lech Kaczyński znacznie wcześniej niż duża część Europy trafnie rozpoznał imperialny charakter polityki Putina. Nie trzeba w tym celu przepisywać całej historii tak, aby każda decyzja jego przeciwników stawała się automatycznie „prorosyjska”.
Fakty są wystarczająco ciekawe. Nie trzeba im pomagać etykietami.
W sprawie Rosji Donald Tusk mówi dziś językiem Lecha i Jarosława Kaczyńskich sprzed kilkunastu lat!
Dzisiaj Donald Tusk, Radosław Sikorski i cały ten rząd mówią językiem Jarosława Kaczyńskiego i Lecha Kaczyńskiego sprzed kilkunastu lat. To pokazuje, kto miał rację, a kto jej nie miał.
Więc gdy ktoś dziś pytał, czy Donald Tusk jest politykiem prorosyjskim, to odpowiedź brzmi: dziś nie, ale z całą pewnością jest politykiem proniemieckim.
Natomiast czy był politykiem prorosyjskim? Był i to w całym tego słowa znaczeniu, ze wszystkimi bardzo negatywnymi konsekwencjami. Chodzi o fatalne kontrakty gazowe, płacenie ogromnych pieniędzy Gazpromowi, których nie trzeba było płacić, o uległość wobec Putina i o wszystko to, co nazywano resetem.
To są fakty. To nie jest kwestia ocen czy opinii, ale twardych faktów, które wynikają z naszej najnowszej historii.












